Historie utraconego dzieciństwa. O książce „Piętno Zagłady" Joanny Beaty Michlic

17.03.2021
Autor: Przemysław Batorski
Żydowskie dzieci, którym udało się przetrwać wojnę, musiały często zmierzyć się z kolejną traumą – trafiały do domów dziecka, zmieniały opiekunów, spotykały zapomnianych rodziców. Niekiedy dopiero po wielu latach poznawały swoją przeszłość lub decydowały się na ujawnienie pierwotnej tożsamości. W książce „Piętno Zagłady" Joanna Beata Michlic korzysta z relacji, zapisów i dokumentów, by ukazać nieznane epizody z życia najmłodszych ocalonych z Holokaustu.
dzieci_1_fb.jpg

Ocalone żydowskie dzieci z Domu Dziecka w Śródborowie, 1945 (1947?) r. (fot. Julia Pirotte, Dział Dokumentacji ŻIH, CBJ)

 

„Najbardziej znanymi obrazami małych dzieci starających się pomóc rodzinom w getcie warszawskim są te przedstawiające małych szmuglerów żywności. Dzieci błagały o jedzenie po stronie aryjskiej i wnosiły je do getta, ryzykując własnym życiem”. Pomimo takich przedstawień, które trafiły do zbiorowej pamięci i kultury popularnej, obraz tego, co działo się z żydowskimi dziećmi podczas wojny, pozostaje fragmentaryczny. Przed 1939 r. na około 3,5-milionową społeczność żydowską w Polsce kilkaset tysięcy osób stanowiły dzieci. W 1945 r. Centralny Komitet Żydów Polskich zarejestrował jedynie pięć tysięcy ocalałych dzieci żydowskich. Obok starców i chorych, to dzieci często jako pierwsze padały ofiarą Niemców. Dlatego relacje najmłodszych ocalałych z Zagłady są rzadkością – a osoby te, przeważnie urodzone w latach 30. albo w czasie wojny, należą dziś do ostatnich, które pamiętają Zagładę.

Joanna Beata Michlic, historyczka z Institute of Advanced Studies, University College London, w książce Piętno Zagłady analizuje i interpretuje relacje dzieci Holokaustu – tych, które miały kilka, najwyżej kilkanaście lat, gdy Niemcy i ich wspólnicy zmusili je do ukrywania się w lasach, zdobywania fałszywych świadectw chrztu, podszywania się pod Polaków, ukrywania żydowskiej tożsamości. Najczęściej powołuje się na świadectwa i przykłady z okupowanej Polski. Korzystając z dokumentów źródłowych, spisanych relacji (pochodzących między innymi z Archiwum ŻIH), nagrań i rozmów z żyjącymi jeszcze świadkami autorka pokazuje sytuację osób, dla których dzieciństwo oznaczało ukrywanie się, ucieczkę, doświadczenie śmierci najbliższych, utratę tożsamości.

lena_atlas_1.jpg [578.26 KB]
Lena Atlas, dokument powojenny. Archiwum ŻIH

Wizerunek ocalałych dzieci nie pasuje do pojawiającego się czasami stereotypu „szczęśliwych historii”, „prostych, pokrzepiających publicz­nych przedstawień tych dzieci jako «beztroskich młodych ludzi rozpoczynających nowe życie» bezpośrednio po Zagładzie”. Obok relacji żydowskich dzieci, Michlic interpretuje „relacje i listy z tego samego okresu au­torstwa grupy chrześcijańskich Polaków z oddaniem ratujących żydowskie dzieci”. Poświęca wiele miejsca dramatom, które przeczą stereotypom i burzą jasne klasyfikacje. Książka rozpoczyna się od przypadku Leny Atlas, dziewczynki maltretowanej przez Polaków, którzy udzielali jej schronienia. Po wojnie Lena trafiła pod opiekę żydowskiej wychowawczyni w domu dziecka, Miny Halberstadt-Kapłan, która, zainspirowana pismami Janusza Korczaka, w krótkim czasie pomogła dziewczynce nabrać sił i przystosować się do towarzystwa innych dzieci:

(…) w czerwcu 1945 roku Mina Halberstadt-Kapłan uważała Lenę za bystre i lotne dziecko, aczkolwiek trudne i niespokojne, pełne gniewu i zachowujące się arogancko. Uznała jednak, że Lena, tak jak ona pochodząca z Lublina, doświadczyła w swym młodym życiu wiele trudów i bólu i potrzebuje rehabilitacji zarówno ciała, jak i duszy. (…) Uczyniła ją odpowie­dzialną za młodsze dziecko w grupie i mianowała nadzorczynią higieny w grupie rówieśniczej. Halberstadt-Kapłan zauważyła, że w ciągu trzech miesięcy Lena przeszła znaczną przemianę emocjo­nalną i psychiczną. Z butnej i swarliwej dziewczynki stała się mi­łym, współczującym i troskliwym dzieckiem, które cieszyło się na rozpoczynającą się we wrześniu 1945 roku szkołę.

Z kolei Chana Grynberg, choć była źle traktowana przez Józefę, Polkę, która udzieliła jej schronienia, po latach wniosła o przyznanie kobiecie tytułu Sprawiedliwej Wśród Narodów Świata. Historia ocalonych składa się z wielu kontrastujących epizodów – od przypadków Polaków, którzy z oddaniem i troską ratowali dzieci swoich żydowskich przyjaciół, po osoby, które tylko z chęci zysku przechowywały ukrywających się Żydów i nawet po wojnie domagały się za to nagrody.

chlopiec_1.jpg [158.33 KB]
Portret chłopca, Dom Dziecka w Śródborowie, 1945 (1947?) r., Julia Pirotte, zbiory ŻIH

Michlic zbiera te i inne historie – wśród nich niemal nieznane dzieje żydowskich dzieci, starających się na własną rękę przeżyć w środowisku nieżydowskim, „w którym trudno było odróżnić przyjaciół od wrogów”. Podkreśla, za Laurence’em Langerem, że „konwencjonalni historycy zawiedli ofiary, gdyż uprzywilejowali sprawców, a to dlatego, że reżim nazistowski tworzył oficjalne dokumenty archiwalne. Zgodnie z tym stanowiskiem można powiedzieć, że najmłodsze ofiary i ocalałych zawiedli najbardziej, odmówili im bowiem nie tylko zdolności sprawczych, lecz także należytego im miejsca jako przedmiotu badań historycznych”.

