Wyszli kanałami z płonącego getta. „Kazik” Ratajzer – Symcha Rotem

10.02.2021
Autor: Przemysław Batorski
96 lat temu urodził się Symcha Rotem, czyli „Kazik” Ratajzer, ostatni uczestnik powstania w getcie warszawskim. To on w maju 1943 roku wyprowadził bojowców ŻOB kanałami z płonącego getta. Gdyby nie „Kazik”, moglibyśmy nie dowiedzieć się prawie niczego o walkach w getcie.
kazik_w_tle_cukierman_warszawa_1943_fb.jpg

Szymon "Kazik" Ratajzer, późniejszy Symcha Rotem (z lewej), w tle Icchak Cukierman. Warszawa, 1943 r.

 

Szymon Ratajzer urodził się 10 lutego 1925 r. (według niektórych źródeł – 1924 r.) na warszawskim Czerniakowie. Mieszkał przy ul. Nowosieleckiej 8, potem przy ul. Podchorążych 24, w kamienicy należącej do jego dziadka ze strony matki, Jankiela Mińskiego, który dorobił się na handlu żywnością. Matka była zasymilowaną Żydówką, ojciec – chasydem. Szymek wychowywał się na Powiślu, dzielnicy mającej wówczas złą sławę terytorium rzezimieszków. Na Czerniakowie mieszkało przed wojną niewielu Żydów, więc późniejszy „Kazik” dobrze znał życie w środowisku Polaków.

Jesienią 1940 r. Ratajzerowie zostali zmuszeni do przesiedlenia się do powstającego getta warszawskiego. Jednak Szymek właściwie nie mieszkał w dzielnicy zamkniętej. Pracował w domach zajętych przez Niemców, potem na farmie w Odrzywole i w „kibucu” na Czerniakowie. Miał „polski” wygląd, mówił nieźle po polsku, wyrobił sobie „aryjskie” dokumenty, regularnie przekraczał granice getta. Dopiero po wielkiej akcji likwidacyjnej Ratajzer przeniósł się do – szczątkowego już wówczas – getta, dołączył do zawiązującej się konspiracji Żydowskiej Organizacji Bojowej i zyskał pseudonim „Kazik”. Brał udział w pierwszych akcjach ŻOB, wymuszeniach pieniędzy i zamachach na kolaborantów. Dzięki „dobremu” wyglądowi i akcentowi zaledwie 18-letni chłopak wielokrotnie udawał oficera AK, a po wybuchu powstania wcielał się podczas patroli w oficera SS[1].

Wybucha powstanie w getcie

19 kwietnia 1943 roku po wejściu do dzielnicy zamkniętej Niemcy napotkali strzały – zaczęło się powstanie w getcie warszawskim. Po pierwszych niepowodzeniach oddziały SS i Wehrmachtu zaczęły palić kolejne kamienice, równając miasto z ziemią. Dowództwo ŻOB starało się odnowić kontakty po drugiej stronie muru i rozpoznać szanse na opuszczenie getta kanałami. „Kazik” otrzymał propozycję przedostania się na stronę „aryjską” jako łącznik.

Po wyjściu z getta „Kazik” dowiedział się, że w Warszawie praktycznie nie stworzono warunków do ewakuacji bojowców. Nie było żadnych gotowych mieszkań, nie zadziałały kontakty podtrzymywane przez Icchaka „Antka” Cukiermana, który przechodził załamanie psychiczne.

Żydowski ruch oporu otrzymywał stosunkowo niewielką pomoc od polskiego podziemia. Nigdy nie doszło do scalenia dwóch głównych frakcji konspiracyjnych w getcie, Żydowskiej Organizacji Bojowej i Żydowskiego Związku Wojskowego – przyczyną były podziały polityczne i niechęć do utworzenia wspólnego dowództwa. Co gorsza, krótko przed rozpoczęciem ostatecznej akcji likwidacyjnej gestapo aresztowało Arie „Jurka” Wilnera, łącznika między ŻOB a AK. Skatowanego przez Niemców Wilnera udało się wykupić, ale AK zerwała stosunki z ŻOB ze względów bezpieczeństwa, obawiając się zarówno infiltracji ze strony Niemców, jak i Sowietów (Polacy często podejrzewali Żydów o współpracę ze Związkiem Radzieckim). Niemcy wykorzystywali te nastroje – aby uderzyć w oficjalne i nieoficjalne relacje polsko-radzieckie oraz polską konspirację, 11 kwietnia 1943 r. ogłosili odkrycie masowych grobów polskich oficerów zamordowanych przez NKWD w Katyniu.

