W czasie rzeczywistym

Liczące 35 tys. stron, podziemne archiwum Oneg Szabat było pierwszym historycznym opisem Zagłady. Tworzyli go ludzie świadomi tego, co ich czeka.

Wide wide druga czesc archiwum ringelbluma

Kiedy 9 stycznia 1943 r., warszawski nauczyciel Abraham Lewin otworzył swój dziennik, nie mógł wiedzieć, że będzie to jeden z jego ostatnich zapisów. Notował: „Czy opisał już ktoś cierpienia skazanego na śmierć i kogoś, na kogo czeka szubienica? Nawet rosyjskim twórcom z Dostojewskim na czele nie udało się dać prawdziwego opisu tego, co się dzieje w głębi duszy niewinnie skazanego na śmierć. Kiedy słucham opowiadań z Treblinki, coś zaczyna dławić i dusić moje serce. Lęk przed »tym«, co ma nastąpić, jest, być może, silniejszy od cierpień odczuwanych przez człowieka w chwili śmierci”.

Jako członek Oneg Szabat – tajnego instytutu naukowo-badawczego, założonego w getcie warszawskim przez Emanuela Ringelbluma – Lewin należał do kręgu najwyższego wtajemniczenia: małej grupy, która od początku śledziła Akcję „Reinhardt”. Konspiracyjne archiwum Oneg Szabat – liczące ponad 35 tys. stron dokumentujących życie Żydów pod niemiecką okupacją – było pierwszą próbą historycznego opisu mechanizmu Zagłady. Opisu tworzonego w czasie rzeczywistym i przez ludzi świadomych tego, jaki czeka ich los.

Ciężko na duszy

Pierwsze dokumenty w zbiorach Oneg Szabat o niemieckich zbrodniach z Akcji „Reinhardt” to relacje o mordach na Żydach na wschodzie okupowanej Polski. Potem, na początku 1942 r., w getcie pojawiają się pierwsze niejasne informacje o obozie zagłady w Chełmnie nad Nerem. W lutym dociera do getta Szlamek, uciekinier z Chełmna. Na początku kwietnia pojawiają się wieści o wysiedleniach Żydów z Lubelszczyzny i dystryktu Galicja do Bełżca.

Opisy pierwszych wydarzeń Akcji „Reinhardt” składają się z losów pojedynczych ludzi, w wywiadach i przysyłanych do getta listach relacjonujących zagładę małych miejscowości. Ludzie z Oneg Szabat spisują zawarte w relacjach fakty. I boją się o najbliższych, mieszkających poza Warszawą. Ale los miasteczek wydaje się wtedy odłączony od losu Warszawy.

Lewin notuje: „Każdej soboty spotykamy się, grupa żydowskich działaczy społecznych, i omawiamy sprawy z naszych dzienników i kronik. Chcemy, aby nasze cierpienie, te bóle porodowe Mesjasza, zostały opisane ku pamięci przyszłych pokoleń i dla całego świata. Spotykamy się każdej soboty i omawiamy nasze zadania w tej dziedzinie, przy czym nie możemy nic pominąć i nie opowiedzieć sobie nawzajem wszystkiego, co staro-nowi Amalekici wyprawiają z nami, Żydami. Od tych opowiadań zawsze robi mi się ciężko na duszy, głowa zaczyna boleć, jak gdyby naciskała na nią ciężka ołowiana masa”.

Oswajanie strachu

Już wtedy Oneg Szabat zaczyna alarmować świat. Relacja Szlamka staje się podstawą pierwszego raportu grupy, z marca 1942 r. Jest zatytułowany „Wypadki chełmińskie”, a jego kopia trafia do Referatu Spraw Żydowskich Biura Informacji i Propagandy w Komendzie Głównej AK.

Tym samym powstaje obieg informacji na temat przebiegu Zagłady pisany z perspektywy jej ofiar i świadków. Podczas gdy do Berlina płyną niemieckie meldunki dokumentujące postępy w „ostatecznym rozwiązaniu kwestii żydowskiej”, Oneg Szabat pokazuje Akcję „Reinhardt” w całym jej koszmarze i chaosie. „Likwidowani” w „akcji deratyzacyjnej” Żydzi stają się matkami, ojcami i dziećmi autorów relacji i raportów. A „łupy wojenne” to dorobek czyjegoś życia.

Od późnej wiosny 1942 r. Akcja „Reinhardt” rozgrywa się już na oczach członków grupy: przygotowywania do niej trwają w Warszawie. Do niepokoju, który wśród żydowskich warszawiaków budzą wieści z innych gett, dołącza strach o własne życie. Odtąd narracja historyczna, tworzona przez Oneg Szabat, to narracja świadków, bezpośrednich i przerażonych. Relacje członków grupy z tego okresu są zarazem próbą oswojenia strachu, przez wysiłek racjonalizacji wydarzeń. Zapisując plotki, rozszyfrowując niejasne listy, usiłują zrozumieć niemiecką politykę.

Ekipa Oneg Szabat staje się źródłem informacji o Akcji „Reinhardt”. Jej wydawnictwo, „Wiadomości”, od kwietnia 1942 r. dostarcza wieści o Zagładzie dla polskich i żydowskich publikacji podziemnych. Docierające od początku czerwca relacje z Sobiboru i niepokojące wieści o budowie obozu Treblinka I, dokąd do pracy wysyłani są złapani na ulicy mieszkańcy getta i więźniowie z Aresztu Centralnego, za pośrednictwem AK trafiają do polskiego rządu w Londynie.

Jeśli będą pamiętać

22 lipca 1942 r. dowodzący Akcją „Reinhardt” w Warszawie SS-Sturmbannführer Herman Höfle odczytuje w budynku gminy żydowskiej rozporządzenie o wysiedleniu warszawskich Żydów (tj. wywózce na śmierć). W koszmarze trwającej akcji likwidacyjnej, Oneg Szabat nie przerywa pracy. Ekipa zrywa z murów obwieszczenia, traktując je jako dokumenty epoki. Zbiera relacje i nazwiska deportowanych. Próbuje zrozumieć to, co się wokół dzieje.

3 sierpnia 1942 r. nauczyciel Izrael Lichtensztajn i jego dwóch nastoletnich uczniów ukrywają pierwszą część Archiwum. Przed śmiercią spisują testamenty (zarazem: kolejne dokumenty). W listopadzie grupa tworzy dokument zatytułowany wprost „Likwidacja żydowskiej Warszawy”. W lutym 1943 r. ukrywają drugą część Archiwum.

Prawie wszyscy członkowie Oneg Szabat dzielą los tych, których opisywali. Ringelblum ginie jako jeden z ostatnich: zadenuncjowany w marcu 1944 r. i zamordowany na gruzach getta.

Nie chcę podziękowań. Wystarczy mi, jeśli przyszłe pokolenia będą pamiętać o naszych czasach” – pisał w testamencie 19-letni Dawid Graber. Jeden z uczniów, którzy ukryli Archiwum.

Tekst ukaże się 19 lipca na łamach Tygodnika Powszechnego w dodatku specjalnym „75 LAT AKTION REINHARDT - ZAGŁADY POLSKICH ŻYDÓW”


Serwis wykorzystuje pliki cookie do celów statystycznych. Jeśli się na to nie zgadzasz, wyłącz obsługę plików cookie w swojej przeglądarce internetowej. Rozumiem