Władysław Szlengel — zapomniana gwiazda Warszawy

Jego piosenki rozbrzmiewały głosem Fogga, przyjaźnił się z Tuwimem, występował ze Szpilmanem. Zginął 8 maja 1943 r.

Wide szlengel watermark
Zdjęcie ze zbiorów Żydowskiego Instytutu Historycznego

Co łączy Władysława Szpilmana, Mieczysława Fogga, Juliana Tuwima i Marysię Ajzensztadt nazywaną Słowikiem Getta? To postać Władysława Szlengla, gwiazdy przedwojennych teatrów i kabaretów, autora tekstów piosenek śpiewanych przez całą Warszawę, poety.

Władysław Szlengel, urodził się w 1914 roku w Warszawie, i choć przez jakiś czas w niej nie mieszkał, tak naprawdę nigdy jej nie opuścił. Stolica stanowiła centralny motyw jego twórczości: przed wojną pseudoludowej, lekkiej i satyrycznej, której jednymi z najbardziej popularnych przykładów są Panna Andzia ma wychodne (do muzyki kompozytora Bolesława Mucmana), Chodź na piwko naprzeciwko czy Jadziem, panie Zielonka; podczas wojny zaś oddającej gorzki smak zamknięcia w gettcie i rozpaczliwych, bezowocnych prób, znalezienia sobie i żonie kryjówki po aryjskiej stronie. 

Swoją krótką, choć ze względu na wojenne okoliczności intensywną karierę, Szlengel rozpoczął w prasie i to, jak pisze Magdalena Stańczuk, prasie ściśle określonej: „bo po pierwsze: żydowskiej, po drugie: polskojęzycznej. Już od 1930 roku publikował w wiersze w Naszym Przeglądzie. Jego artykuły na tematy polityczne trafiały zaś na łamy Robotnika. Trzecim tytułem, w którym młody poeta publikował swoje teksty był bardzo popularny w dwudziestoleciu międzywojennym (wznowiony również po wojnie) tygodnik satyryczny Szpilki. To w jego redakcji Szlengel poznał swojego późniejszego przyjaciela i mentora sławnego już wówczas Juliana Tuwima.

Kolejnym etapem kariery Władysława Szlengla był kabaret. Tworzył i występował m.in. w 13 Rzędach i Ali Babie. 

Błyskotliwą karierę Szlengla (na krótko) przerwał wybuch wojny. Prawdopodobnie brał on udział w kampanii wrześniowej i aktywnie uczestniczył w obronie Warszawy. Wniosek taki można wysnuć z niewątpliwie autobiograficznego wiersza Klucz u stróża, ale brak jest formalnych dowodów, które mogłyby to poświadczyć. Po upadku stolicy Szlengel wraz z żoną przez kilka miesięcy przebywał w okupowanym przez Związek Radziecki Białymstoku. Wrócił jednak do Warszawy i — jak informuje Ryszard Sielicki — zamieszkał w kamienicy na Waliców, która po utworzeniu i zamknięciu 16 listopada 1940 roku żydowskiej dzielnicy mieszkaniowej została włączona w granice getta. 


W getcie wszedł w skład zespołu najbardziej prestiżowego i najambitniejszego działającego tam kabaretu z siedzibą w Café Sztuka przy Leszno 2. Występował tam wspólnie z Wacławem Teitelbaumem, Wierą Gran, Polą Braun, Dianą Blumenfeld, Marysią Ajzensztadt, Andrzejem Włastem i pianistami Adolfem Goldfederem i Władysławem Szpilmanem. Jak pisze Magdalena Stańczuk: „W swoim programie ta wyśmienita plejada gwiazd z powodzeniem kontynuowała przedwojenne tradycje i sięgając po sentymentalne szlagiery, spełniała oczekiwania publiczności szukającej punktów oparcia w przeszłości. Jednak największą atrakcją lokalu był stworzony przez grupę występujących tam artystów polskojęzyczny satyryczny kabaret zatytułowany Żywy dziennik. Wystawiana co tydzień mówiona kronika getta cieszyła się ogromną popularnością, w dużej mierze dzięki wierszom pisanym przez Szlengla żywym i barwnym językiem oraz wygłaszanym przez niego monologom, niepozbawionym błyskotliwego dowcipu. O ich powodzeniu decydowało odnoszenie się do codzienności getta i komentowanie bieżących wydarzeń za pomocą ostrej satyry. [Jej] obiektem było wszystko: policja żydowska, służba porządkowa, stosunki panujące w gminie. To Szlengel (…) »wykonujący z dużym ferworem rolę zapowiadacza«, był niekwestionowaną gwiazdą lokalu na Lesznie. Przyciągał publiczność jak magnes”.