„Argument rozumowy”

Aby mieć szansę na przeżycie w okupowanej Warszawie, Żydzi musieli narażać się na ryzyko i wchodzić w niespodziewane sojusze. Podczas organizacji wyjścia bojowców z getta „Kazik” współpracował z Władysławem Gaikiem ps. „Krzaczek”, oficerem Gwardii Ludowej. Kilka miesięcy później, w styczniu 1944 r. Gaik został posądzony o współpracę z Niemcami i zastrzelony przez przedstawicieli GL. Jednak dzięki niemu „Kazik” skontaktował się z „królem szmalcowników” („Kazik” nigdy nie poznał jego nazwiska[2]), który mieszkał w pobliżu włazu do kanału przy ulicy Prostej, na rogu Twardej na warszawskiej Woli, włazu, dzięki któremu bojowcy mogli wyjść z getta. Co więcej, „król” chciał przysłużyć się polskiemu podziemiu. „Kazik” powiedział mu, że będzie pomagał wydobyć z getta zabłąkany polski oddział. W ten sposób przestępca odpowiedzialny za wyłapywanie zbiegłych z getta Żydów pomógł przygotować ewakuację bojowców ŻOB. Akcję finansowała Gwardia Ludowa.

„Kazik” wraz z Ryszardem Maselmanem i polskimi kanalarzami podążył z powrotem do getta przez ciemne tunele, brodząc w nieczystościach. Podczas marszu obawiali się granatów z gazem, które czasami rzucali do włazów Niemcy. Kiedy kanalarze nie chcieli iść dalej, „Kazik” przekupywał ich wódką albo stosował „argument rozumowy”: „Teraz macie dwie możliwości: albo idziecie, albo ja was tutaj pozabijam” – mówił, wyciągnąwszy pistolet.

W końcu dotarli pod getto. „Kazik” wyszedł na powierzchnię wśród płonących ruin przy ulicy Zamenhofa: „pomimo jego nawoływań i szeptanego hasła, nie dochodzi żaden dźwięk ludzkiej mowy. Tylko szum płonących domów”[3]. Natknął się na dwóch wyczerpanych mężczyzn, którzy powiedzieli mu, że w tym miejscu nie ma bojowców. „Tam już nie ma nikogo”[4] – powiedział Ryśkowi i przewodnikom. Nagle usłyszeli głosy z bocznego kanału: była to dziesiątka bojowców, którzy nadeszli z okolic Miłej. Potem „Kazik” odnalazł w kanałach grupę ze Świętojerskiej, do której należeli Marek Edelman i Cywia Lubetkin. Dołączyło kilka osób, które uciekły z bunkra Anielewicza przy ulicy Miłej 18, gdzie przywódca powstania i jego ludzie popełnili zbiorowe samobójstwo. Ogółem od 80 do 100 bojowców miało opuścić kanały i wejść do ciężarówki czekającej na ulicy Prostej.

Krytyczne pół godziny

„Kazik” poprowadził grupę do wyjścia z kanałów przy ulicy Prostej. 9 maja wydostał się na powierzchnię i zgłosił zapotrzebowanie na kolejną ciężarówkę: to opóźniło całą akcję. ŻOB-owcy czekali pod klapą włazu jeszcze cały dzień. „Kazik” powiedział im, że ewakuacja rozpocznie się rano 10 maja, po zakończeniu godziny policyjnej. Tego poranka ciężarówki jednak przez kilka godzin nie przyjeżdżały. Szanse na ewakuację były coraz mniejsze, a zaledwie 120 metrów od włazu znajdował się posterunek niemieckich żandarmów. Akcja musiała być szybka.

Gdy wreszcie przyjechała ciężarówka, „Kazik” zastukał we właz. Wycieńczeni ŻOB-owcy wychodzili na powierzchnię i kładli się w ciężarówce, jedna osoba na drugiej – tak, żeby wszyscy się zmieścili. Wokół włazu zgromadził się tłum gapiów, przyszedł „granatowy” policjant. „Kazik” wyjaśnił mu, że to „akcja polskiego podziemia” i pokazał, że ma w kieszeni pistolet. Powstańcy wychodzili na powierzchnię aż pół godziny.

