Wspomnienie o Ninel Kameraz-Kos

Przez wiele lat pracowała w Dziale Dokumentacji Zabytków Żydowskiego Instytutu Historycznego. 4 czerwca minęły dwa lata, odkąd Jej z nami nie ma.

Wide 0121 1978 07 07 img564
Ninel Kameraz-Kos

Ninel Kameraz-Kos przez wiele lat pracowała w Dziale Dokumentacji Zabytków Żydowskiego Instytutu Historycznego. 4 czerwca minęły dwa lata, odkąd Jej z nami nie ma. Z okazji przypadających dziś urodzin Ninel, chcieliśmy zebrać związane z Nią wspomnienia i przypomnieć jak nietuzinkową osobą była nasza Koleżanka.

Ninel, bardzo nam Ciebie brakuje. 

Ludziom, którzy ją znali, nie ma potrzeby tłumaczyć, dlaczego była niezwykłą osobą. Rzucała urok, wciągała w swoją orbitę, nadawała styl. Odznaczała się wielką elegancją ducha, choć z życiem musiała się naprawdę zmagać. 

Jej dzieciństwo (urodziła się w Moskwie w 1937) naznaczył głód, groza stalinowskiego terroru, brak ojca uwięzionego w łagrach. Po wojnie musiała odnaleźć się w nowej, polskiej rzeczywistości, w której żydowscy repatrianci z ZSRR nie byli najmilej witani. Ukończyła Politechnikę Wrocławską, ale wrażliwość i uzdolnienia skłaniały ją zdecydowanie w stronę sztuki. Malowała obrazy, tworzyła biżuterię, prowadziła jedyny w swoim rodzaju salon artystyczny na Pradze w ponurych czasach PRL. 

Bywała tu cała plejada ludzi teatru, literatury i filmu. W czasach opozycji Ninel włączyła się w działalność konspiracyjną, drukowanie nielegalnych wydawnictw. Przez wiele lat, do samego końca, pracowała w Żydowskim Instytucie Historycznym, gdzie odnalazła swoje kolejne, może najważniejsze, powołanie: pielęgnowanie pamięci o Żydach, ich historii i tradycjach. Pracowała w Dziale Dokumentacji i zgłębiała tajniki obrzędowości Żydów. Zwieńczeniem tych badań i jej wykładów było zarówno honorowe obywatelstwo miasta Tykocina, jak i książka Święta i obyczaje Żydów, która stała się wydawniczym bestsellerem i doczekała 8 wydań.

Olga Zienkiewicz


O Ninel Kameraz-Kos opowiada Jan Jagielski

W którym roku poznał Pan Ninel?

Poznałem ją, kiedy przyszedłem do pracy w ŻIH. Ona już pracowała tutaj z tym, że nie w moim dziale — Dziale Dokumentacji, ale w Bibliotece. Było to zatem bardzo dawno temu, prawdopodobnie w latach 80-tych. 

Jakie zrobiła na Panu pierwsze wrażenie?

Moje pierwsze wrażenie było takie, że wydała mi się bardzo sympatyczna, bardzo ładna i przede wszystkim zawsze uśmiechnięta — otwarta do ludzi. To tak fajnie wyglądało, kiedy czasem się zamyśliła, zadumała, wówczas wydawało się, jak gdyby była nie z tego świata.

Ninel przez wiele lat, po przejściu z biblioteki, pracowała z Panem w Dziale Dokumentacji, czy mógłby Pan powiedzieć, na czym polegała jej praca?

