12 marca 1904. Janusz Korczak publikuje „Dziecko salonu”

„Stary Doktor”, światowej sławy pedagog, autor książek o Królu Maciusiu, był także pisarzem Warszawy, gościem szynków i spelunek. Pisał nie tylko o dzieciach, lecz również o przestępcach, gruźlikach, oszustach i ulicznicach. 116 lat temu, 12 marca 1904 r., czasopismo „Głos” wydrukowało piąty rozdział jego powieści o biedocie warszawskiej, zatytułowany „Dziecko salonu”.

Wide jk2
Młody Janusz Korczak w mundurze studenckim, ok. 1904 r. Fragment strony „Głosu” z pierwodrukiem „Dziecka salonu”, 12 marca 1904

Bunt

Ojcze!

Byłem wówczas bardzo mały jeszcze. Myślałem, że Bozia bardzo by się gniewała, gdybym wziął ciastko po kryjomu, – a gdy się nogami buja, to się diabła kołysze. Lubiłem gryzmolić ołówkiem i ustawiać domki ze starych kart, i oglądać malowanki, i dorabiać wąsy obrazkom, i słuchać bajek o sierotach, macochach i strachach. I dziwiłem się, skąd konie wiedzą, dokąd tatuś kazał dorożkarzowi jechać, że trafiają, – i jak starsi umieją odróżniać psa od suczki, – i jak się wszyscy umarli mogą pomieścić w niebie. Nie chciałem pić mleka i wcześnie chodzić spać. Mówiłem przy gościach: „Piał kogucik kukuryku” i inne bajeczki, – i bardzo bałem się ciemnego pokoju i obcych ludzi[1].

Tak w Dziecku salonu Jan, student medycyny, wspomina swoje dzieciństwo – zadawanie dorosłym tysięcy pytań, zabawy i ciekawość świata, ciepło mieszczańskiego domu. W wieku 23 lat postanawia porzucić rodzinę, nie chcąc być dalej „utrzymankiem” zamożnego ojca-fabrykanta. Wzorem inteligentów-społeczników „idzie w lud”, warszawski lud ubogiego Powiśla, Starego Miasta, Woli. Opuszcza dzielnicę „rękawiczek i parasolek”[2], by zamieszkać wśród żebraków, analfabetów, opryszków, prostytutek, furmanów, nożowników.

– Jakbym chciała, tobym paliła.

– A panna Stefcia nie chce?

– Nie chcę.

– No, to niech panna Stefcia weźmie bardzo dużo lodów. A potem będziemy pili wino szampańskie.

– Ale pan tyle już pił.

– Muszę pić, bo to są przecież oficjalne zaręczyny siostry.

– A pan powie toast?

– Pan nie powie toastu.

– A jak pana poproszę?

– To także nie powiem.

– A jak pana bardzo poproszę?

– To panna Stefcia umie bardzo prosić? A jak to się – bardzo prosi?

– Jaki pan niedobry.

(Rozkosznie zepsuty dzieciak. Tak mało wie, a tak wiele przeczuwa)[3].

 

Spotykam tu dziesięcioletnich nałogowych palaczy; spotkałem dwunastoletniego pijaka-ateusza, który miał kochankę. – „Kurier” pisał niedawno, że jedenastoletni chłopiec w obronie katowanej matki zadał ojcu nożem kilka ran. Nazwisko jego: Zieliński, adres: Sprzeczna nr 4 na Pradze[4].

Jan wytyka członkom swojego środowiska infantylne myślenie, zaściankowe wychowanie, bezmyślne kariery i flirty, stręczenie panien do małżeństwa dla pieniędzy, robienie kokietek z małych dziewczynek. Jednak na ulicy dociera do niego, że nie wie, dokąd iść[5]. Trafia do mieszkających na czwartym piętrze kamienicy, zaprzyjaźnionych ze szwaczkami studentów, potem do izby na Solcu, w której tłoczy się dziesięcioosobowa rodzina:

Cisza. W jednym łóżku śpię ja ze ślusarzem. W drugim – żona jego, Wikta i Ignac. W trzecim – Grosik z żoną i Kazikiem w nogach. W kołysce Mańka; na ziemi – Stasiek wywalczył sobie samotność[6].