„Jest tam kto?”[5] – krzyknął do wnętrza kanału „Kazik” , ale nikt nie odpowiedział. Cywia Lubetkin powiedziała, że w bocznych kanałach jeszcze są ludzie. „Kazik” był wściekły, bo zakazał się rozdzielać w obawie przed zagubieniem w kanałach. Nie mógł dłużej ryzykować. Nakazał odjazd. Ciężarówka ruszyła w kierunku podwarszawskich Łomianek. ŻOB-owcy przeżyli.

Tego samego dnia „Kazik” powrócił do Warszawy, żeby szukać około dziesiątki pozostałych w kanałach bojowców. Zwłoki dwóch z nich zobaczył w okolicach Placu Bankowego – zostali zastrzeleni przez Niemców po samodzielnym wyjściu z kanałów. Uznał, że nie ma szans na uratowanie nikogo więcej.

„Może więcej ludzi by się uratowało, gdyby nie powstanie w getcie?” – mówił Symcha Ratajzer-Rotem w rozmowie z Witoldem Beresiem i Krzysztofem Burnetką prawie 70 lat później. – „Tak, powiem szczerze, wtedy tak nie myślałem. Cały czas się tylko zastanawiałem, jak umrę. Nie mówiłem i nie mówię, że powstanie było dla historii, dla narodu, dla honoru. Ja tylko nie chciałem dusić się w komorze gazowej. Bardzo nie chciałem. Więc łatwiej umrzeć w walce. Szybciej.

Ale nie żeby w imię czegoś poświęcać życie.

Nie.

Życie ludzkie jest ważniejsze niż honor”[6].

 

Z całej grupy wyprowadzonej przez „Kazika” z płonącego getta tylko osiem osób przeżyło wojnę – Roman Bornstein, Tuwia Borzykowski, Marek Edelman, Chaim Frymer, Masza Glajtman-Putermilch, Pnina Grynszpan-Frymer, Chana Kryształ-Frykszdorf i Cywia Lubetkin. Wobec śmierci prawie wszystkich członków ŻOB i ŻZW, to głównie dzięki nim znamy historię powstania w getcie warszawskim.

Pomnik_ewakuacji_bojowników_getta_warszawskiego_Grycuk.JPG [203.02 KB]
Pomnik Ewakuacji Bojowników Getta Warszawskiego,
fot. Adrian Grycuk, Wikipedia, CC BY-SA 3.0.

Dziś przy ulicy Prostej 51 w Warszawie znajduje się Pomnik Ewakuacji Bojowników Getta Warszawskiego.

Po wojnie „Kazik” Ratajzer zamieszkał w Izraelu, zmienił nazwisko na Symcha Rotem. Do ostatnich lat życia odwiedzał Warszawę. Zmarł w Jerozolimie 22 grudnia 2018 r. w wieku 94 lat. Był ostatnim pozostającym przy życiu powstańcem z getta warszawskiego.

 

Źródła:

Witold Bereś, Krzysztof Burnetko, Bohater z cienia. Losy Kazika Ratajzera, Warszawa 2012.

Marcin Kołodziejczyk, Szymon Ratajzer „Kazik” – bohater z warszawskiego getta, „Polityka”, https://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/historia/1540029,1,szymon-ratajzer-Kazik--bohater-z-warszawskiego-getta.read, dostęp 9.02.2021.

Marcin Urynowicz, Pokazali, że potrafią walczyć, „Pamięć.pl Biuletyn Instytutu Pamięci Narodowej” nr 4/2013, s. 32-37.

 

Przypisy:

[1] Opisując przeżycia „Kazika” do powstania w getcie, korzystam głównie z książki: Witold Bereś, Krzysztof Burnetko, Bohater z cienia. Losy Kazika Ratajzera, Warszawa 2012.

[2] Według niektórych źródeł mężczyzna ten nazywał się Tadeusz Karcz i był agentem Kripo – Kriminalpolizei, niemieckiej policji kryminalnej, jednej z komórek aparatu okupacyjnego.

[3] W. Bereś, K. Burnetko, Bohater z cienia. Losy Kazika Ratajzera, Warszawa 2012, s. 66.

[4] Tamże.

[5] Tamże, s. 70.

[6] Tamże, s. 54.

Przemysław Batorski   redaktor strony internetowej ŻIH