110 dni w bunkrze. Rysunki Henryka Becka

23.03.2021
Autor: Przemysław Batorski
75 lat temu, 23 marca 1946 r. zmarł Henryk Beck, wzięty lekarz, malarz i rysownik, robinson warszawski, autor cyklu „Bunkier” przechowywanego w zbiorach Żydowskiego Instytutu Historycznego. Rysunki Henryka Becka są zapisem trzech miesięcy życia w kryjówce w ruinach Warszawy, oczekiwania na ocalenie.
beck_wychodzimy.jpg

Henryk Beck, "Tak, wychodzimy" z cyklu "Bunkier", zbiory ŻIH

 

Henryk Beck, lekarz wszechstronny

Henryk Beck urodził się w 1896 r. we Lwowie, w rodzinie Adolfa Becka – neurofizjologa, profesora i rektora Uniwersytetu Jana Kazimierza we Lwowie – i Reginy z Mandelbaumów. W 1918 r. wziął udział w obronie Lwowa, podczas wojny polsko-bolszewickiej był lekarzem w pociągu sanitarnym, został odznaczony m.in. medalem „Orlęta” i Krzyżem Walecznych[1].

Po wojnie robił szybką karierę w medycynie – od 1924 r. pracował w Klinice Położnictwa i Chorób Kobiecych Uniwersytetu Warszawskiego, następnie był kierownikiem działu ginekologicznego w Instytucie Radowym im. Marii Skłodowskiej-Curie, a od 1935 r. ordynatorem Oddziału Ginekologicznego Szpitala Dzieciątka Jezus w Warszawie. Prowadził wykłady dla lekarzy i nauczał położnictwa w Szkole Pielęgniarskiej, stał się także znanym i cenionym chirurgiem.

Henryk Beck był także automobilistą, właścicielem samochodów wyścigowych, brał udział w zawodach. Pasjonowała go fotografia, piłka nożna i gra na skrzypcach, a ponadto malarstwo – tworzył przeważnie małe akwarelki, w których „odtwarzał swoje przeżycia”[2], jak pisze Janina Jaworska. Na papierze, bibule, kartonie, na stronach książek i receptach, ołówkiem, piórkiem, tuszem lub pędzlem przedstawiał codzienność lekarza, podróże autem, odwiedzane miasta, takie jak Kraków, Sandomierz, Kazimierz nad Wisłą, Zamość, Katowice, Lwów, Gdańsk, żonę. W 1937 r. wziął ślub w obrządku katolickim z Jadwigą Trepką, swoją byłą studentką, również ginekologiem.

Po wybuchu wojny – pierwsze kryjówki

W 1939 r. Henryk Beck został zmobilizowany w stopniu kapitana Wojska Polskiego. Brał udział w obronie Warszawy i Brześcia nad Bugiem, a po upadku tego miasta dotarł do Lwowa. Z tego okresu zachowały się akwarelki z płonącą stolicą, czołgami i uchodźcami. Od 1940 r. znów pracował w szpitalu.

Na początku lipca 1941 r. Niemcy zajęli Lwów. Z pomocą ludności ukraińskiej rozpoczęli pogromy Żydów. Henryk Beck po raz pierwszy zaczął się ukrywać. W 1942 r. pomógł popełnić samobójstwo swojemu 80-letniemu ojcu, gdy zagrażała mu wywózka do obozu koncentracyjnego lub do Bełżca. W tym samym roku opuścił Lwów i powrócił do Warszawy.

W Warszawie Beck ukrywał się kolejno aż w czterech mieszkaniach swoich przyjaciół. Do przenosin zmuszały go donosy współpracowników gestapo. Gdy 1 sierpnia 1944 r. wybuchło powstanie warszawskie, opuścił kryjówkę. Brał udział w walkach, kierował szpitalem powstańczym na rogu Chmielnej i Marszałkowskiej. Po kapitulacji powstania wraz z żoną podjął decyzję o pozostaniu w mieście.

Bunkier

Do bunkra w zrujnowanych piwnicach między Śliską 7 i Sienną 22 zeszło w sumie 35 osób. Prawie wszyscy byli pochodzenia żydowskiego i reprezentowali niezwykły przekrój społeczny. W grupie byli „przemysłowcy i rzemieślnicy, był starzec sześćdziesięciopięcioletni i chłopiec mający siedem lat”[3], było kilkoro powstańców i dwóch Greków uwolnionych z więzienia na Gęsiówce. Przywódcami zostali Roman Fiszer i Henryk Beck. „Mimo  że [ukrywający się – P.B.] byli to ludzie o wysokiej kulturze, jednakże było bardzo ciężko. Powstawały spięcia, zawiści, nie dopisywały nerwy. Fatalnie działała bezczynność i apatia. Dr Beck mówił: Nie można do tego dopuścić. Tylko w dyscyplinie, wzajemnym zrozumieniu, przy zgodnym i lojalnym współżyciu mamy szanse przetrwać”[4]. Mieszkańcy bunkra zasłonili i zasypali wejście.

"Nie traćmy humoru, przecież jesteśmy w kawiarni 'Bunkier'" / "Wejście pod ziemię" / "Musimy dokopać się wody" / "Tylko, że tam potworny stwór" / "Odzywa się erotyzm. Bachanalia" / "Tam za zamaskowanym wylotem z piwnicy jest powietrze i księżyc (Henryk Beck i Jadwiga Beckowa)" / "Cicho, zgasić ogień, słychać kroki" 

 

Przez trzy miesiące musieli wytrzymać w ciemnościach lub w znikomym świetle świec i lamp karbidowych, w dusznym powietrzu, w żarze od wywołanych przez Niemców pożarów (temperatura w kryjówce czasami przekraczała 40 stopni Celsjusza), niemal bez dostępu do wody. Mimo że cierpieli głód, mężczyźni i kobiety wspólnie pracowali przy kopaniu studni. Na dnie wykopu, który sięgnął 10 metrów poniżej podłogi bunkra, brakowało tlenu, przez co zemdlał Dario, jeden z greckich Żydów. „Wreszcie jednak wilgoć zmieniła się w rzadkie błoto, z którego poczęła sączyć się upragniona woda coraz obficiej i coraz czystsza. Zapanowała radość. Można się było nie tylko napić do syta, lecz i wreszcie umyć”[5].