Korczak – pisze biografka, Joanna Olczak-Ronikier – nie był „świętym młodziankiem”, wiedział, że „knajpy, pijaństwo, ekscesy, nagłe przyjaźnie z ludźmi podejrzanego autoramentu bywają ważnym etapem w życiu młodych ludzi”[7]. Podłe dzielnice Warszawy dwudziestokilkuletni student medycyny przemierzał z Ludwikiem Stanisławem Licińskim (1874–1908), starszym od niego o cztery lata autorem zbiorów opowiadań Z pamiętnika włóczęgi oraz Halucynacje. W opowiadaniu Dziwne rzeczy Liciński wspomina postać imiennika Korczaka:

Janusz znał wszystkie jamy i wertepy gruntowniej niż ja... Rozbratany ze światem krzywdy tragedią talentu, dusił się w swoim schludnym, wypieszczonym przez matkę pokoiku i zamierał. (…) Zwiedzaliśmy razem lupanary i szynki, włóczyliśmy się nocami po piaszczystych brzegach Wisły, obchodziliśmy imieniny prostytutek, zapijaliśmy się wstrętną, cuchnącą wódką z nożowcami...[8]

Niektórzy twierdzili, że Korczak był najbliższym przyjacielem Licińskiego, który zmarł przedwcześnie na gruźlicę. Późniejszy „Stary Doktor” na ogół nie lubił wspominać o swojej młodości. Inaczej niż Liciński, nie kreował się na młodopolskiego artystę. Wraz z kolegami napisał anonimowo kryminał w odcinkach Lokaj (Z pamiętników wykolejonego)[9], ale nie interesowała go taka kariera literacka. „Literaturę traktował jako społeczną misję, nie jako środek ekspresji” – ocenia biografka[10]. W 1904 roku zaczął pisać felietony dla czasopisma „Głos”, w którym dominującą rolę odgrywał wybitny krytyk literacki Stanisław Brzozowski, autor Legendy Młodej Polski[11]. To pomiędzy dwoma utworami Brzozowskiego – odcinkiem powieści Wiry, opowiadającej o postawach intelektualnych polskiej inteligencji, a artykułem o Żeromskim – wydrukowano 14 marca 1904 roku odcinek powieści Dziecko salonu o takim samym tytule[12].

Rozdział Dziecko salonu wnika w duszę dziecka, pełną zdziwień, w język dziecka, pełen gier słownych, zabawnych wyobrażeń i frazesów, naiwny i niewinny, lecz nietrwały. Bardzo młody człowiek posiada naturalną wrażliwość, ale warunki społeczne, nieodpowiednie wychowanie, „szkolne otępianie”[13] stopniowo odbierają mu ją, zamykają dorastające dziecko w schematach nudnego życia. Taki jest los dzieci z „dobrych domów”, te z dzielnic biedoty również, choć z innych przyczyn, nie mają szans na szczęśliwe dzieciństwo i wszechstronny rozwój.

W domu na Solcu, gdzie udziela korepetycji dzieciom gospodarzy w zamian za mieszkanie, Jan poznaje suchotniczkę, która chucha na swoją córeczkę, by zarazić ją gruźlicą i uchronić w ten sposób od losu prostytutki. Korczak przedstawia obrazy z życia biedoty równie intensywne, co obrazy Licińskiego. Brak w nich jednak napuszonego stylu typowego dla pisarzy Młodej Polski. Autor (narrator) często wycofuje się, zamienia w reportera spisującego cudzą relację – jak w opowiadaniu Tomek bityś, o skrzywdzonym w dzieciństwie chłopaku, który zostaje mordercą. Rozdział ten Korczak opatrzył przypisem: „Byłem z Kossowskim na targu świńskim na Pradze. Z Tomkiem poznał mnie on w traktierni przy targu”[14]. Rozdziały takie odgrywają rolę małych reportaży, tekstów niefikcyjnych wplecionych w fabułę powieści.

(Poeta Leon Rygier, przyjaciel Korczaka, zapamiętał te wycieczki: „Przygotowując się do napisania swojej powieści pt. Dziecko salonu, Korczak w roli malarza pokojowego odwiedzał incognito różne zakazane spelunki na Powiślu i Starówce” [15]).

