„Oh whither?/ oh whither she runs?/ Through fields/ and through forests/ to Oświęcim place.”

Jerzy Ogórek from Będzin is an eleven-year-old author of the war version of Tuwim’s Locomotive.

Wide arg lokomotywa

[...]Numerous wagons she tugs down the track, Wood and steel monsters hitched up to her back. And filled with Häflings is every wagon; Germans are loading them as if they were horses. There must be at least forty cars in a row, sixty Häflings are filling each one of them. Each of the wagons has children a few, small, emaciated bring tears to the eye. [...]

Jerzy Ogórek from Będzin is an eleven-year-old author of the war version of Tuwim’s Locomotive. [1] It is not a pastiche, but something completely different — a new usage of text, for which the old text, the original becomes a sort of negative. The boy does what we now call culture rewriting. He places Tuwim’s text in occupation and holocaust reality. As a starting point, he uses a commonly known poem for children, as he remembers it, because this text belongs to his literary canon, to the canon of an eleven-year old. So now, through it, he is expressing the reality he had to deal with.

This poem, in a sense, has the same power as Non omnis moriar by Zuzanna Ginczanka referring to the content of The testament by Juliusz Słowacki and at the same time rejecting this world and the culture which My Testament affirms. It is a strange situation, when in order „to say” to your world, you can only use its own language and poetics, but it is also obvious, because you have no others to choose from. In the boy’s poem, entertaining and aesthetic functions of Tuwim’s text are turned around. The original poem, which is trance-like, ecstatic in its play in terms of the rhythm, picture and work, is not changed much, but is beyond recognition. Its sense is transformed in such a way that the text becomes the anti-thesis of the original. You cannot recognize it anymore, as you cannot recognize the world it belonged to. Can an eleven-year-old child be scornful? Bitter? Disappointed? As we can see, he can. Jerzy Ogórek is not using Tuwim’s poem „mechanically”; he makes a few adjustments which change everything. He says „And filled withHäflings is every wagon/Germans are loading them as if they were horses”. The Locomotive by Tuwim ends, but actually it does not end. It is one of peculiarities of this poem, an ecstatic „ride” forward, the energy of life which has space and adventure ahead of it and it enters it in a never-ending rhythm of clatter.

In Jerzy Ogórek’s poem, a punch line closes life, annuls reality:

„Oh whither?

 oh whither she runs? 

Through fields 

and through forests

to Oświęcim place”

[1] Tango łez śpiewajcie Muzy [Muses, sing tango of tears], JHI, Warsaw, 2012, introduction, selection, editing Bożena Keff, pp. 155–156

Another example of piece of poetry which is patterned upon Tuwim’s Locomotiveis a poem by a young poet from Łódź, Marek Fogelbaum. The poem, whose scanned version is posted below, was preserved in the Ringelblum Archive. 

Marek Fogelbaum

 

Lokomotywa

Stoi na rynku stary mężczyzna

Bije od niego wielka tężyzna

Każdy to przyzna.

Stoi, przeklina, prycha i sapie

Pot z rozgrzanego czoła mu kapie

Uff jak gorąco.

Och jak gorąco

Och jak męcząco

Obiecująco!

Godności dużo jemu nadali

I władzy wiek, by wszyscy się bali

Został cesarzem, władcą dwukroci

Już mu korona w marzeniach się złoci

Udziela ślubów, godzi, rozwodzi

Na razie wszystkich nas tutaj głodzi

I choćby przyszło tysiąc führerów

I każdy przywiódł tysiąc [...]

Nikt nie wymyśli gorszego [...]

Nagle buch

Poszedł w ruch

Zamiast powoli jak starcu wypada

O latach nie pomnąc w największy tłum wpada

Woli po mordach, kopie i bije,

Schylają się kornie karki i szyje

Każdy w obawie przed nim się zgina

I dziwnie faluje ta gęsta czupryna

A dokąd to, dokąd

Staruszka tak gna

I co to, kto to to tak ciągle go pcha

To pycha wylęgła, poczęta gdzie władza

To władza co w pychę się ciągle przeradza

Co rządzi dyktuje ze stolca starszeństwa

I hocki i klocki, błazeństwa, szaleństwa

I pcha go i pcha go, jak okręt wśród fal

Przed siebie wciąż naprzód w nieznaną dal

W tej pysze drzemiąca znać wielka jest siła

Co miłość niezdrową do rudej[1] zrodziła

Więc starzec młodnieje; gna go wciąż prędzej

Nie słyszy, jak dyszy, dygoce, jak pędzi

I tempa przyspiesza nie czując ryzyka

I zrzędzi i ględzi szalony władyka

 

Więc coraz prędzej...

Za mało mu dali...

Za mało mu dali...

Uff...

Uff...

[1] Przypuszczalnie aluzja do żony prezesa Judneratu, Reginy Wajnberger-Rumkowskiej. 

This website uses cookies to collect statistical data. If you do not accept it, please disable cookies in your web browser. I understand