1 lipca 1941. Początek pogromów lwowskich

30 czerwca 1941 r. wojska niemieckie zajęły Lwów. 1 lipca w mieście rozpoczęły się pogromy Żydów, trwające z przerwami do 27 lipca. Sprawcami byli żołnierze niemieccy i ukraińscy oraz członkowie ukraińskiej milicji i przedstawiciele miejscowej ludności.

Wide lw w. panorama miasta z wie y ratuszowej. widoczna wie a katedry  aci skiej i p on ce budynki.  nac czerwiec 1941
Lwów. Panorama miasta z wieży ratuszowej. Widoczna wieża Katedry Łacińskiej i płonące budynki. Czerwiec 1941 r.  /  Narodowe Archiwum Cyfrowe

Po wybuchu wojny niemiecko-radzieckiej 22 czerwca 1941 r. Żydzi zamieszkujący przedwojenne polskie Kresy znaleźli się w krytycznej sytuacji: „musieli stawić czoła nie tylko dyskryminacyjnym zarządzeniom nowych władz, lecz także czynnej agresji ze strony miejscowej ludności”[1]. Wycofujące się oddziały NKWD przeprowadzały masakry w więzieniach, mordując głównie Polaków i Ukraińców. W Galicji „[w]iną za tę zbrodnię ukraińska opinia publiczna obarczyła miejscowych Żydów, uważanych za podporę reżimu sowieckiego. Nie znaczy jednak wcale, że pogromy miały charakter całkowicie spontaniczny i że jedynym motywem była zemsta za zbrodnie NKWD. W wielu miejscowościach do aktów agresji doszło jeszcze przed otwarciem więzień, w innych pogromy wybuchały, mimo iż wśród ofiar znaleziono także Żydów”[2] – pisze prof. Andrzej Żbikowski we wstępie do tomu 3. pełnej edycji Archiwum Ringelbluma, poświęconemu relacjom żydowskich uchodźców z Kresów. Poniżej przedstawiamy fragmenty opowieści o pogromach lwowskich, spisanych przez ankieterów grupy Oneg Szabat, a także fragment dziennika Polki, Kazimiery Poraj.

„W nocy na 22 czerwca 1941 był Lwów po raz pierwszy bombardowany i odtąd naloty powtarzały się codziennie” – przekazał współpracownikowi Oneg Szabat uchodźca z Warszawy, który we wrześniu 1939 r. przedostał się na wschód; jego relacja została spisana po 7 grudnia 1941 r. – „(…) Już po 3 dniach wojny miały wojska sowieckie do czynienia z dwoma przeciwnikami, gdyż Ukraińcy rozpoczęli na wielką skalę walki partyzanckie, tak w mieście, jak i po wsiach, strzelając i obrzucając granatami czerwonych żołnierzy. Akcja ta trwała bez przerwy i bez zmiany natężenia, aż do chwili odwrotu wojsk bolszewickich.

Dnia 30 czerwca o 12-ej w nocy opuszczała czerwona armia Lwów, a w 6 godzin później do miasta wkroczyli Niemcy. Już w ciągu pierwszych dni po tym fakcie zaczęli Ukraińcy stosować krwawe represje w stosunku do Żydów, wyzyskując do tego celu przede wszystkim sprawę więzień. Chodziło o to mianowicie, że bolszewicy opuszczając Lwów podpalili wszystkie więzienia i pomordowali więźniów. Przeważali wśród nich Ukraińcy aresztowani za branie udziału w walkach ulicznych, ale nie brakło też Żydów, podobnie zresztą jak i Polaków. Otóż Ukraińcy zrobili z tego hecę, twierdząc, że żydowskie NKWD zamordowało Ukraińców, specjalnie zniekształcali nawet zwłoki swych rodaków, zdjęcia ich umieszczali w prasie i przy okazji uprzątania więzień, do której to pracy brali Żydów, masowo ich mordowali. Był to zresztą jedyny wypadek pogromu zorganizowanego (liczby jego ofiar nie udało mi się dokładnie ustalić, według szacunków jednych wynosi ona 5000, wg. innych 8, a nawet 10 000 ludzi)”[3].

