„Krysia”, czyli kryjówka. Rocznica aresztowania Emanuela Ringelbluma

07.03.2021
Autor: Przemysław Batorski
„Krysia”, bunkier zbudowany przez Mieczysława Wolskiego, była prawdopodobnie największą w Warszawie kryjówką, w której znajdowali się Żydzi po likwidacji getta. Mieszkało w niej ponad 30 osób, w tym Emanuel Ringelblum z żoną i synem. 77 lat temu, 7 marca 1944 r., schron odkryli Niemcy.
krysia_2.png

Rysunek Orny Jagur, wnętrze bunkra "Krysia"

 

Zejście pod powierzchnię

W lutym 1943 r. Emanuel Ringelblum wraz z żoną Jehudis (Judytą) opuścił getto warszawskie i z pomocą Adolfa i Basi Bermanów przeniósł do kryjówki przy ul. Grójeckiej 81. Dołączył do nich syn Uri. Jednak jeszcze kilka razy Emanuel przychodził do getta, ostatni raz 18 kwietnia 1943 r., tuż przed wybuchem powstania. Po rozpoczęciu walk widział flagi nad gettem, umieszczone na jednym z budynków przy placu Muranowskim przez bojowników ŻZW. Nie zdołał się wydostać z getta i został przewieziony do obozu pracy przymusowej w Trawnikach pod Lublinem. W sierpniu uratowali go stamtąd, dzięki pomocy Bermanów, łączniczka Róża Kossower i kolejarz Teodor Pajewski z Armii Krajowej. Mimo propozycji życia na powierzchni pod fałszywym nazwiskiem, Ringelblum postanowił pozostać wraz z rodziną w kryjówce, którą nazywano „Krysią”.

10._ringelblum_i_syn.jpg [13.83 KB]
Emanuel Ringelblum z synem Urim

„Krysia” miała wymiary 7 na 5 metrów (według Ringelbluma była jeszcze mniejsza – 28 metrów kwadratowych) i 1,83 m wysokości. Pod ścianami znajdowały się dwa rzędy piętrowych pryczy, a pośrodku długi stół. W bunkrze mieszkały łącznie aż 34 osoby, mężczyźni, kobiety i dzieci (w pewnym momencie było to nawet 40 osób). „Tego rodzaju bunkier w Warszawie w 1944 r. stanowił zupełny ewenement” – pisze Jan Grabowski. – „W literaturze dotyczącej ukrywania się i ratowania nie można natrafić na inną równie okazałą kryjówkę, której mieszkańcom udałoby się przetrwać tak długo”[1].

Przebywali w „ciężkim i duszącym powietrzu” i w całkowitej ciszy, cierpieli z powodu niedostatecznej wentylacji, pcheł i pluskiew. Mieli jednak dostęp do wody i prądu. Przez większość dnia leżeli na pryczach i dopiero nocami pozwalali sobie na gotowanie jedzenia oraz wychodzili na powierzchnię, do szklarni odpowiedzialnego za kryjówkę Mieczysława Wolskiego[2]. Między zmęczonymi życiem w ukryciu ludźmi trwały spory o miejsce i jedzenie – stan psychiczny jednej z żydowskich dziewczynek pogorszył się tak bardzo, że zagłodziła się na śmierć.

Właścicielką posesji była Małgorzata Wolska; jej syn Mieczysław, 37-letni ogrodnik[3], zajmował się dostarczaniem warzyw do getta i dzięki temu nawiązał kontakty z Żydowską Samopomocą Społeczną[4]. Żydowscy działacze ufali Mieczysławowi, bo ukrywał bezinteresownie ubogą żydowską szwaczkę. Co do budowy schronu porozumieli się podczas trwania wielkiej deportacji w lecie 1942 r. Aby zataić sprowadzanie dużych zasobów żywności do bunkra, Wolski uruchomił w swoim domu sklep spożywczy. Osoby przyjmowane do kryjówki musiały zapłacić na wstępie 10 tysięcy złotych, a potem płacić za wyżywienie i inne wydatki[5].