Kiedy Ninel do mnie trafiła, dyrekcja postanowiła, że Dział Dokumentacji zajmie się również filmami, zwłaszcza że ja miałem ich sporo w domu. W związku z czym Ninel otrzymała zadanie, aby opisywać te filmy — ustalić ich tematykę oraz to, w jaki sposób film jest związany z kulturą i historią żydowską. Początkowo było to bardzo miłe i spokojne zajęcie – Ninel oglądała stare filmy żydowskie, które były kręcone przed wojną, czy jakieś rzeczy związane z kulturą żydowską, obyczajami. W pewnym momencie były też filmy związane z okupacją, z wojną, z mordowaniem, niszczeniem. Wówczas Ninel bardzo to przeżywała, bo ona oglądała te filmy nie tylko po to, żeby zapisać ile mają minut, kto gra, kto reżyseruje, ale zaczęła to przeżywać. Przerażał ją ogrom ludzkiego cierpienia i w wielu wypadkach przerywała oglądanie. To jednak jest nasza praca i musimy pokazać i te miłe i te rzeczy straszne.

Czy Ninel wracała wspomnieniami do czasów dzieciństwa, czy wspominała swoją rodzinę, wojnę?

Ninel prawdopodobnie urodziła się na terenie obecnej Litwy, ale w czasie wojny znalazła się na terenie Związku Radzieckiego i dlatego ona i jej rodzina przeżyła. Raczej nie wracała do tych czasów. Problem był w tym, że tak jak wielu Żydów, jej ojciec wyznawał ideologię komunistyczną, w związku z czym miał dużo kłopotów, bo nawet w ZSRR, był prześladowany za to, że był Żydem. O takich rzeczach mało się mówi w domu. My teraz nie zdajemy sobie sprawy z tego, jak wówczas trudno było żyć. Ninel z rodzicami i z siostrą znalazła się w Warszawie i zamieszkali na Pradze w domu przy ul. Jagiellońskiej – to było już po wojnie. Ojciec Ninel, który zawsze wierzył w sprawiedliwość oraz w to, że socjalizm to sprawiedliwość, w pewnym momencie zobaczył, że nie jest to wszystko tak prawdziwe. Próbował wraz z rodziną odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Ninel opowiadała, że nie zawsze można było mówić o tym, co się dzieje w domu ani wspominać, co działo się na terenie ZSRR. Tata Ninel starał się wierzyć w socjalizm, był idealistą Ninel nazywała go pięknie „papą“.

Czy imię Ninel to prawdziwe imię?

Tak, otóż w ZSRR nie zawsze dawano imiona, które były popularne, próbowano szukać imion, które będą w jakiś sposób odpowiadały nowym ustrojowym pomysłom i tak np. moja koleżanka miała na imię Stalina, inna z kolei Lenina. A Ninel? Co to jest za imię Ninel? Przecież gdy czytamy to imię od tyłu to wychodzi Lenin! Jednak dla Ninel to było piękne imię i ze swoją równie piękną filozofią mawiała, że z hebrajskiego Nin El, oznacza anioł Boży, w ten właśnie sposób interpretowała swoje imię.

Wyobraźnia godna artysty, zresztą Ninel miała chyba artystyczną duszę?

Ninel poszła do szkoły żydowskiej, następnie na studia, ale nie na studia humanistyczne tylko techniczne (była absolwentką Wydziału Elektroniki Politechniki Wrocławskiej), które nie zawsze jej odpowiadały. Ninel trudno było odnaleźć się w nowej rzeczywistości, w związku z czym ona często uciekała np. w malarstwo. Zaczęła malować dziwne stwory, tworzyła własny świat, świat dziwnych rzeczy, dziwnych ptaków i nawet miała wystawę w Tykocinie. Tykocin to było miasteczko, które było bardzo żydowskie, była tam piękna synagoga. Ninel była zakochana w tym miasteczku, uznano ją za honorową obywatelkę miasta Tykocin.

Ninel nie tylko malowała, ale również pisała, myślę tu o jej książce „Święta i obyczaje żydowskie”

Ninel, nie była pisarką, ona zaczęła zgłębiać tradycje żydowską. Pochodziła z rodziny komunistycznej, była to rodzina, w której nie było Boga, a ona szukała jakiejś prawdy i przynajmniej chciała zachować tradycję. Najbliższa była jej jeśli nie religia, to tradycja żydowska, w związku z czym zaczęła zgłębiać historię judaizmu. Później poznała swojego męża, który interesował się również kabałą, tematami duchowymi, w związku z czym mieli pewną wspólną pasję i zainteresowania. Ninel czytała po rosyjsku, żydowskiego języka nigdy się nie nauczyła, chociaż trochę próbowała. Czytała encyklopedię judaistyczną i wchodziła głęboko w tę tematykę religijną.