Komentatorzy traktują Dziecko salonu jako zapis prawie dokumentalny, autobiograficzny. Czy można się zgodzić z taką interpretacją? Niewątpliwie postacią mającą szczególny wpływ na Jana jest jego ojciec. Korczak, pisząc powieść autobiograficzną – sugeruje Olczak-Ronikier – pozostawił w Dziecku salonu „portret konformistycznego, obłudnego filistra, z którym buntowniczy syn idealista nie umie znaleźć porozumienia”[16]. Czy Goldszmit senior zasługiwał na taki wizerunek?

Choroba ojca

Próbowałem pisać wiersze i urządzić własny dzwonek elektryczny. Przed każdymi dłuższymi świętami postanawiałem od nowego kwartału już dobrze się uczyć: powtórzyć, dopełnić; układałem plany, po ile stronic dziennie powtarzać, ile rozwiązać zadań – i kończyło się na planach.

Chciałem być aktorem, poetą, księdzem, wodzem, podróżnikiem, chemikiem, adwokatem, Kmicicem, — co dni kilka kochałem się w innej ze spotykanych w drodze do szkoły pensjonarek i rwałem listki: „kocha, lubi, szanuje, nie chce, nie dba, żartuje”, albo „napluje”. A przede wszystkim chciałem już być dorosłym... być – sobą.

Byłem ci już, panie ojcze, zupełnie obcy [17].

Ojciec Janusza Korczaka, Józef Goldszmit[18] nie spieszył się z formalnym zgłoszeniem narodzin syna. Z tego względu do dziś nie wiadomo, czy sławny pedagog urodził się w 1878, czy 1879 r.[19] Korczak otrzymał spolonizowaną wersję imienia dziadka, Hersza, co stanowiło nawiązanie do żydowskiej tradycji, choć Józef Goldszmit opowiadał się za asymilacją. W Dziecku salonu nie pozostał ślad po żydowskiej tożsamości – wydaje się, że Jan jest Polakiem. Jako dziecko podziwia ojca, że ten nie zawsze zdejmuje kapelusz przed kościołem[20].

Zamożny adwokat Józef Goldszmit prowadził w Warszawie kancelarię. Wraz z rodziną – żoną Cecylią, dziećmi Henrykiem i Anną – między 1880 a 1896 rokiem kilkukrotnie zmieniał mieszkanie w Warszawie, na coraz większe i lepiej wyposażone. Zajmowali za każdym razem co najmniej siedem pokojów w centrum miasta. Ich adresy to Bielańska, Krakowskie Przedmieście, Miodowa, Plac Krasińskich, Świętojerska, Leszno 18 pod numerem 10 (pod numerem 31 mieszkał potem Emanuel Ringelblum, a w 1940 roku założono tam grupę Oneg Szabat), Nowosenatorska (obecnie Moliera), okolice Teatru Wielkiego. Józef Goldszmit posiadał też kilka nieruchomości na Woli[21].

Pod koniec lat 90. ojciec Korczaka zapadł na chorobę umysłową, a długoletnie leczenie w szpitalu psychiatrycznym doprowadziło do zubożenia rodziny. Prawdopodobnie cierpiał na późne stadium syfilisu – ta bardzo powszechna wówczas choroba rozwija się w organizmie nosiciela przez wiele lat, na początku bez widocznych objawów. Obawiano się, że syfilis jest dziedziczny[22]. „Bałem się panicznie szpitala wariatów, do którego ojciec mój parokrotnie był kierowany. A więc ja syn obłąkanego. A więc dziedzicznie obarczony”[23] – wspominał Korczak.

„Infekcja latami tliła się w organizmie, atakowała mózg i rdzeń kręgowy, powodowała porażenie postępujące, prowadziła do stopniowej degradacji fizycznej i umysłowej, wywoływała ataki szaleństwa, w końcu demencję” – pisze Olczak-Ronikier[24]. Jednak młody Goldszmit poszedł na studia medyczne dopiero dwa lata po śmierci ojca, w 1898 r. (musiał też, ze względu na spadek dochodów rodziny, zarabiać na życie korepetycjami, jak duża część studentów warszawskich. Z kolei zaradna wdowa Cecylia założyła stancję dla młodzieży[25]). Prawdziwa chronologia nie zgadza się więc z powieściową. Co więcej, o Józefie Goldszmicie wiadomo, że w 1892 r. pomagał zbierać datki na walkę z epidemią cholery w Lublinie[26], nie był więc pozbawiony typowej dla Korczaka skłonności do działania i pomocy.