„W nocy ludzie spali w piwnicach, bojąc się każdego szmeru” – relacjonował inny świadek. – „Od pierwszych dni uzbrojone bandy petlurowców[4] zaczęły urządzać Żydom pogromy; na niektórych ulicach same, na innych z pomocą Niemców. Pogromy polegały na biciu przechodniów, biciu na śmierć i strzelaniu. Na innych ulicach również wdzierano się do żydowskich mieszkań i wyciągano stamtąd wszystkich, których zastano. Ten, którego zabrano z mieszkania, już nigdy nie ujrzał światła dnia. Zabierano wszystkich, mężczyzn, kobiety oraz małe dzieci. Ludzi zabranych z mieszkań i złapanych na ulicy prowadzono do specjalnych lokali, tam bito ich na śmierć. Wielu zastrzelono na miejscu. Wielu zabrali Ukraińcy w nieznanym kierunku i tam rozstrzelali. Sceny z pogromów były straszne. Swoim okrucieństwem przypominały straszliwe pogromy na Ukrainie w czasie wojny 1914 roku. Banda Ukraińców i Niemców łapie piękną żydowską dziewczynę o długich, czarnych włosach. Napadają na nią jak dzikie zwierzęta, ciągną ją za włosy po kamiennym ulicznym bruku. Nieszczęsna dziewczyna krzyczy zdławionym głosem. Bandyci biją ją bestialsko, kopią po całym ciele. Strasznie zakrwawioną wloką do lokalu. Leży tam już wielu Żydów, starych, młodych, mężczyzn i kobiet. Wielu jest już martwych, inni błagają o litość, krzycząc «zastrzelcie nas», lecz zdziczali bandyci kopią nieszczęśników, biją kolbami karabinów i kijami. Wielu zabiją na miejscu. Część wywożą autami w nieznanym kierunku i tam rozstrzeliwują.

Po innych ulicach jeżdżą niemieckimi autami petlurowcy [w asyście] Niemców. Zatrzymują się obok żydowskich mieszkań i wyłapują młodych, czasem też starych ludzi; krzyczą, że biorą ich na roboty. W rzeczywistości wlecze się tych młodych ludzi do piwnic i tam są przez petlurowców straszliwie bici po głowach grubymi kijami, cały dzień bez przerwy. Kiedy nieszczęśnik omdlewa od razów, polewa się go zimną wodą, żeby otrzeźwiał, i bije dalej. Nieliczni uchodzą z życiem, jedynie pojedyncze osoby wracają do domów. Większa część nie ujrzy już światła dnia. Te straszne dni we Lwowie żydowska ludność nazywa «dniami petlurowców», chociaż faktycznie urządzili je Niemcy: petlurowcom i Ukraińcom dali broń i ochronę, także nimi dowodzą. Każdy już wie, że lwowscy Żydzi zostaną po prostu zgładzeni. Dla wszystkich jest to jasne, bo przecież wszyscy lwowscy Żydzi to komuniści”[5].

„Getto dla Żydów w tych dniach jeszcze nie istniało. Żydzi mieszkali nadal wymieszani z chrześcijanami. Jednym słowem, sytuacja lwowskiego Żyda jest straszna: ani wyjść na ulicę, żeby kupić choćby bochenek chleba, ani zostać w mieszkaniu, bo może się ktoś wedrzeć i go zabrać. Żydzi w śmiertelnym strachu chowają się dzień i noc w piwnicach, drżąc o swój gorzki los, który jest w rękach potwornych bandytów, oraz opłakują tysiące już zamordowanych, młodych i starych, ofiary niemieckiej okupacji. A kat znęca się stosując przebiegłe metody: puszcza ofiarę na chwilę, wiedząc, że później jeszcze bardziej będzie mógł ją dręczyć”[6].

Kazimiera Poraj napisała w dzienniku pod datą 1 lipca 1941 r.:

„To, co widziałam dzisiaj na rynku, to można było chyba zobaczyć tylko w czasach starożytnych; może tak postępowali dzicy ludzie! Poszłam na rynek, by zdobyć coś do jedzenia, jednak byłoby lepiej, żebym w ogóle nie wychodziła. Na rynku Sowieci pozostawili budki ze szkłem i porcelaną, w czasie walk tłuszcza porozbijała budki i pobiła szkło, tak że wokoło Ratusza droga była wysypana pobitym szkłem. Pod Ratuszem znajdują się dwie ubikacje, które w czasie bombardowania nie były sprzątane. Żołnierze niemieccy, mówiący po ukraińsku, z literami SS na kołnierzach, złapali dużo mężczyzn, kobiet, a nawet staruszków. Część kobiet zapędzili do tych ubikacji, między innymi była moja znajoma, lekarka dr Berta Jolles. Kazali im zdjąć ubranie i odzieżą myć podłogi i muszle, a przy tym bito ich do krwi drutem elektrycznym.

