Spór o edukację dziecka żydowskiego w dwudziestoleciu międzywojennym

29.05.2020
Autor: Żydowski Instytut Historyczny
W okresie międzywojennym w Polsce trwała żywa debata na temat edukacji dzieci żydowskich. Wobec niedostatków szkolnictwa państwowego, dynamicznie rozwijały się szkoły prywatne, aktywnie zabiegające o uczniów.
perec_zamosc_szkola.jpg

 

Rodzice!

Matki i ojcowie!

czas już zapisać Wasze dziecko do szkoły!

Do której szkoły?

Tylko do żydowskiej szkoły świeckiej!

Jedynie w tej szkole Wasze dziecko znajdzie ciepło i radość!

Jedynie w świeckiej szkole żyd. uczyć się będzie Wasze dziecko w języku macierzystym!

Jedynie w naszych szkołach Wasze dziecko wychowane będzie w duchu świeckim!

Pamiętajcie, że jedynie nasze szkoły odpowiadają Waszym potrzebom [1]

głosił plakat Stowarzyszenia „Nasza Szkoła” zachęcający rodziców do zapisywania dzieci do jednej z warszawskich szkół zrzeszonych w Centralnej Żydowskiej Organizacji Szkolnej. Co to była za organizacja i czy rzeczywiście tylko ona odpowiadała potrzebom rodziców żydowskich?

Kiedy w 1919 r. w Minister Wyznań i Oświecenia Publicznego wydał dekret, na mocy którego dzieci w wieku lat 7–14 objęte zostały obowiązkiem szkolnym, w szkolnictwie polskim panował chaos. Nowa Rzeczpospolita przez wiele kolejnych lat próbowała uporać się ze spuścizną trzech zaborów, w których panowały odmienne prawa i obowiązki, również w dziedzinie szkolnictwa.

Na mocy Małego Traktatu Wersalskiego przedstawiciele władz polskich zobowiązali się do zapewnienia dzieciom z rodzin mniejszościowych szkół początkowych nauczających w ich języku. Jednak w przypadku mniejszości żydowskiej szkoły takie nigdy nie powstały. Poniekąd wykorzystano spór, od początku wieku toczący się wśród samych Żydów, o to, który język jest ich językiem narodowym i, w konsekwencji, powinien być również językiem nauczania w szkołach żydowskich. Ale była to raczej wymówka pozwalająca forsować politykę akulturacji i asymilacji mniejszości narodowych w nowo powstałym państwie. Wykorzystując tę wątpliwość, jedynymi szkołami darmowymi przeznaczonymi stricte dla dzieci żydowskich były szkoły z wykładowym językiem polskim. „Żydowskość” tak zwanych „szabasówek” polegała na tym, że uczono w nich religii żydowskiej, a dniami wolnymi były soboty i święta żydowskie. W zamian, można było nauczać w niedzielę i święta innych wyznań „bez ograniczeń” – jak głosił wydany w 1923 roku dekret – już w następnych słowach wyjaśniając „byle lokal szkolny nie znajdował się w bezpośredniem pobliżu świątyń innych wyznań tak, iż nauka szkolna mogłaby przeszkadzać praktykom religijnym w świątyniach”[2].

Szabasówki nie cieszyły się szacunkiem ani wśród rodziców dążących do asymilacji ani wśród takich, którzy chcieli wychowywać dzieci w tradycji i kulturze żydowskiej. Poziom ich oceniano jako niski, a same szkoły służyły w oczach wielu asymilacji, jednocześnie separując dzieci żydowskie od dzieci polskich. Dlatego przez cały okres dwudziestolecia międzywojennego około 80 procent z nich uczęszczało do polskich szkół państwowych.

Jednocześnie rozwinęło się szeroko-rozgałęzione szkolnictwo prywatne[3].

Przedstawiciele partii żydowskich widzieli przyszłość realizacji swojej wizji politycznych w dzieciach. Dlatego rodzice żydowscy otrzymali bogatą ofertę żydowskich powszechnych szkół prywatnych dla swoich dzieci. Religijna partia Aguda stworzyła organizację Chorew zrzeszającą reformowane chedery i szkoły dla dziewcząt, Bejs Jakow. Dzieci uczyły się tam tradycyjnych przedmiotów żydowskich uzupełnionych o przedmioty świeckie tak, by uczęszczanie do tych placówek było zarazem wypełnieniem obowiązku szkolnego. Religijno-syjonistyczna partia Mizrachi założyła organizację Jawne. W szkołach tej organizacji przedmioty judaistyczne (również świeckie, np. historia Żydów czy geografia Palestyny) nauczane były po hebrajsku a pozostałe przedmioty świeckie w jidysz. Narodowe szkoły związane z partią syjonistyczną zrzeszała organizacja Tarbut, gdzie cała nauka odbywała się w języku hebrajskim natomiast świeckie szkoły w jidysz, po części związane z partiami socjalistycznym, zrzeszone były w Centralnej Żydowskiej Organizacji Szkolnej (CISZO).