Nadzieja na przetrwanie

W dostarczanie jedzenia i czuwanie nad bezpieczeństwem bunkra angażowali się, oprócz Wolskiego i jego matki, także jego siostry Halina i Wanda oraz siostrzeniec Janusz Wysocki. Z opisu Orny Jagur, która przez pewien czas przebywała w schronie, wynika, że Mieczysław był prostym człowiekiem, który marzył, że po wojnie będzie sławny dzięki uratowaniu życia 40 osób[6]. Ringelblum napisał o Wolskim: „chłop z fantazją, dobry do wypitki i do wybitki, ma w sobie coś z Mazura, śmiały, odważny, lubi ryzyko i hazard dla samego hazardu”[7].

Pomimo wszelkich środków ostrożności w okolicy plotkowano o ukrywających się Żydach. Wolski z poświęceniem chronił „Krysię” przed agentami gestapo i osobami postronnymi. Ringelblum zapisał, jak pewnego razu Wolskiego odwiedził agent: „Pan W. [Wolski – P.B.] nie mógł sobie odmówić przyjemności, by nie zaprosić Niemca na teren «Krysi». Kawał udał się. Mieszkańcy «Krysi» zachowali grobowe milczenie, gdy pan W. oprowadzał pana R. nad ich głowami. Niemiec, który dotychczas stąpał po trupach żydowskich, tym razem kroczył po żywych. Pan W. ma niesłychaną odwagę”[8].

Podczas powstania w getcie, gdy Niemcy szczególnie głośno grozili karą śmierci za ukrywanie Żydów, Wolscy nie ugięli się. „Gdy słabi duchem ulękli się gróźb niemieckich i wymawiali mieszkania Żydom, posyłając ich na niechybną zgubę, rodzina M. [Wolscy – P.B.] trwała w swym postanowieniu ratowania Żydów. Spokojna i zrównoważona matrona rzymska, pani M., i jej buńczuczny syn chcą na przekór Niemcom uchować swoich Żydów i plan swój przeprowadzą wbrew wszystkiemu i wszystkim”[9].

Mimo ciężkich warunków panujących w kryjówce oraz problemów z pamięcią, na które cierpiał od pobytu w Trawnikach, Ringelblum wciąż wytrwale pracował. Jako „małomównego mężczyznę w średnim wieku”[10], nieustannie piszącego przy jednym ze stołów, zapamiętała go Orna Jagur. Ringelblum stale korespondował z Bermanami, dopytując ich o planowaną konserwację Archiwum ukrytego w ruinach getta. Ostatni list nosi datę 1 marca 1944 roku.

Avraham_Berman_and_Basia_Berman_1.jpg [153.24 KB]
Adolf (Abraham) i Basia Bermanowie z synem, archiwum rodzinne / Wikipedia, CC BY-SA 3.0.

W bunkrze Ringelblum prawdopodobnie miał przy sobie notatnik z ważniejszymi informacjami i materiałami zebranymi przez grupę Oneg Szabat. Korzystał też z prasy i spotykał się z Bermanami oraz innymi łącznikami, co ułatwiało mu pracę nad esejem Stosunki polsko-żydowskie w czasie II wojny światowej[11]. Przygotował jeszcze trzy ważne rozprawy: „o Żydach w Trawnikach, o stosunkach polsko-żydowskich w czasie wojny, o żydowskiej inteligencji i o zbrojnym oporze Żydów w Warszawie. Praca o obozie w Trawnikach zaginęła, esej o ruchu oporu prawdopodobnie nie został ukończony, ale dwa pozostałe przetrwały”[12]. Ringelblum zdążył przekazać je Bermanowi.

