14 lipca 1942. Dziennik Heńka Fogla z getta łódzkiego

W chwili zamknięcia getta łódzkiego Heniek Fogel miał 17 lat. Jego dziennik należy do najcenniejszych zapisów życia w drugim co do wielkości getcie okupowanej Polski.

Wide finkelstein dorozkarz
Dorożkarz łódzki, akwarela Samuela Finkelsteina (1895–1942)  /  Zbiory ŻIH

Hersz (Heniek) Fogel urodził się w Łodzi w 1922 r. w rodzinie Wolfa Fogla i Fajgi Etli z domu Czarna. Miał starsze rodzeństwo: siostrę Mindlę i brata Szlomo. W getcie mieszkał przy ul. Marysińskiej 25 (kamienica wciąż istnieje). Swój dziennik, który nazywał pamiętnikiem, prowadził od marca 1942 r. do maja 1944 r. Pisał po polsku w zeszytach szkolnych formatu A5 w niebieską kratkę. Najwięcej miejsca w jego zapiskach zajmują niedobory jedzenia, życie rodzinne i przyjaźń ze ślusarzem Majchelem, traktowanym jak członek rodziny, plotki o rychłym zakończeniu wojny, wzmianki o kolejnych obwieszczeniach prezesa Judenratu Chaima Rumkowskiego, z „którego ust nie wychodzi ani jedno słowo prawdy”[1].

Wolf Fogel zmarł w styczniu 1942 r. W tym samym roku brat Heńka został zamordowany w obozie w Chełmnie nad Nerem. Heniek wraz z matką i siostrą został wywieziony w sierpniu 1944 r., podczas likwidacji getta, do obozu Auschwitz-Birkenau. Tam jego matka została zamordowana w komorze gazowej. Heniek trafił do Gross-Rosen, a potem do jednego z podobozów Buchenwaldu. Z rodziny tylko on i siostra doczekali wyzwolenia przez wojska alianckie. Po wojnie powrócił na krótko do Łodzi i odnalazł swój dziennik ukryty pod podłogą mieszkania. W 1978 r. przekazał go do Archiwum Instytutu Yad Vashem w Jerozolimie. Zmarł w 2001 r. w Montrealu[2].

Poniżej przedstawiamy fragment Dziennika Heńka Fogla z 14 lipca 1942 r.

 

Dn. 14 lipca 1942 r.

Do getta już nadchodzą warzywa, już coś niecoś zaczynają dzielić w kooperatywach, to pęczek marchewek, buraczki, sałata, chociaż bardzo mało, ale jednak, coś to już jest. W gecie[3] wszyscy chorują na żołądki, gdyż jedząc ten chleb, który otrzymujemy świeży, psujemy sobie żołądki. Robotnicy mieli otrzymać po 1 kg warzyw, ale tymczasem to wstrzymano. Kto zdążył odebrać, ten odebrał, dlatego nauczyliśmy się w gecie, że o ile coś dawają, to trzeba brać pierwszy, bo w przeciwnym razie braknie potem albo w ogóle odwołują, czy też wstrzymują. Mówią! że Niemcy mieli zrobić z kartofli spirytus, ale się nie udało, więc te kartofle mają nadejść do getta już ostrugane i pokrojone, ½ miliona kilogramów. Już z powrotem kuchnie zaczynają gotować zupy dla robotników, chleba nie będzie! Rozumie się, że lepszy był chleb aniżeli zupy. Ale ciekawy fakt warto zaznaczyć i zauważyć, typ podły! naszego prezesa! wtedy, kiedy nie ma co gotować, to zaczyna swoje przemowy, że kuchnie kradną, że je zamyka i więcej nie otworzy, teraz, kiedy już zaczyna nadchodzić trochę warzyw, to już otwiera kuchnie i zabiera chleb, lepiej, by dał to do domu do gotowania, bo węgla też nadchodzi bardzo dużo i prowiantu też. Teraz, jak prezesowi jest na rękę otworzyć kuchnie, to już przestali być złodziejami. Tak to prezes kręci językiem jak pies ogonem! W zupie znajduje się 15 dkg kartofli, 15 dkg warzyw, 3 dkg kolonialki[4]. Ale czy to jest w zupie? Na pewno nie! otrzymujemy talony na serwatkę i sałatkę, która śmierdzi, jest nic niewarta! Tym się utrzymuje słabego robotnika! A instruktorzy, Bajrat[5], kierownicy itp. znów otrzymali takie świetne talony! Człowiek może na samo przypatrywanie się temu dostać atak serca!

Znów coś nieprzyjemnego mam zapisać, umarł Heli Rozen, ojciec, dnia 13 lipca 1942 w szpitalu, szkoda takiego młodego człowieka, mądrego, fachowca, umarł na płuca, chorując, nie miał tłuszczu! Z polityki mówią! że podobno Hitler miał powiedzieć, że za 90 dni Niemcy pokażą, kto jest zwycięzcą, więc Churchill, premier Anglii, miał odpowiedzieć, że 90 dni już nie potrwa!

Oby tak było! Mamusia była u doktora, zapisał drożdże na spuchliznę, zastrzyk, proszki, no i mamusia, Bogu dzięki, czuje się lepiej, tylko znów z żołądkiem ma trochę do czynienia, jak wszyscy w gecie. Ale z Bożą pomocą przejdzie! Ja też miałem z żołądkiem, ale mi przeszło! Ściskało mnie, myślałem, że nie wytrzymam! Wszystko, że jemy ten świeży chleb, suchy, to kładzie się przy sercu i w żołądku, to jest masowe w gecie, oraz zatrucia żołądka od liści zielenizny! Robota, którą krawcy wykonują w gecie, jest dokładnie przeglądana, za najmniejsze uchybienie straszą najgorszym! i czynią też![6]

 

Zobacz Dziennik Heńka Fogla w Księgarni na Tłomackiem

 

Przeczytaj też:

8–9 czerwca 1941. Dziennik Dawida Sierakowiaka z getta łódzkiego

„Pokazać życie, które było walką”. Wywiad z autorami książki „Rok za drutem kolczastym”


Przypisy:

[1] Heniek Fogel, Dziennik, oprac. Adam Sitarek, Ewa Wiatr, Wydawnictwo ŻIH, Warszawa 2019, s. 36.

[2] Informacje o Heńku Foglu za: tamże, s. 7–26.

[3] Redaktorzy zachowali odmianę słowa „getto” funkcjonującą w latach wojny.

[4] Towary kolonialne – pierwotnie głównie przyprawy pochodzące z azjatyckich i afrykańskich kolonii państw europejskich. „Kolonialka” oznacza tutaj towary ogólnospożywcze, takie jak cukier, masło, mąka, kasza, oliwa, marmolada itd., dostarczane do getta w niewielkich ilościach. Zobacz: tamże, s. 115.

[5] Bajrat (właśc. Beirat) – Rada Starszych. Słowem tym określano osoby uprzywilejowane w getcie, którym przysługiwały specjalne przydziały żywności. Tamże, s. 51.

[6] Tamże, s. 84–85.




Serwis wykorzystuje pliki cookie do celów statystycznych. Jeśli się na to nie zgadzasz, wyłącz obsługę plików cookie w swojej przeglądarce internetowej. Rozumiem