Przez cały okres dwudziestolecia międzywojennego, szkoły te – mimo że prywatne – walczyły z mniejszymi bądź większymi trudnościami finansowymi, lokalowymi, politycznymi. Władzom polskim nie zależało na ich rozwoju, a na „ujednoliceniu” szkoły, czyli, de facto, na asymilacji mniejszości. Dlatego w latach 30. coraz większym powodzeniem cieszyły się szkoły dwujęzyczne – utrakwistyczne, gdzie język polski odgrywał taką samą rolę, co jeden z języków żydowskich.

Do wspomnianych kłopotów doszedł jeszcze jeden – walka o dzieci. Poszczególne organizacje szkolne prowadziły prawdziwe kampanie, by zachęcić rodziców do oddania im pod opiekę swoich pociech i często na łamach „swojej prasy” przekonywały czytelników o słuszności własnej wizji.

I tak np. działacz Centralnej Organizacji Szkolnej, Szlomo Mendelson, w wydanej w 1924 r. po polsku broszurze pt. „Szkoła żydowska, czym jest i do czego dąży” rozpisywał się o szkodliwości chederu, zarówno tradycyjnego, jak i nowoczesnego. Rezultatem nauki w tym pierwszym miała być – jego zdaniem – szkodliwa jednostronność, a nawet tępota umysłu. Uczeń po długoletniej nauce w tym przybytku wychodził z niego „Wybladły, chorowity, bezkrwisty i zgarbiony z wytrzeszczonymi i rozpalonymi oczyma”. Jeszcze gorzej wyglądała w oczach Mendelsona sytuacja absolwenta chederu nowoczesnego: „Jeśli dawny, niezreformowany cheder potrafił jeszcze kiedy niekiedy wychować prawdziwie pobożnego szczerze wierzącego żyda, to cheder nowy zreformowany, wyda na świat li tylko Żyda z nieco krótszą kapotą, z nieco przystrzyżoną bródką, ale bez szczypty wiedzy i bez Boga w sercu”. Również szkoły Tarbutu opisane zostały przez autora, jako „inny rodzaj zmodyfikowanego chederu”. Pomysł nauczania po hebrajsku wydawał się Mendelsonowi nierealny: „Śmiesznem jest wprowadzenie jako języka wykładowego mowy, o której pewna grupa sądzi, że będzie ona kiedyś, w przyszłości żywą w Palestynie” – pisał. Również on, tak jak autor cytowanej na początku ulotki, uważał, że jedynym rozwiązaniem dla dziecka żydowskiego jest szkoła w języku jidysz[4].

Krytykowane organizacje szkolne nie pozostawały dłużne. Tarbut oskarżał CISZO o wynaradawianie dzieci żydowskich poprzez wychowywanie ich w duchu antysjonistycznym. Przedstawiciele środowisk religijnych mieli za złe aktywistom CISZO ich krytyczny stosunek do religii, wychowanie a-, a nawet antyreligijne.

Te dyskusje były na porządku dziennym w dwudziestoleciu międzywojennym, czego wyraz można znaleźć również w karykaturach, zaprezentowanych na wystawie „Wolny Ptak. Der Frajer Fojgl”. Przyglądając się debacie o wychowaniu dziecka żydowskiego, jak w soczewce zobaczyć można problemy, które dzieliły społeczność żydowską II Rzeczpospolitej.

 

"Wolny Ptak. Der Frajer Fojgl. Humor z prasy żydowskiej w Polsce niepodległej. Humour in the Jewish Press in Independent Poland" w Księgarni na Tłomackiem

 

Przypisy:

 

[1] Plakat, domena publiczna: https://polona.pl/item/afisz-inc-rodzice-matki-i-ojcowie-czas-juz-zapisac-wasze-dziecko-do-szkoly,NDY5NTQxMTA/0/#info:metadata [stan z dn. 01.08.2019]

 

 

[2] Rozporządzenie Ministra Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego z dn. 22 lutego 1923 r. w sprawie nauki w szkołach powszechnych, do których uczęszcza młodzież wyznania mojżeszowego w: Hilel Seidman (red.): „Żydowskie szkolnictwo religijne w ramach ustawodawstwa polskiego”, Warszawa 1937, str. 35.

 

 

[3] W roku szkolny 1925/1926 z wszystkich uczniów polskich tylko 1,2% uczęszczało do szkół prywatnych podczas gdy w przypadku uczniów żydowskich do takowych uczęszczało 17,7% (19,2% w roku szkolnym 1934/35). Por. Chmielewski Stanisław, „Stan szkolnictwa wśród Żydów w Polsce” w: Sprawy Narodowościowe, nr 1–2 1932/33, str. 40.

 

 

[4] Por: Mendelson, Szlomo: „Nowa szkoła żydowska czem jest i do czego dąży”, Warszawa 1924, str. 29–34.

 

 

 




Żydowski Instytut Historyczny