Czy można zatem powiedzieć, że Ninel z czasem stała się osobą religijną?

Nie, ale była osobą duchową w jakiś sposób, rozumiała że synagoga i religia są częścią jej narodu i dziedzictwa, zatem nie można od tego odejść. Chciała poznawać swoją kulturę, dlatego dowiadywała się co trzeba robić, jak trzeba robić np. jak przygotować szabat – jak i kiedy zapalać świece. Ninel uważała szabat za dzień święty. Chodziła do synagogi w takie ważne dni jak Jom Kipur, czy nawet tutaj w ŻIH — w związku z tym, że byliśmy: ja, Ninel i Ula, czasem też Lenka — robiliśmy Chanukę, tutaj zapalaliśmy świece i tutaj z nami mogła być sobą. Tutaj mogła się zadumać.

Ninel była również matką...

Ninel miała dwóch synów, trochę różniących się charakterem. Wiem, że gdy musiała pędzić do pracy, pracy związanej z technicznymi rzeczami, to gdzieś musiała zostawić te swoje dzieci, więc zostawiała je w teatrze Baj, one tam kręciły się, słuchały co tam się dzieje przez te kilka godzin. Nie wiem, czy to moja wyobraźnia, ale zawsze mówię tak: że jeden, który usiadł tam gdzie była scena, został reżyserem teatralnym, a drugi, który siadał tam gdzie dawniej znajdował się Aron ha-kodesz, został rabinem. 

Jaką Ninel była przyjaciółką, koleżanką?

Pamiętam jak kiedyś podszedłem pod okno domu na Jagiellońskiej gdzie mieszkała, ona już wtedy była chora, zobaczyła mnie przez okno i oczywiście wciągnęła do domu, kazała synowi kupić flaszeczkę i wtedy siedzieliśmy wspólnie te kilka godzin i tak rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym. Ona umiała prowadzić rozmowy, po prostu rozmawiać z ludźmi. Do Ninel zwracały się różne osoby, nawet pop, który pisał pracę o obrzezaniu. On dwa razy pisał do Ninel, w związku z czym poinformowałem go, że Ninel zmarła na raka.

A na czym polegała wyjątkowość Ninel, co ją wyróżniało?

Ninel zawsze była ku ludziom, nawet ze swym byłym mężem, mimo że mieli różne charaktery, potrafili żyć w przyjaźni. Bogdan przychodził tutaj do ŻIH-u i chodzili razem na kawę, mieli tematy do rozmowy. Ninel była również z tych naiwnych, to jest straszne w tym świecie, ona w pewien sposób nie żyła na ziemi tylko zawsze trochę była ponad nią. U Ninel każdy człowiek mający jakieś poważne kłopoty w życiu znajdował zrozumienie, zarówno ludzie którzy byli chorzy, którzy byli homoseksualistami, ci wszyscy, którzy myśleli inaczej zawsze w niej znajdowali oparcie. To co jest tu niezmiernie ważne to to, że chciała słuchać ludzi, na co teraz ludzie ciągle nie mają czasu, wszędzie się śpieszą i uciekają, a ona chciała usiąść, powolutku, popić troszkę, posłuchać Okudżawy. Uważała, że życie musi mieć swój rytm, spokój. Ninel potrafiła porozumieć się z każdym, czy to z księdzem, popem czy też z kimś kto miał jakiś problem i potrzebował jakieś wiary, otuchy. Wszystko to ludzie odnajdywali właśnie w kontakcie, w rozmowie z Ninel.