Mimo zdobycia wody, mieszkańcy bunkra wciąż żyli w wyjątkowo trudnych warunkach. Dokuczały im muchy i pluskwy. W miarę kurczenia się zapasów jedzenia zaczęli wychodzić na powierzchnię w poszukiwaniu żywności w piwnicach. Podczas wypadów czasami strzelali do Niemców z posiadanej broni[6]. Przed sprawdzali, czy nikt nie został pojmany przez wroga. Po pierwszych śniegach, z obawy przed pozostawieniem śladów, ograniczyli „wyprawy”.

Wyjście

31 grudnia 1944 r. mieszkańcy bunkra usłyszeli stukanie z góry. Niemcy wciąż przeszukiwali zawalone domy w poszukiwaniu kryjówek. Rozpoczęła się gorączkowa praca – usypywanie gruzu do wysokości stropu kryjówki – by stukający od góry nie mogli usłyszeć pustej przestrzeni pod podłogą. „Sześć dalszych piwnic, w których istniała możliwość ewentualnego odgruzowania okien, dostało drugie ściany w odległości jednego metra od ściany właściwej. Przestrzeń między nimi wypełniliśmy doszczętnie gruzem. Gdyby więc Niemcy nawet odgruzowali okna, musieliby odnieść wrażenie, że piwnica jest całkowicie zawalona”[7] – wspominała nauczycielka Julianna Wilak-Niewiedziałowa. „Robinsonowie” znów ocaleli.

14 stycznia 1945 r. ukrywający się usłyszeli głosy wycofujących się Niemców, 15 stycznia – ostrzał radzieckiej artylerii. 17 stycznia o mało nie zastrzelili posłańca, partyzanta, który przyniósł im wiadomość o nadejściu Armii Czerwonej. Z niedowierzania nie wszyscy od razu opuścili bunkier. Dopiero 19 stycznia wyszli z niego Henryk i Jadwiga Beckowie.

Według zapisków świadków, w bunkrze Henryk Beck rysował „w każdej wolnej chwili”. Powstał cykl 46 rysunków tuszem o wymiarach ok. 10 x 15 cm, zaczynający się od zatytułowanego Nie traćmy humoru, przecież jesteśmy w kawiarni 'Bunkier'. Z makabrycznym poczuciem humoru autor pokazuje napięcia między mieszkańcami bunkra, próby organizowania czasu (gra w szachy), walkę o wodę, kradzieże, walkę z pchłami i wszami, strach przed nadejściem Niemców. Kilka rysunków przedstawia nagie kobiety tańczące z satyrami. Jeden podobny rysunek jest portretem samych Becków, których ciała otaczają jasne koło: „tam za zamaskowanym wylotem z piwnicy jest powietrze i księżyc”.

Z bunkra wyszły 34 osoby – podczas ukrywania się zmarł z przyczyn naturalnych Menachem Fiszer. Była to najliczniejsza grupa „robinsonów”, której udało się dotrwać końca wojny w Warszawie.

Przyjaciel Becka, Adam Słomczyński, przekazał jego słowa po wyjściu z kryjówki: „Po bunkrze nie jestem w stanie nałapać się powietrza i radości życia. Jesteśmy oszołomieni, wprost upici, po tym wszystkim, co przeżywaliśmy tak niedawno”[8].

Henryk i Jadwiga powrócili do pracy. W lutym 1946 r. Henryk Beck objął katedrę na Wydziale Lekarskim Uniwersytetu Wrocławskiego. Został też kierownikiem Kliniki Położnictwa i Chorób Kobiecych. Wydawało się, że na powrót będzie znanym lekarzem, powrócił też do malowania. 23 marca 1946 r. upadł na schodach, idąc do mieszkania przyjaciółki z lat okupacji, Otylii Chorwat. Zmarł na zawał serca w wieku 50 lat. Według szwagierki Becka, do przedwczesnej śmierci lekarza przyczyniło się wyczerpanie okupacją i ukrywaniem się w bunkrze. Po tym, jak dowiedziała się o śmierci męża, Jadwiga Beck zażyła truciznę w ruinach Wrocławia.

 

Po śmierci Becków ok. 1600 rysunków, kolaży i akwarelek zostało podzielonych przez spadkobierców. Większość trafiła do zbiorów Głównej Biblioteki Lekarskiej w Warszawie, cykl „Bunkier” – do zbiorów Żydowskiego Instytutu Historycznego.

 

Zobacz wszystkie rysunki Henryka Becka z cyklu „Bunkier” w portalu Delet

 

 

Przypisy:

[1] Janina Jaworska, Henryka Becka „Bunkier 1944 roku”, Ossolineum/Żydowski Instytut Historyczny, Wrocław 1982, s. 4. W artykule korzystałem przede wszystkim z tej książki.

[2] Tamże, s. 13.

[3] Tamże, s. 20.

[4] Tamże.

[5] Tamże, s. 22-23.

[6] Tamże, s. 24-25.

[7] Tamże, s. 27.

[8] Tamże, s. 38.

Przemysław Batorski   redaktor strony internetowej ŻIH