Koniec „Krysi”

„Któregoś pochmurnego marcowego dnia podjechały przykryte brezentem ciężarówki pod dom na Grójeckiej 84 [powinno być: Grójecka 81 – P.B.]. Z aut wyskoczyło kilkudziesięciu niemieckich żandarmów i wtargnęło na podwórko domu” – zapamiętał Samuel Willenberg. – „Po paru minutach powrócili, prowadząc ponad trzydzieści osób: mężczyzn, kobiety i dzieci. Wieczorem dozorczyni opowiadała, że w domu tym była cieplarnia. Należała do ogrodnika, który wybudował pod nią schron, gdzie ukrywał Żydów. Zazdrosna kochanka ogrodnika złożyła donos – Niemcy znaleźli kryjówkę i zaaresztowali, wraz z Żydami, ogrodnika i całą jego rodzinę. Wiadomość ta obiegła lotem błyskawicy całą ulicę Grójecką. Po paru dniach dowiedzieliśmy się, że wszyscy zostali rozstrzelani za murami getta, na Pawiaku. Wśród zabitych znajdował się historyk żydowski Emanuel Ringelblum i jego żona”[13].

Samuel Willenberg, powstaniec z obozu zagłady w Treblince, mieszkał do początku 1944 r. wraz z ojcem Perecem pod fałszywymi nazwiskami w kamienicy pod adresem Grójecka 104, zaledwie 200 metrów od Grójeckiej 81. Po aresztowaniu mieszkańców i opiekunów „Krysi” gospodarze Willenbergów zażądali, by ci się wyprowadzili[14].

Nie wiadomo, kto wydał „Krysię”. Niektóre źródła mówią o byłej dziewczynie Mieczysława Wolskiego. Według innych, za dekonspirację odpowiedzialny był 18-letni donosiciel gestapo Jan Łakiński[15]. Jak zauważa Dariusz Libionka, ta ostatnia wersja jest mało prawdopodobna, bo Armia Krajowa wykonała wyrok śmierci na Łakińskim 25 lutego[16]. Według Jana Grabowskiego prawdopodobnie dużą rolę odegrała złożona z kilku polskich policjantów komórka przy Kriminalpolizei[17]. W akcji aresztowania wzięli udział żandarmi z kilku posterunków, na czele z tymi, którzy stacjonowali w Domu Akademickim przy pl. Narutowicza, oraz polscy „granatowi” policjanci.

Gdy na Grójecką 81 wtargnęli niemieccy żandarmi w asyście polskich „granatowych” policjantów, „Wolski błagał ich, żeby nie ruszali jego matki ani sióstr. Powiedział im, że to był jego pomysł i tylko on ponosi winę. Hitlerowcy go pobili, zawlekli do wejścia do szklarni, po czym tłukli jego głową o drzwi, wrzeszcząc na Żydów, żeby wyszli z kryjówki. Przez chwilę nic się nie działo. Niemcy zaczę­li strzelać w powietrze i grozić, że wytrują wszystkich jak szczury, jeśli się nie ujawnią”[18]. Otworzyły się drzwi i powoli Żydzi wyszli z bunkra. Niemcy załadowali ich wszystkich wraz z Wolskim i Wysockim na ciężarówki – tylko ojciec Orny Jagur zdążył przegryźć kapsułkę z cyjankiem – i wywieźli na przesłuchania, a sam bunkier zniszczyli granatami.

Mieczysław Wolski i jego siostrzeniec Janusz Wysocki zostali rozstrzelani, zaś ukrywający się Żydzi zostali przewiezieni na Pawiak. Ringelblum został pobity podczas przesłuchania – Niemcy chcieli wydobyć od niego informacje o kontaktach z polskim podziemiem. Współwięźniowie żydowscy naradzali się nad możliwością uratowania Ringelbluma, jednak odmówił, bo oznaczałoby to rozstanie z żoną i synem.