Wspomnienie Pawła Fijałkowskiego

Ninel Kameraz-Kos poznałem tuż po rozpoczęciu pracy w ŻIH-u, a więc u schyłku 1988 r. Zapamiętałem ją z tamtego czasu jako osobę potrafiącą cieszyć się najmniejszą drobnostką, na przykład batonikiem podzielonym na cztery części, bo tyle akurat osób siedziało przy stole, a nie było nic innego do herbaty lub kawy.

Muszę przyznać, że były okresy gdyśmy się nie lubili, nie rozmawialiśmy ze sobą przez kilka miesięcy, a także takie, gdy spotykaliśmy się co dwa, trzy dni. Nasze spotkania i rozmowy stały się szczególnie częste w ostatnich latach jej życia. Zaczynaliśmy je od poważnych spraw, czyli picia przedpołudniowej kawy i dociekań judaistycznych, a jakiś czas później zmienialiśmy miejsce i nastrój. Szliśmy do baru kawowego „Przy Grubej Kaście” i tam przy wódeczce rozmawialiśmy o Margaret Rutherford w roli panny Marple w filmach według powieści Agathy Christie, o życiu w Związku Radzieckim, gdzie Ninel spędziła dzieciństwo, a w końcu o języku rosyjskim. Któregoś razu nasze rozważania na temat filmu i języka skoncentrowały się na problemie, czy słowo кот z filmu „Улыбка Бога” („Uśmiech Boga”) oznacza ogólnie jakiegoś kota czy konkretnie kocura, i odwrotnie, czy кошка z piosenki w filmie „Стиля́ги” („Bikiniarze”) to kotka czy ogólnie kot.

Od schyłku 2009 r. do początków 2011 r. pracowaliśmy razem nad zbiorowym dziełem Cykl życia. Święta i obrzędy Żydów polskich. Mieliśmy przy tym całkiem odmienne zapatrywania na judaizm. Ninel przedstawiała przede wszystkim poglądy ortodoksji, ja natomiast uparcie upominałem się o to wszystko, co do judaizmu wnieśli reformowani. Z tych dyskusji zrodził się następujący fragment publikacji, która niebawem ma ukazać się jako e-book:

Judaizm odznacza się dużą różnorodnością, zarówno w podejściu do praw religijnych, jak i w obyczajowości. Nie stawia sobie za cel nawracania, tylko dąży do tego, by wszyscy wyznawcy mogli realizować swoje indywidualne wybory. Człowieczeństwo według judaizmu polega na tym, że istota ludzka została obdarzona wolną wolą i może dokonywać wyborów zgodnie ze swoją naturą.

To zapewne jedne z ostatnich zapisanych słów Ninel, coś w rodzaju duchowego testamentu, który nam pozostawiła.


A tak Ninel wspomina Helena Datner

Pamięta Pani pierwsze spotkanie z Ninel?

Pierwsze spotkanie z Ninel, było to spotkanie właściwie z fotografią Mateusza – syna Ninel, w książce Małgorzaty Niezabitowskiej i Tomasza Tomaszewskiego „Remrans”, która została wydana w połowie lat 60-tych, potem po polsku w latach 90-tych. To był taki zbiór tekstów napisanych przez Małgorzatę Niezabitowska i fotografii zrobionych przez jej męża Tomaszewskiego o Żydach polskich na początku lat 80-tych. Obraz był smutny, tak to jakoś wyglądało, że to są ostatni Żydzi polscy, ale była tam też pewna jaskółka, pewna inność i nowość, to było zdjęcie 13-letniego Mateusza Kosa, który miał bar micwę. Zdjęciu towarzyszył tekst, że oto taki człowiek – syn Ninel Kameraz i Pana Bogdana Kosa i w ten sposób chyba usłyszałam o Ninel. Potem, dokładnie tego nie pamiętam, to musiało być pewnie w jej domu, w tym domu o którym wszyscy opowiadają, który był takim miejscem szczególnym, bardzo swoiście pięknym, swoiście bo nie było to piękno mieszczańskie, tylko to było piękno artystyczne i to było coś niesłychanie fajnego, więc chyba taki był początek.