Na Rynku działy się jeszcze gorsze rzeczy. Stałam na rogu ulicy Halickiej i rynku, patrzyłam jak Niemcy męczą i znęcają się nad biedną ludnością. Kazali ludziom zamiatać plac ubraniami, tym, co kto miał na sobie: bluzkami, sukienkami, a nawet kapeluszami. Niemcy postawili dwa ręczne wózki, jeden na rogu ulicy Krakowskiej, drugi od ul. Halickiej. Ludzie od ul. Krakowskiej musieli nosić pobite szkło gołymi rękami do wózka [na] ulicy Halickiej a od Halickiej do Krakowskiej. Odbywało się to pod razami pałek i drutów elektrycznych. Droga od ulicy Halickiej do Krakowskiej była oblana krwią płynącą z rąk ludzkich. Stałam przylepiona do muru i hamowałam nawet oddech. A ze wszystkich stron dochodziły okrzyki i docinki ukraińskich nacjonalistów, hitlerowskich lokai, pod adresem biednej ludności. Gdy już wszystko szkło zostało zebrane przez tych nieszczęśliwych ludzi, wówczas podeszli dwaj ukraińscy SS-owcy i wywrócili wózki na obu rogach. Od ulicy Halickiej (jak raz przede mną) przy wózku stała staruszka około 70 lat. Gdy wózek wywrócono, staruszka uklękła zdejmując z głowy białą chusteczkę, by szkło pozbierać do chusteczki, a potem wysypać na wózek, przy czym pokazała oprawcom skrwawione dłonie. A gdy nachyliła się, by wziąć szkło do rąk, jeden z oprawców podszedł z tyłu i kopnął ją tak mocno, że upadła twarzą i rękoma i na kupę szkła. Widocznie była już tak osłabiona, że nie mogła utrzymać się na kolanach. Inni «zamiatacze» podnieśli staruszkę, z jej twarzy ciekła krew. Na ten widok zerwałam się jak szalona, pobiegłam ulicą Halicką i coś krzyczałam, ale nie wiem co. Gdy oprzytomniałam, usłyszałam głosy za sobą: «Biedna, zwariowała»”[7].

We Lwowie mordowali Żydów „oprócz członków tworzącej się milicji ukraińskiej i miejskiego motłochu, także żołnierze niemieccy i ukraińscy z 2 kompanii batalionu «Nachtigall». (…) Łącznie na terenach byłej Galicji Wschodniej w pierwszym miesiącu okupacji niemieckiej zginęło w wyniku pogromów ponad 12 tys. Żydów, około 7 tys. zaś padło ofiarą egzekucji przeprowadzonych przez niemieckie grupy specjalne”[8] — pisze prof. Żbikowski. Pogrom był „wyraźnie stymulowany przez Niemców (rozlepiono w mieście antyżydowskie afisze, niemieckie kroniki filmowe podały informacje o mordach w więzieniach sowieckich, specjalna ekipa Wehrmachtu filmowała także ukraiński pogrom), dla którego głównym pretekstem był fakt odkrycia w więzieniach zwłok zamordowanych przez uciekających bolszewików więźniów, głównie Polaków i Ukraińców” [9].

Niemcy utworzyli getto we Lwowie na jesieni 1941 r. Mieszkańcy dzielnicy zamkniętej cierpieli z powodu głodu i epidemii tyfusu. Okupanci przeprowadzali łapanki i grabili majątek Żydów. W szeregu akcji likwidacyjnych w 1942 r. większość Żydów z Lwowa wywieziono do obozu śmierci w Bełżcu, pozostali zginęli zamordowani na ulicach miasta lub zostali rozstrzelani w obozie koncentracyjnym przy ul. Janowskiej. Ostateczną likwidację getta przeprowadzono w czerwcu 1943 r. — ostatni mieszkańcy stawili wtedy zbrojny opór Niemcom. Wojnę przeżyło 2571 lwowskich Żydów z ponad 100 tysięcy, którzy mieszkali w mieście w 1939 r.[10].


Przeczytaj też:

22 czerwca 1941. Losy Żydów na Kresach po wybuchu wojny niemiecko-radzieckiej


Przypisy:

[1] Archiwum Ringelbluma, t. 3, Relacje z Kresów, tłum. Sara Arm i in., opracował Andrzej Żbikowski, Żydowski Instytut Historyczny IN-B, Warszawa 2000, s. XXII.

[2] Tamże, s. XXIII.

[3] Tamże, s. 695.

[4] Petlurowcy – potoczne określenie członków i sympatyków ugrupowań nacjonalistycznych, dążących do utworzenia niepodległego państwa ukraińskiego (przyp. red.).

[5] Tamże, s. 756–757.

[6] Tamże, s. 758.

[7] Kazimiera Poraj, Dziennik lwowski, „Biuletyn Żydowskiego Instytutu Historycznego” nr 52, październik-grudzień 1964, s. 79–80.

[8] Archiwum Ringelbluma, dz. cyt., s. XXIII–XXIV.

[9] Tamże, s. 506.

[10] Lwów. Dzieje społeczności żydowskiej. Historia społeczności, portal Wirtualny Sztetl https://sztetl.org.pl/pl/miejscowosci/l/703-lwow/99-historia-spolecznosci/137610-historia-spolecznos...





Serwis wykorzystuje pliki cookie do celów statystycznych. Jeśli się na to nie zgadzasz, wyłącz obsługę plików cookie w swojej przeglądarce internetowej. Rozumiem