Opowiadanie tej historii jest moim obowiązkiem

Jowita Budnik, odtwórczyni roli Racheli Auerbach w filmie Roberty Grossman „Kto napisze naszą historię”, opowiada o Archiwum Ringelbluma, pracy przy filmie oraz Programie Oneg Szabat.

Wide rachela dzieci
JOWITA BUDNIK  /  Zdjęcie z planu filmu: Anna Włoch Materiały Match&Spark, producenta filmu „Kto napisze naszą historię?”

Pierwsze moje spotkanie z Rachelą Auerbach miało miejsce dopiero przed rozpoczęciem zdjęć do filmu „Kto napisze naszą historię?” w reż. Roberty Grossman. Nigdy wcześniej nie słyszałam o tej postaci, mimo że jestem rodowitą Warszawianką. Nie wiedziałam nic również o Archiwum Ringelbluma czy grupie Oneg Szabat.

Na castingu miałam przeczytać fragment tekstu Racheli. Pamiętam, że zrobił na mnie piorunujące wrażenie. Nie mogłam przestać o nim myśleć. Bardzo mnie dotknął osobiście, może nawet bardziej przez formę niż tematykę. Z jednej strony jest w nim surowość powodująca, że momentami pisanie Racheli wydaje się być całkowicie wyprane z emocji, z drugiej strony porusza w czytelniku czy słuchaczu najczulsze struny.

Jako że przed każdym castingiem przygotowuję się tak starannie, jak to jest możliwe, przeczytałam o Racheli wszystko, co było dostępne online. Udało mi się odnaleźć m.in. fragmenty jej tekstów, które napisała po wizji lokalnej w byłym obozie zagłady w Treblince. To wszystko złożyło się na pełen obraz jej postaci, który spowodował, że zaczęłam marzyć o tym, aby ją zagrać. Nie chodziło już tylko i wyłącznie o przygodę aktorską. Czułam, że to jest materiał na naprawdę ważne, dojmujące kino. I kiedy okazało się, że szczęśliwie wygrałam casting i będę grała Rachelę, miałam już więcej czasu, aby dowiedzieć się więcej o Emanuelu Ringelblumie, grupie Oneg Szabat i przygotowaniu Archiwum. O tym, jak wiele ci ludzie ryzykowali i ile poświęcili, aby to świadectwo zgromadzić.

Przed rozpoczęciem zdjęć czytałam „Pisma z getta warszawskiego”, które zostały wydane w opracowaniu dr Karoliny Szymaniak. Pani Karolina prócz prac redaktorskich nakreśliła również bogate tło całej tej historii. Dzięki temu postać Racheli Auerbach nabrała realnego kształtu. Stała mi się bardzo bliska, zarówno pod względem artystycznym – na długo związałam z nią swoje losy zawodowe – jak i czysto ludzkim. Bardzo się z nią zżyłam emocjonalnie, miałam wrażenie, że poznałam ją jako kobietę i jako twórczynię i że jest między nami jakieś pokrewieństwo.

Największą siłą Racheli, prócz tego, że opowiada o Zagładzie, jest sposób, w jaki pisze. Na mnie to niezwykle mocno oddziałuje, to jest przeszywające. Warstwa literacka bardzo silnie podkreśla to, o czym pisze autorka.

Podczas prób przed zdjęciami próbowaliśmy znaleźć motywację, dlaczego – u progu wojny – Rachela Auerbach nie wyjechała z Warszawy? Planowała przecież udać się do Galicji, choć oczywiście nikt nie wie, jak wtedy potoczyłyby się jej losy… Była kobietą w średnim wieku, samotną, po nieszczęśliwej, bardzo traumatycznej miłości.

Porzucona jako kobieta, opuszczona, bo prawie cała jej rodzina, z wyjątkiem bratowej i bratanka, zmarła przed wojną – właściwie trudno sobie wyobrazić kogoś w trudniejszej sytuacji życiowej. Rachela była bardzo samotną osobą już na starcie. Myślę, że przez swoje zaangażowanie w prace w kuchni ludowej oraz tworzenie Archiwum, przywracała wiarę i sens swojemu życiu. Oczywiście poniosła przez to olbrzymie konsekwencje emocjonalne, bardzo dużo ją to kosztowało.

W „Pismach z getta warszawskiego” jest fragment, w którym pisała, że dzień w dzień umiera mi na nowo mój rodzony ojciec. Że dzień w dzień zabijają mi gdzieś rodzoną moją siostrę. Że mi dręczą, martwią, hańbią, zagładzają na śmierć matkę, brata, męża, dziecko małe, jedynego syna, sąsiadkę, przyjaciela, przyjaciółkę ukochaną. Ludzi, o których pisała, nie traktowała jako zupełnie obcych, ich los nie był jej obojętny. Faktem jest jednak, że ona sama żadnych krewnych nie miała.

(…)

Może to zabrzmi patetycznie, ale wzięłam sobie za punkt honoru głoszenie tej historii i opowiadanie o niej. Spodziewam się, że już niedługo, zwłaszcza ze względu na film, będzie dużo lepiej znana na całym świecie niż w Polsce. Jest paradoksem, że o Archiwum, które jest światowym dziedzictwem pamięci i które mamy na wyciągnięcie ręki, wie tak niewiele osób. Tym bardziej polecam wystawę stałą w Żydowskim Instytucie Historycznym „Czego nie mogliśmy wykrzyczeć światu” poświęconą Archiwum Ringelbluma i grupie Oneg Szabat. To był kolejny etap mojego zdobywania wiedzy na temat. Wystawa zrobiła na mnie wielkie wrażenie i uważam, że każdy powinien ją zobaczyć.

Opowiadanie tej historii jest teraz moim obowiązkiem. Ja już ją poznałam, teraz pora na innych. To moja misja i – podkreślam to za każdym razem – skoro ludzie uwięzieni w warszawskim getcie, bardzo często mający świadomość, że czeka ich już tylko śmierć, nie mogli tego wykrzyczeć światu, naszym zadaniem jest żebyśmy teraz o tym głośno mówili. Tym bardziej, że potencjał poznawczy tej historii jest ogromny. Praca, która została wykonana po wydobyciu Archiwum – to jest po prostu coś niebywałego. Te wszystkie tomy pełnej edycji Archiwum robią piorunujące wrażenie!

Uważam, że każdy powinien się dowiedzieć, że jest coś takiego i poczuć się w obowiązku zobaczenia i poczytania…

Rozmawiała: Anna Majchrowska

Żydowski Instytut Historyczny im. Emanuela Ringelbluma, Stowarzyszenie Żydowski Instytut Historyczny w Polsce oraz Program Oneg Szabat są partnerami zarówno filmu „Kto napisze naszą historię?”, jak i specjalnego pokazu w dniu 27 stycznia 2019 r.






Serwis wykorzystuje pliki cookie do celów statystycznych. Jeśli się na to nie zgadzasz, wyłącz obsługę plików cookie w swojej przeglądarce internetowej. Rozumiem