Po wojnie ocalałe dzieci trafiały zazwyczaj do domów dziecka. Do najważniejszych placówek należały Dom Dziecka w podwarszawskim Otwocku, Dom Dziecka w Śródborowie (dzielnica Otwocka) oraz Żydowskie Domy Dziecka w Lublinie i dolnośląskim Petrolesiu (od 1947 r. Pieszyce). Dzieci oczekiwały tam na krewnych, którzy usiłowali je odszukać – zarówno ocalałych z Zagłady, jak i członków dalszej rodziny, przyjeżdżających np. z USA. Poszukiwania prowadziły także organizacje żydowskie.

Rodzice wychodzący z ukrycia po stro­nie aryjskiej lub uwolnieni z obozów koncentracyjnych często nie mieli dokumentów niezbędnych do udowodnienia, że są biologicz­nymi rodzicami dziecka, i zdarzało się, że nie znali jego nowego aryjskiego imienia i nazwiska. Niektórym udawało się rozpoznać dziecko po znamieniu lub innej cesze fizycznej. W żydowskich domach dziecka tego rodzaju identyfikację uznawano za dosta­teczny dowód rodzicielstwa.

Dzieci po wyjściu z ukrycia często były osłabione, chore i zawszone. Te ukrywane w szafach cierpiały na krzywicę. Niektóre dzieci przez całe późniejsze dziesięciolecia nie opowiedziały o swoich cierpieniach, jak żydowskie dziewczynki, gwałcone przez ludzi, którzy wykorzystywali ich bezbronność. Wszystkie potrzebowały opieki, zdecydowana większość – przepracowania doświadczeń, które dotykały traumą silnych, dorosłych ludzi.

Zdarzało się, że dzieci nie rozpoznawały rodzeństwa, z którym połączyły się po wojennej rozłące. Były i inne problemy – niektóre dzieci pozostały przy wierze katolickiej, którą praktykowały w okresie wojny, udając chrześcijan, co powodowało napięcia w rodzinach przywiązanych do judaizmu. Zdarzało się, że małżonkowie, którzy stracili dziecko podczas Zagłady, adoptowali sieroty, tworząc nieraz szczęśliwe rodziny.

Jednak często na tym etapie dochodziło do dramatów. Na przykład Sara Warszawiak trafiła jeszcze w 1943 r. do krakowskiego sierocińca. Adoptowało ją bezdzietne małżeństwo, Jan i Julia Pilchowie, nie wiedząc, że jest ona żydowskim dzieckiem. Po wojnie dziewczynkę odnaleźli wuj Simcha i dziadek Awram Grinapel, którzy powrócili z ZSRR. Podczas kilkuletnich procesów dziewczynka trafiła do domu dziecka, skąd uciekała do przybranych rodziców. Dziadek w końcu siłą odebrał dziewczynkę i zawiózł ją do Izraela, gdzie stała się Sarą Avinum. Z kolei o adopcję 10-letniego Wiktora Barańskiego (Awigdora Baranowicza) ubiegało się w 1947 r. aż troje krewnych – z Palestyny, Paryża i Nowego Jorku.

Dzieci często wyjeżdżały z krewnymi za granicę – do Szwecji, Francji, Australii czy Stanów Zjednoczonych. Nie zawsze udawała się aklimatyzacja w nowym kraju, języku, środowisku, czasami relacji z niewidzianymi przez lata rodzicami nie udało się odbudować. Wielu musiało się zmierzyć z doświadczeniem niezakorzenienia. Jak pisze Michlic, „[c]zęść dzieci, które ze względu na wiek całkowicie zapomniały swą żydowską tożsamość lub w ogóle nie miały o niej pojęcia i które ich wybawcy nadal wychowywali na chrześcijan, miały się o swym utraconym dzieciństwie, o pierwotnej tożsamości etnicznej i kulturowej oraz o biologicznych rodzinach dowiedzieć dopiero w latach osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych XX wieku”.

grupa_dziewczat_1.jpg [563.97 KB]
Grupa dziewczyn na leśnej polanie, w tle namioty. Otwock, 1945 (1947?) r., Julia Pirotte, zbiory ŻIH

„Dzieci tęskniły za straconymi latami edukacji szkolnej i za kochającą, mocną i stabilną rodziną” – pisze Michlic. – „(…) dla wielu z tych dzieci Zagłada z jej potwornymi doświadczeniami była jedyną znaną im rzeczywistością – dla nich był to jedyny świat ich dzieciństwa i dorastania, gdyż innego nie pamiętały”. Dlatego zapis relacji najmłodszych uratowanych z każdego ludobójstwa, nie tylko Zagłady Żydów, musi należeć do pamięci o wydarzeniach, które nigdy nie powinny się powtórzyć.

 

Zobacz książkę Piętno Zagłady w Wydawnictwie ŻIH

Przeglądaj fotografie Julii Pirotte na portalu Delet

 

Wszystkie cytaty w tekście pochodzą z omawianej książki.

Przemysław Batorski   redaktor strony internetowej ŻIH