Icchak Kacenelson 1886-1944

29.04.2016
Autor: Żydowski Instytut Historyczny
„Jam jest ten, który to widział, który przyglądał się z bliska/Jak dzieci, żony i mężów, i starców mych siwogłowych/ Niby kamienie i szczapy na wozy oprawca ciskał...". Na początku maja 1944 r. został zamordowany w obozie koncentracyjnym Auschwitz II Birkenau Icchak Kacenelson, poeta, dramaturg, tłumacz i pedagog.
kacenelson.jpg

Icchak Kacenelson

 

Icchak Kacenelson urodził się w 1886 r. w Kareliczach koło Nowogródka. Kształcił się pod kierunkiem ojca, Jakuba Beniamina Kacenelsona, pisarza hebrajskiego. Odebrał tradycyjne wychowanie religijne. Wiedzę świecką zdobywał jako samouk. W młodości wraz z rodziną przeniósł się do Warszawy, gdzie współpracował z pismami „Ha-Cefira”, „Ha-Dor” oraz z Jidisze Bibliotek, wydawaną przez Icchoka Lejbusza Pereca. Następnie zamieszkał w Łodzi. W 1904 r. debiutował jako pisarz. Rozgłos przyniósł mu napisany prozą w języku hebrajskim poemat Bi-g(e)wulot Lita (hebr., W granicach Litwy, 1909 r.), poświęcony doświadczeniom młodości spędzonej na Litwie. Potem opublikował jeszcze kilka tomów poetyckich w języku hebrajskim. Pisał także utwory poetyckie i prozatorskie dla dzieci. Wiele jego wierszy, opatrzonych muzyką, weszło do kanonu żydowskich pieśni ludowych i dziecięcych. Tłumaczył na język hebrajski m.in. utwory Heinricha Heinego. 

Przed I wojną światową, razem z Szoszaną Feinstein, prowadził freblówkę (przedszkole prowadzone według teorii niemieckiego pedagoga Friedricha Fröbela), a potem także hebrajską szkołę powszechną. Założył świeckie I Gimnazjum Hebrajskie w Łodzi i w okresie międzywojennym był jego dyrektorem. Interesował się też teatrem hebrajskim, dla którego napisał wiele utworów, m.in. poemat sceniczny Ha-Nawi (hebr., Prorok, 1922 r.). W 1907 r. próbował założyć stałą scenę hebrajską. Od 1928 r. – wraz z Icchakiem Lewim – kierował Hebrajskim Studiem Dramatycznym w Łodzi.

Od stycznia 1940 r. przebywał w getcie warszawskim, gdzie współpracował z Archiwum Ringelbluma. Uczestniczył w tajnym nauczaniu, w seminariach ruchu chalucowego (czyli pionierskiego; He-Chaluc), kierował kołem dramatycznym organizacji młodzieżowej Dror; pisał do konspiracyjnych czasopism i wydawnictw. 

Tu powstały m.in. jego poematy w języku jidysz: Biada miPieśń o Szlomie Żelichowskim, Śmiał się Żyd i wiele innych utworów, które – zakopane wraz z Archiwum Ringelbluma w 1942 r. – zostały odnalezione po wojnie.

Po wywiezieniu żony i dwóch synów w sierpniu 1942 r., podczas Wielkiej Akcji, do obozu zagłady w Treblince, poeta został wyprowadzony z getta i wraz z trzecim synem ukrywał się po „stronie aryjskiej”. W wyniku tzw. akcji Hotelu Polskiego wraz z synem został wywieziony do Francji. Tam w obozie w Vittel napisał m.in. Pieśń o zamordowanym żydowskim narodzie. Ostatecznie został deportowany przez Niemców do obozu zagłady Auschwitz II – Birkenau, gdzie został zamordowany w komorze gazowej na początku maja 1944 roku. Dokładna data jego śmierci nie jest znana, ale zazwyczaj przyjmuje się datę 1 maja 1944 r.

Przedstawiamy fragment Pieśń o zamordowanym żydowskim narodzie opatrzony tytułem „O bólu mój”:

 

Jam jest ten, który to widział, który przyglądał się z bliska,

Jak dzieci, żony i mężów, i starców mych siwogłowych

Niby kamienie i szczapy na wozy oprawca ciskał

I bił bez cienia litości, lżył nieludzkimi słowy.

Patrzyłem na to zza okna, widziałem morderców bandy –

O, Boże, widziałem bijących i bitych, co na śmierć idą…

I ręce załamywałem ze wstydu… wstydu i hańby –

Rękoma Żydów zadano śmierć Żydom – bezbronnym Żydom!

Zdrajcy, co w lśniących cholewach biegli po pustej ulicy

Jak ze swastyką na czapkach – z tarczą Dawida, szli wściekli

Z gębą, co słowa im obce kaleczy, butni i dzicy,

Co nas zrzucali ze schodów, którzy nas z domów wywlekli.

Co wyrywali drzwi z futryn, gwałtem wdzierali się, łotrzy,

Z pałką wzniesioną do ciosu – do domów przejętych trwogą.

Bili nas, gnali starców, pędzili naszych najmłodszych

Gdzieś na struchlałe ulice. I prosto w twarz pluli Bogu.

Odnajdywali nas w szafach i wyciągali spod łóżek,

I klęli: „Ruszać, do diabła, na umschlag, tam miejsce wasze!”

Wszystkich nas z mieszkań wywlekli, potem szperali w nich dłużej,

By wziąć ostatnie ubranie, kawałek chleba i kaszę.

A na ulicy – oszaleć! Popatrz i ścierpnij, bo oto

Martwa ulica, a jednym krzykiem się stała i grozą –

Od krańca po kraniec pusta, a pełna, jak nigdy dotąd –

Wozy! I od rozpaczy, od krzyku ciężko jest wozom…

W nich Żydzi! Włosy rwą z głowy i załamują ręce.

Niektórzy milczą – ich cisza jeszcze głośniejszym jest krzykiem.

Patrzą… Ich wzrok… Czy to jawa? Może zły sen i nic więcej?

Przy nich żydowska policja – zbiry okrutne i dzikie!

A z boku – Niemiec z uśmiechem lekkim spogląda na nich,

Niemiec przystanął z daleka i patrzy – on się nie wtrąca,

On moim Żydom zadaje śmierć żydowskimi rękami!

 

Źródło: Icchak Kacenelson, Pieśń o zamordowanym żydowskim narodzie, Warszawa 1982, s. 23.

Żydowski Instytut Historyczny