27 stycznia 2026 roku: 81. rocznica wyzwolenia obozu Auschwitz

486574910_1083258007168157_5824690528413240981_n.jpg

 

27 stycznia 1945 roku oddziały Armii Czerwonej dotarły do Oświęcimia, wyzwalając Auschwitz - największy nazistowski obóz koncentracyjny. W obliczu nadciagających wojsk radzieckich zarządzająca obozem załoga SS podjęła ewakuację więźniów na tereny wciąż jeszcze kontrolowane przez Niemców. Na miejscu pozostało ok. 7-9 tys. więźniów, którzy zostali uznani za niezdolnych do wzięcia udziału w ewakuacji (która nieprzypadkowo jest współcześnie określana mianem „marszów śmierci”). Przy czym, jak się wtedy wydawało, także pozostanie na miejscu mogło oznaczać wyrok śmierci i dlatego, jak wspominał po latach Primo Levi, niektórzy chorzy więźniowie decydowali się na zgłoszenie do ewakuacji.

Obłędna logika nazistowskiego systemu zagłady nie pozwalała na żadne racjonalne kalkulacje – o przeżyciu zwykle decydował przypadek. W tym wypadku okazało się, że esesmani nie mieli już czasu ani na zatracie śladów swoich zbrodni, ani też na zakończenie dzieła eksterminacji pozostałych na miejscu więźniów. Mimo to, jak pokazał na przykładzie swoich towarzyszy z obozowego lazaretu w Auschwitz-Monowitz wspomniany Levi (w ostatnim rozdziale swojej głośnej książki Czy to jest człowiek), w ostatnich dniach istnienia obozu (już po wycofaniu się Niemców, lecz jeszcze przed przybyciem Armii Czerwonej) chorzy, wyziębieni i wygłodzeni więźniowie wciąż umierali na masową skalę. Moment wyzwolenia, o którym wcześniej tak często marzyli, zwykle był przy tym połączony z poczuciem goryczy w obliczu ogromu śmierci i zniszczenia. Dotyczyło to szczególnie więźniów żydowskich, którzy zwykle mieli świadomość zagłady swoich najbliższych i zniszczenia całych społeczności, z których pochodzili i do których należeli.

Wyzwolenie obozów nazistowskich obozów koncentracyjnych było opisywane w prasie światowej jako moment szoku w obliczu masowych zbrodni, które zwykle natychmiast uznano za pod wieloma względami bezprecedensowe w ludzkiej historii. W sferze wyobrażeń społecznych szczególne znaczenie miały w tym kontekście ikoniczne fotografie stosów rozkładających się ciał z obozu Bergen-Belsen, czy wychudzonych więźniów, leżących na drewnianych pryczach z obozu w Buchenwaldzie. Z czasem także zdjęcia więźniów na tle drutu kolczastego (w tym także dzieci), wykonane przez radzieckich fotografów zaraz po wyzwoleniu Auschwitz stały się jednym z najlepiej rozpoznawalnych symboli zbrodni nazistowskich.

W Polsce już w okresie okupacji nazwa Oświęcim budziła grozę i była kojarzona z obozem, który został stworzony przez władze niemieckie w 1940 roku jako obóz koncentracyjny przeznaczony przede wszystkim dla Polaków. Jednak na Zachodzie dopiero stopniowo „Auschwitz” uznano za ucieleśnienie samego jądra eksterminacyjnej i otwarcie antyhumanistycznej istoty systemu nazistowskiego. Istotne znaczenie odegrał w tym kontekście tzw. proces oświęcimski we Frankfurcie nad Menem (1963-1965), który był pierwszym na tak dużą skalę procesem sprawców z tego obozu. Proces ten był otwarty dla publiczności i w dużej części nagrany (co pozwala na odsłuchanie poszczególnych rozpraw – te materiały są dostępne w Internecie). Pozwalał on na ukazanie Auschwitz jako równocześnie obozu koncentracyjnego (którego celem był sianie terroru i praca niewolnicza) i obozu zagłady.