Józef Goldszmit nie całkiem pasuje do wizerunku ojca stworzonego w Dziecku salonu. Także na kartach pisanego w getcie pamiętnika Korczak wspomina go raczej pozytywnie. Odkrywając nieistniejący świat poprzez literaturę, nie zdobywamy pewnej wiedzy o przeszłości. Jan, główny bohater utworu, bardzo przypomina prawdziwego Korczaka, lekarza nie pobierającego zapłaty od ubogich pacjentów, ale nie przekłada się to na wszystkie portrety i relacje w powieści.

Pamiętnik w getcie

Młody Janusz Korczak miał przygody nie tylko w Warszawie. W czerwcu 1905 roku, po zdobyciu tytułu lekarza, jeszcze przed ukończeniem druku Dziecka salonu, został wzięty do wojska carskiego na końcówkę wojny rosyjsko-japońskiej. W walkach nie wziął udziału, ale zawieziono go z wojskiem aż do Harbinu – zobaczył tam żołnierzy-rewolucjonistów, sam występował na wiecach i nawoływał, że rewolucja nie może pominąć dzieci. W 1912 r. otworzył w Warszawie, przy ulicy Krochmalnej 92, Dom Sierot. Znalazł się na froncie także I wojny światowej i wojny polsko-bolszewickiej, studiował w Berlinie i Paryżu, odwiedził dwukrotnie Palestynę.

Podczas wojny trwał ze swoimi wychowankami – liczba ich dochodziła do 200 – w Domu Sierot w getcie warszawskim. Zaczął pisać Pamiętnik, zwięzłą, surową ocenę dotychczasowego życia, o którym pisał, że było „trudne, ale ciekawe. O takie właśnie prosiłem Boga w młodości”[27]. Ostatnie notatki sporządził 4 sierpnia 1942 r., na parę dni przed wywiezieniem do Treblinki.

Korczak opisuje pogarszające się warunki w Domu Sierot – przeludnienie, grozę wywózek, masowe zatrucie wywołane chlebem niewiadomego pochodzenia[28]. Pisze o wszach i pchłach, wspomnieniach z wojen, praktyce lekarskiej; cierpko nazywa siebie w tych notatkach „autorem Dziecka salonu[29], ostatni raz powracając do wydarzeń ze swojej młodości. Igor Newerly, w latach 20. sekretarz Korczaka, sugerował, że na Solcu znalazł on swoją jedyną miłość – Wiktę Wilczek, pracownicę zakładu krawieckiego – tak nazywa się 17-letnia bohaterka Dziecka salonu, jedna z mieszkanek 10-osobowej izby[30]. Olczak-Ronikier przypuszcza, że Korczak i Wikta mieli razem dziecko, ale prawdopodobnie dziewczyna nie chciała go urodzić albo po urodzeniu – porzuciła[31]. To doświadczenie mogło mieć wpływ na oschłość Korczaka, wyrzeczenie życia osobistego, niechęć do związków z kobietami. Co jednak przydarzyło się naprawdę młodemu Januszowi – nie dowiemy się nigdy.

Jeszcze w getcie Korczak pisał: „Warszawa jest moja i ja jestem jej. Powiem więcej: jestem nią”[32].


Bibliografia:


Wspomnienia o Januszu Korczaku, wstęp Igor Newerly, opracowanie Ludwika Barszczewska, Bolesław Milewicz, Warszawa 1989

Wojciech Bułat, „Głos” Jana Władysława Dawida 1900–1905, „Rocznik Historii Czasopiśmiennictwa Polskiego” 5/2, 1966, s. 66–83

Maria Falkowska, Rodowód Janusza Korczaka, „Biuletyn Żydowskiego Instytutu Historycznego”, nr 1/1997, s. 33–52

Janusz Korczak, Dzieci ulicy; Dziecko salonu, wstęp Aleksander Lewin, oprac. Hanna Kirchner, Warszawa 1992

Janusz Korczak, Pamiętnik i inne pisma z getta, posłowie Jacek Leociak, oprac. Marta Ciesielska, Warszawa 2012

Igor Newerly, Żywe wiązanie, Warszawa 1967, s. 52

Joanna Olczak-Ronikier, Korczak. Próba biografii, Warszawa 2011.


