75. rocznica masakry Żydów w Białymstoku

„Niemcy wkraczają 27 czerwca i „debiutują”, paląc żywcem w wielkiej synagodze 800–1000 Żydów mężczyzn i chłopców...”

Wide synagoga bia ystok
Wielka synagoga w Białymstoku

Dziś mija 75. rocznica masakry Żydów w Białymstoku dokonanej przez Niemców. Ze względu na rozmiar tragedii, która dotknęła żydowskich mieszkańców tego miasta wydarzenia te nazwano „czarnym piątkiem”. 

W książce „Walka i zagłada białostockiego getta”, która po raz pierwszy ukazała się w 1946 roku Szymon Datner tak relacjonuje przebieg tego tragicznego dnia: 

„Wydarzenia, jakie następowały po sobie w Białymstoku po wybuchu wojny niemiecko-sowieckiej, podziałały na Żydów białostockich jak uderzenie maczugą po głowie. Niemcy wkraczają 27 czerwca (w piątek) do miasta i „debiutują”, paląc żywcem w wielkiej synagodze 800–1000 Żydów mężczyzn i chłopców, paląc Szulhojf (dzielnica wokół wielkiej synagogi) i rozstrzeliwując w masowych egzekucjach ulicznych drugi tysiąc.

W ów fatalny ranek piątkowy skoncentrowała się na Siennym Rynku (u wylotu ulicy Mazowieckiej) większa jednostka zmotoryzowana, a Niemcy zakasawszy rękawy, zaczęli pić na umór, aby w kilka chwil potem obsadzić Szulhojf.

Rzeź rozpoczęła się o godzinie 8 rano. Niemcy, podzieleni na małe oddziałki, uzbrojeni w pistolety automatyczne i granaty ręczne, rozpoczęli polowanie na Żydów w ciasnych i krętych uliczkach wokół wielkiej synagogi. Na ulicy rozgrywały się dantejskie sceny, z domów wyprowadzano Żydów, ustawiano pod murem i rozstrzeliwano. Zewsząd prowadzono grupki nieszczęśliwców w kierunku wielkiej synagogi, która płonęła wielkim ogniem i z której dobywały się przeraźliwe krzyki. Niemcy zmuszali swe ofiary, by kolejno wpychali jeden drugiego do płonącej świątyni; opornych rozstrzeliwali, a trupy wrzucali do wnętrza. Wkrótce płonęła cała dzielnica wokół synagogi. Żołnierze wrzucali granaty ręczne do domów, które będąc przeważnie drewniane, zapalały się z łatwością. Morze płomieni, które ogarnęło cały Szulhojf, rozlało się po ulicy Legionowej, Suraskiej i Rynku Kościuszki. Do późnego popołudnia wleczono Żydów do płonącej synagogi, strzelano na ulicach i w domach. Huk wybuchających granatów mieszał się z wystrzałami pistoletów, wyciem pijanej tłuszczy niemieckiej i rozpaczliwymi krzykami mordowanych ofiar. Wobec kobiet byli Niemcy „rycerscy”, tzn. z reguły nie zabijali ich, a tylko biciem i krzykiem zmuszali do szybkiego opuszczenia płonącej dzielnicy, zabijając przedtem w ich oczach mężów, braci, synów i ojców. W jednym wypadku posunęli swą kurtuazję bardzo daleko: Ida Lewitańska (z domu Krywiatycka), która będąc w ósmym miesiącu ciąży, uciekła z piekła Szulhojfu wraz z kilkoma kobietami i mężczyznami, natknęła się na Niemców, którzy pod murem domu Miodówka na Legionowej 9, w ich oczach rozstrzelali 200 Żydów; starszy Niemiec, zauważywszy stan Idy, puścił ich wolno. Synagoga płonęła kilka dni. Godny zanotowania fakt wydarzył się tego „czarnego piątku” u Żydów białostockich. Korzystając z chwilowej nieuwagi Niemców, otworzył dozorca bożnicy, Polak nieznanego nazwiska, okienko w tylnej ścianie synagogi, przez które wymknęło się kilkunastu Żydów. Wśród uratowanych znalazł się Pejsach Frajnd szwagier w/w Lewitańskiej; Frajnd zginął kilka dni później, jako jeden z „czwartkowych” [”di donersztike” — tak określano ofiary, które zginęły 3 VII 1941 roku (około 300 osób). W płomieniach wielkiej synagogi zginęli między innymi znany powszechnie w Białymstoku dr Kacowski, aptekarz nazwiskiem Polak (kulawy), znany szachista Zabłudowski i popularny „badchen” Alter Sztajnberg.

Pokłosie „czarnego piątku: około dwu tysięcy zabitych, spalona dzielnica Szulhojf z ulicami: Chazanowicza, Szkolna, Ciemna, Głucha, Stolarska, Zamojska, Suraska, Sucha, Miodowa, Śledziowa, Brzozowa, Bóżnicza, Wersalska, Ordynacka; mocno ucierpiała ulica Legionowa, Rybny Rynek i Rynek Kościuszki”.

Ida Lewitańska przeżyła wojnę i po jej zakończeniu złożyła zeznanie przed Żydowską Komisją Historyczną w Białymstoku. Skan jej świadectwa publikujemy poniżej. Znana jest również tożsamość Polaka, który otworzył okienko w tylnej ścianie synagogi umożliwiając ucieczkę 19-tu Żydom. Był to Józef Bartoszko, przed wojną pracujący jako dozorca synagogi. Jemu również udało się przeżyć i, podobnie jak Ida Lewitańska, złożył on po wojnie zeznanie na temat przebiegu „czarnego piątku” w Białymstoku. Jego relację również publikujemy. Zarówno zeznanie Lewitańskiej jak i Bartoszki znajdują się w archiwum Żydowskiego Instytutu Historycznego.


Relacja Szymona Datnera pochodzi z książki jego autorstwa zatytułowanej Walka i zagłada białostockiego getta, Żydowski Instytut Historyczny, Warszawa 2014, s. 34-35.




Serwis wykorzystuje pliki cookie do celów statystycznych. Jeśli się na to nie zgadzasz, wyłącz obsługę plików cookie w swojej przeglądarce internetowej. Rozumiem