W tym ostatnim wymiarze Auschwitz-Birkenau służył przede wszystkim eksterminacji Żydów, przez co z czasem stał się najczęściej kojarzonym na świecie miejscem (i równocześnie swoistym symbolem) Holokaustu. Świadomość tego stanu rzeczy wolniej niż na Zachodzie przebijała się do świadomości społecznej w krajach tzw. bloku wschodniego, w których (zgodnie z polityką władz ZSRR) starano się jak najmniej mówić o Żydach jako odrębnej kategorii ofiar. Tego rodzaju przemilczenia pokazują choćby propagandowe ataki z drugiej połowy lat 60. na autorów hasła o obozach koncentracyjnych w wielkiej encyklopedii PWN (uwypuklono w nim specyfikę obozów zagłady, których celem była wyłącznie eksterminacja – głównie Żydów). W Polsce manipulacje władz znajdowały oddźwięk w świadomości społecznej zarówno ze względu na przekaz szkolny, jak też to, że w wśród więźniów Auschwitz dominującą grupą byli polscy więźniowie (co znajdowało odzwierciedlenie choćby w licznie publikowanych w naszym kraju po wojnie – i znajdujących wielu odbiorców - wspomnieniach obozowych). Tymczasem spośród setek tysięcy Żydów skierowanych z krajów całej Europy do obozu, ogromna większość była zaraz po przybyciu eksterminowana w komorach gazowych Auschwitz-Birkenau, i tylko znikoma część była specjalnie selekcjonowana na rampie obozowej w celu ich wykorzystania do pracy niewolniczej (przez co stawali się więźniami obozu). Ze względu na te czynniki historyczne dzień 27 stycznia został ustanowiony w 2006 roku Międzynarodowym Dniem Pamięci o Ofiarach Holokaustu.

Potępienie nazizmu i ideologii, które były jego podstawą (skrajnego nacjonalizmu, rasizmu, antysemityzmu i imperializmu) stanowiło wspólny element europejskiego dziedzictwa w okresie powojennym, nawet jeżeli konkretne polityczno-ideologiczne manifestacje tego potępienia miały odmienny charakter z jednej strony w zachodnich demokracjach liberalnych (których historia zwykle zawierała w sobie dziedzictwo kolonialnego imperializmu i rasizmu), a z drugiej w państwach komunistycznych (których przywódcy występowali w roli rzeczników „socjalistycznego internacjonalizmu”, przemilczając przy tym choćby własne systemy obozów koncentracyjnych i kwestię rosyjskiego imperializmu).

To wspólne – choćby nawet czysto werbalne – odwoływanie się do dziedzictwa oświeceniowego i emancypacyjnego (obejmujące także przedstawicieli dominujących przez kilka dekad w polityce Izraela lewicowych syjonistów) obecnie co najmniej przestało być oczywiste. Przedstawiciele różnych wpływowych ugrupowań nacjonalistycznej prawicy – złączonej tymi samymi antyhumanistycznymi i rasistowskimi treściami (przystosowanymi do konkretnych narodowych kontekstów historycznych i społeczno-politycznych) tworzą swoisty ponadnarodowy sojusz. Ignorują oni doświadczenie Auschwitz (albo też, jak w przypadku współczesnej Rosji i państwa Izrael, instrumentalizują je dla własnych celów politycznych), działając na rzecz realizowania w życiu społecznym dokładnie tych idei i praktyk, które przed ponad pół wiekiem doprowadziły do katastrofy. Tym większe znaczenie ma przeciwstawienie tym reakcyjnym (pre)faszystowskim ideom humanistycznego przekazu takich wybitnych intelektualistów/-ek (a przy tym byłych więźniów/-arek), jak m.in. Primo Levi, Jean Améry, Imre Kertész, Hermann Langbein, David Rousset, Robert Antelme, Władysław Bartoszewski, Tadeusz Borowski, Marian Pankowski, Seweryna Szmaglewska, Charlotte Delbo, Ruth Klüger, czy Margareth Buber-Neumann. 

 

Autor: Piotr Kendziorek