Przypisy:


[1] Janusz Korczak, Dzieci ulicy; Dziecko salonu, wstęp Aleksander Lewin, opracowania Hanna Kirchner, Warszawa 1992, s. 253.

[2] Ludwik Stanisław Liciński, Halucynacje,Kraków 1911, s. 50.

[3] Janusz Korczak, Dziecko salonu, dz. cyt., s. 235–236.

[4] Tamże, s. 426.

[5] Tamże, s. 281.

[6] Tamże, s. 337.

[7] Joanna Olczak-Ronikier, Korczak. Próba biografii, Warszawa 2011, s. 94–95.

[8] Ludwik Stanisław Liciński, dz. cyt., s. 50.

[9] Joanna Olczak-Ronikier, dz. cyt., s. 93.

[10] Tamże, s. 96.

[11] Wojciech Bułat, „Głos” Jana Władysława Dawida 1900–1905, Rocznik Historii Czasopiśmiennictwa Polskiego 5/2, 1966, s. 71.

[12] Pierwszy odcinek powieści wydrukowano w nr 3 z 16 stycznia 1904 r., ostatni w nr 33 z 19 sierpnia 1905 roku.

[13] Igor Newerly, Żywe wiązanie, Warszawa 1967, s. 52.

[14] Janusz Korczak, Dziecko salonu, dz. cyt., s. 389.

[15] Za: Wspomnienia o Januszu Korczaku, wstęp Igor Newerly, opracowanie Ludwika Barszczewska, Bolesław Milewicz, Warszawa 1989, s. 192.

[16] Joanna Olczak-Ronikier, dz. cyt., s. 74.

[17] Janusz Korczak, Dziecko salonu, dz. cyt., s. 258.

[18] Maria Falkowska, Rodowód Janusza Korczaka, „Biuletyn Żydowskiego Instytutu Historycznego”, nr 1/1997, s. 33.

[19] UNESCO dla uproszczenia przyjęło, że Korczak urodził się w roku 1878 – dzięki temu można obchodzić rocznicę jego urodzin. Joanna Olczak-Ronikier, dz. cyt., s. 48.

[20] Janusz Korczak, Dziecko salonu, dz. cyt., s. 256.

[21] Maria Falkowska, dz. cyt., s. 39.

[22] Kiła jest chorobą bakteryjną, którą dziecko może zarazić się od matki (kiła wrodzona). Nieleczona, poważnie uszkadza ciało dorastającej osoby. Do momentu wynalezienia penicyliny syfilis był nieuleczalny.

[23] Janusz Korczak, Pamiętnik…, dz. cyt., s. 107.

[24] Joanna Olczak-Ronikier, dz. cyt., s. 73.

[25] Janusz Korczak, Pamiętnik…, dz. cyt., s. 43 (przypis 50).

[26] Maria Falkowska, dz. cyt., s. 39.

[27] Janusz Korczak, Pamiętnik…, dz. cyt., s. 107.

[28] Tamże, s. 113.

[29] Tamże, s. 74.

[30] „Otóż wiem, zdarzyło mu się to wtedy. Ale jeśli sam więcej o tym nie mówi, to kropka. Wolno budować już tylko tę czy inną fikcję literacką z wątków «Dziecka salonu», gdzie pobrzmiewają one jakąś nutą autobiograficzną”. Igor Newerly, dz. cyt., s. 89. Zob.: J. Olczak-Ronikier, dz. cyt., s. 100.

[31] „Wódkę piłem, owszem, nieraz na kartę stawiałem życie, nie zmięty papierek. Tylko na dziewczęta nie miałem czasu, bo gdyby nie to, że juchy zachłanne i na noce łase, no i rodzą dzieci. Paskudny obyczaj. Raz mi się zdarzyło. Pozostał niesmak na całe życie. Dość mi tego było. I gróźb, i łez”. Janusz Korczak, Pamiętnik…, dz. cyt., s. 11.

[32] Tamże, s. 38.







Serwis wykorzystuje pliki cookie do celów statystycznych. Jeśli się na to nie zgadzasz, wyłącz obsługę plików cookie w swojej przeglądarce internetowej. Rozumiem