Trudna codzienność życia w getcie odciskała coraz większe piętno na twórczości Władysława Szlengla. W tym czasie nawiązał on kontakt z inicjatorem Podziemnego Archiwum Getta Emanuelem Ringelblumem. Artysta „zaznaczył swoją obecność w strukturach Archiwum Getta, czego dowodzą jego liczne utwory zachowane wśród ocalałych materiałów Oneg Szabat. Wtedy też ostatecznie zakończył się kawiarniany wątek w biografii Szlengla. Kres położyła mu wielka akcja likwidacyjna zorganizowana między lipcem a wrześniem 1942, mająca na celu wywiezienie warszawskich Żydów do obozów zagłady. Szlengel był wówczas świadkiem przemarszu Janusza Korczaka z jego wychowankami na Umschlagplatz. Jego wiersz Kartka z dziennika akcji to pierwszy, przejmujący utwór upamiętniający to wydarzenie.

Szlenglowi i jego żonie udało się uniknąć wywózki. Szczęśliwie dostał przydział do jednego z niemieckich przedsiębiorstw wykorzystujących niewolniczą pracę Żydów — do zakładów Toebbensa. Zamieszkał wówczas z żoną w tzw. szopie szczotkarzy przy ul. Świętojerskiej 34. Jego sąsiadem był m.in. Marek Edelman.



„Szlengel bez reszty oddał się pisaniu” — pisze Magdalena Stańczuk. „Wskrzesił już w pojedynkę przepełniony satyrą społeczną Żywy dziennik, którego kolejne numery odczytywał na sobotnich wieczorkach literackich. Sława tzw. szopek szybko wyszła poza granice małego pokoju w mieszkaniu na Świętojerskiej i zaczęła gromadzić coraz liczniejszą i bardziej osobliwą publiczność, bo poza szczotkarzami i kierownictwem Szopu na występach Władka zaczęli pojawiać się różni ówcześni notable”. 

Oprócz działalności artystycznej Szlengel zbierał również interesujące materiały i notatki zamierzając opisać życie w getcie. Nie zdążył. Na przeszkodzie stanęła mu rozpoczęta 18 stycznia 1943 roku akcja selekcyjna w szopie szczotkarzy. Jej przebieg opisał w przejmującym prozatorskim tekście Co czytałem umarłym.

Po akcji Szlengel stracił nadzieję. Kilka razy udało mu się jako rzekomemu konwojentowi transportu z szopu na kilka godzin opuścić getto. Szukał ratunku, oparcia i kryjówki u swoich przyjaciół po aryjskiej stronie. 




Bez skutku. Ostatecznie wraz z żoną i grupą Żydów ukrywał się w bunkrze Szymona Kaca przy Świętojerskiej 36. 8 maja 1943 roku, w trakcie trwania powstania w getcie, hitlerowcy odkryli bunkier. Wszystkich ukrywających się w nim Żydów — łącznie 130 osób — rozstrzelano jeszcze tego samego dnia. Wśród nich był Władysław Szlengel.

Magdalena Stańczuk tak pisze o śmierci poety: „(…) zginął zwyczajnie, nieopromieniony aurą bohatera, bez fajerwerków, podobnie jak miliony bezimiennych ofiar (…), jak tysiące niewinnych, prostych ludzi, których życie i śmierć zdążył utrwalić w swoich wierszach”. 

Tekst powstał w oparciu o książkę Magdaleny Stańczuk Władysław Szlengel. Poeta nieznany. Wybór tekstów wydanej w 2013 roku przez wydawnictwo Bellona oraz materiały znajdujące się w zbiorach Żydowskiego Instytutu Historycznego im. Emanuela Ringelbluma w Warszawie. 

Serwis wykorzystuje pliki cookie do celów statystycznych. Jeśli się na to nie zgadzasz, wyłącz obsługę plików cookie w swojej przeglądarce internetowej. Rozumiem