Wiersz Juliana Tuwima

Przy okazji 18. stycznia przypominamy wiersz Juliana Tuwima „Ab Urbe Condita”.

Wide tuwim w  ih
3 lata później Tuwim na wystawie w już działającym wśród gruzów ŻIH (19 kwietnia 1948 rok) — fot. ze zbiorów ŻIH

Ab Urbe Condita

Zaraz nazajutrz, tj: 
Dnia Osiemnastego Stycznia roku Tysiąc 
Dziewięćset Czterdziestego Piątego, 
Kiedy skwierczące miasto 
Dogorywało, jak ofiarna jałowica na religijnym stosie 
I tylko drgawkami kończyn świadczyło o życiu, 
Które było śmiercią, 
I dyszało, konając, czadem spalenizny, 
Jak sierść całopalnego zwierzęcia; 
I kiedy po drabinach dymu 
Już się w niebiosa wspinała Warszawa, 
Aby dalekim prapokoleniom 
Na wysokościach 
Zaświecić kiedyś mitem astralnym, 
Ognistą legendą, 
A tutaj zostać wygasłym kraterem, 
Kraterem wulkanu do dna wykrwawionym — 
Dnia Osiemnastego Stycznia roku Tysiąc Dziewięćset 
Czterdziestego Piątego, 
Na rogu Ruin i Kresu, 
Na rogu Gruzów i Śmierci, 
Na rogu Zwalisk i Zgrozy, 
Na rogu Marszałkowskiej i Jerozolimskiej, 
Co padły sobie w płonące objęcia, 
Żegnając się na zawsze, całując płomiennie — 
Zjawiła się pękata warszawska babina, 
Nieśmiertelna paniusia z chusteczką na głowie, 
Postawiła, dnem do góry, skrzynkę na rumach, 
Podparła ją — meteorem: jakimś szczątkiem Miasta 
I zawołała nieśmiertelnym tonem: 
„Do chierbaty, do chierbaty, 
Do świeżego ciasta!” 

Nie widziałem jej, ale widzę: 
Łzy się toczą 
Z jej — mimo wszystko — uśmiechniętych oczu. 

Mogła się zjawić Niobą-Źałobą, 
Furią wieszczącą, panią Hiobową, 
Rachelą, dzieci swoje plączącą — 
I też by jej uwierzono. 

Mogła przyfrunąć wiedźmą na mietle 
Czy upiorzycą w krwawiącym świetle 
Dnia zgliszczowego — 
I też by jej uwierzono. 

Mogła — bajeczna Wielka Piotrzyca — 
W patos jambiczny zestroić słowa, 
Że nowy wstanie gród z rumowisk 
„Na złość dufnemu sąsiadowi” — 
I też by była prawdziwa... 

Mogła stanąć na skrzynce wzniosłym monumentem, 
Upozować się pięknie i zadeklamować: 
„Per me se va nella citta dolente” — 
I nikt by się nie zdziwił. 

Ach, mogła wreszcie, Klio nie Klio, 
Liwiusz w spódnicy, 
Siąść na kamieniach wymarłej stolicy 
I byle gwoździem na byle cegle 
Wyskrobać tytuł: 
„Od założenia miasta” — — — 

Ale ona-inaczej: 
„Do chierbaty, do chierbaty, 
Do świeżego ciasta!” 
Założycielko! Pionierko! Muzo! 
Dziś — stuk i łomot w całej Warszawie 
Ku twojej sławie! 

Dziś każdy murarz każdą nową cegłą 
Pomnik twój wznosi! 
I cała Polska-paniusiu! paniusiu! — 
Wieczność twą głosi. 
Woła gdyński port 
- sława! 
Wołają warsztaty łódzkie 
- sława! 
Śląskie kopalnie i huty 
- sława! 
Wrocław — miasto wojewódzkie 
- sława! sława! 
Szczecin — miasto wojewódzkie 
- sława! sława! 
Sława królowej w koronie ruin, 
Której na imię po prostu: Warszawa!


Julian Tuwim

Serwis wykorzystuje pliki cookie do celów statystycznych. Jeśli się na to nie zgadzasz, wyłącz obsługę plików cookie w swojej przeglądarce internetowej. Rozumiem