Jaki Ninel miała stosunek do judaizmu, wiem że dorastała w komunistycznej rodzinie, a tu proszę jej syn miał bar micwę…

Ninel była wychowywana w rodzinie komunistycznej, jej ojciec Chaskiel Kameraz o bardzo mocnych komunistycznych przekonaniach był komunistycznym działaczem w żydowskiej społeczności. Ninel tradycji żydowskiej, tak jak ją rozumiemy jako tradycyjna religijności nie znała, bo to był dom kompletnie świecki, dla Ninel przez jakiś spory okres jej życia to nie było istotne. Potem przytrafiło jej się to, co przytrafiło się wielu z nas, w pewnym momencie to zaczęło być dla niej ważne, zaczęła być dla niej ważna żydowskość albo jak mówi Wojdowski — judaizm jako los. Myślę, że Ninel jest tu bardzo charakterystycznym przykładem dla pewnego momentu w powojennych dziejach żydowskich, czyli powiedzmy lat osiemdziesiątych. Niektórzy z nas wówczas będąc w podobnym wieku (zwykle urodzeni po wojnie, chociaż Ninel urodziła się tuż przed nią) zaczęli interesować się sprawami żydowskimi, ale niekoniecznie jako religią. Stosunek Ninel do judaizmu opierał się na bardzo emocjonalnym i głębokim zainteresowaniu judaizmem jako cywilizacją, nie jako religią ale jako światem.

Natomiast to co chcę powiedzieć o Ninel, na gruncie Instytutu, bo tu był mocniejszy początek naszej znajomości, że był to człowiek mądry. O wielu ludziach, którzy odeszli chcąc mówić o nich dobrze, mówimy że byli ludźmi mądrymi, ale Ninel naprawdę była człowiekiem mądrym i to była jej uderzająca cecha. To była taka mądrość człowieka, który wiele widzi, rozumie, który łatwo ludzi nie osądza, który bardzo ludzi lubi, który żyje przez ludzi i dla ludzi. Ninel poza kontekstem towarzyskim w pewnym sensie nie istniała, ona uwielbiała ludzi i bardzo lubiła się wśród nich obracać. Żyła dzięki ludziom i bez ludzi nie można jej sobie wyobrazić.

Ula Fuks o Ninel: 

"Ninel była bardzo gościnna i jej dom był otwarty w pełnym tego słowa znaczeniu. Nigdy nie zamykała drzwi na klucz. Po co? Przecież wokół są sami przyjaciele. Z otwartym sercem czekała na gości, a jedzenie dzieliła na możliwie najwięcej części, niezależnie od tego, ile osób się spodziewała. Bała się, że dla kogoś mogłoby zabraknąć. Wyznawała zasadę, zgodną z filozofią Alberta Schweitzera, że jeśli się coś dzieli, to, zawsze się mnoży.

Jej dom na Jagiellońskiej był pełen ludzi, choć nie zawsze domowników. Jeśli ktoś się zasiedział, mógł być spokojny, że znajdzie u niej dobre lokum na tę noc, a jeśli się okazywało, że nie ma za bardzo gdzie mieszkać, zostawał. Niczego nie żądała w zamian. A właściwie tak, pragnęła uwagi, nadziei na ciekawą rozmowę, pamięci. Ten, kto u niej mieszkał, był przyjacielem dla którego jej dom, czy lodówka stały zawsze otworem. Dzięki tej filozofii miała mnóstwo przyjaciół, bo wiadomo – to, co się dzieli, to się później ładnie mnoży”.

Zdjęcia pochodzą z archiwum Pana Piotra Wójcickiego. 

Serwis wykorzystuje pliki cookie do celów statystycznych. Jeśli się na to nie zgadzasz, wyłącz obsługę plików cookie w swojej przeglądarce internetowej. Rozumiem