W ciągu kilku dni, prawdopodobnie 10 marca 1944 r., mieszkańcy „Krysi”, wśród nich Emanuel Ringelblum, zostali rozstrzelani w ruinach getta warszawskiego, w pobliżu Pawiaka[19]. Spośród opiekunów kryjówki przeżyły tylko Małgorzata, Halina i Wanda, które w czasie niemieckiego rajdu nie były obecne w domu.

 

W 1989 r. Mieczysław Wolski, Małgorzata Wolska, jej córki Halina i Wanda oraz Janusz Wysocki otrzymali tytuł Sprawiedliwy wśród Narodów Świata. W 1990 r. na ścianie bloku przy ul. Grójeckiej 77 – stoi on w miejscu, gdzie kiedyś znajdowała się posesja Wolskich – wmurowano tablicę upamiętniającą mieszkańców i opiekunów bunkra „Krysia”.

„Pamiętać będziemy Emanuela Ringelbluma jako twórcę jedynego w swoim rodzaju w okupowanej Europie Podziemnego Archiwum Getta Warszawy, gromadzącego wszystkie ważne informacje o losie polskich Żydów. Stworzył pamięć narodu. Towarzyszył swojemu ludowi. Odmawiał wyjazdu na Wschód po wybuchu wojny. Nie chciał opuszczać getta warszawskiego” – pisał o Ringelblumie w 2014 r. prof. Paweł Śpiewak, ówczesny dyrektor ŻIH.

 

8 marca 2021 r. o godz. 12:00 przy tablicy pamiątkowej przy ul. Grójeckiej 77 w Warszawie odbędzie się uroczystość upamiętniająca mieszkańców bunkra „Krysia". Szczegóły pod tym linkiem.

 

Przypisy:

[1] Jan Grabowski, Tropiąc Emanuela Ringelbluma. Udział polskiej Kriminalpolizei w „ostatecznym rozwiązaniu kwestii żydowskiej”, „Zagłada Żydów”, nr 10/2014, s. 42.

[2] Joanna Nalewajko-Kulikov, Emanuel Ringelblum (1900-1944), w: Emanuel Ringelblum, Stosunki polsko-żydowskie w czasie drugiej wojny światowej, oprac. i wstęp Tadeusz Epsztein, Wydawnictwo ŻIH, Warszawa 2020, s. 20-21.

[3] Emanuel Ringelblum, Stosunki polsko-żydowskie w czasie drugiej wojny światowej, dz. cyt., s. 194.

[4] Samuel D. Kassow, Kto napisze naszą historię? Ukryte Archiwum Emanuela Ringelbluma, tłum. Grażyna Waluga, Olga Zienkiewicz, Warszawa 2017, s. 595.

[5] Tamże, s. 596.

[6] Za: tamże, s. 598.

[7] E. Ringelblum, dz. cyt., s. 195.

[8] Tamże.

[9] Tamże, s. 198.

[10] Za: J. Nalewajko-Kulikov, dz. cyt., s. 21.

[11] T. Epsztein, Okoliczności powstania eseju Stosunki polsko-żydowskie w czasie drugiej wojny światowej, w: E. Ringelblum, dz. cyt., s. 25.

[12] S. Kassow, dz. cyt., s. 601.

[13] Samuel Willenberg, Bunt w Treblince, Wydawnictwo ŻIH, Warszawa 2016, s. 209.

[14] Tamże.

[15] S. Kassow, dz. cyt., s. 631.

[16] Dariusz Libionka, Polska Podziemna wobec szantażystów i szmalcowników w Warszawie. Korekta obrazu, „Zagłada Żydów”, nr 14/2018, s. 145-146.

[17] J. Grabowski, dz. cyt.

[18] S. Kassow, dz. cyt., s. 631.

[19] Tamże, s. 632-633; J. Nalewajko-Kulikov, dz. cyt., s. 23.

Przemysław Batorski   redaktor strony internetowej ŻIH