„Osiem dni, które wydają się całą wiecznością!”. Początek Wielkiej Szpery w getcie łódzkim

„W sobotę, 5 września 1942 r., od godz. 17 aż do odwołania, obowiązuje w getcie powszechna godzina policyjna”. 78 lat temu rozpoczęła się deportacja co najmniej 15 tysięcy osób z getta łódzkiego.

Wide m ih a 888 12 1
Izrael Lejzerowicz (1902–1944), „Śpiące dziecko”, getto łódzkie, między 1940 a 1944 r.  /  zbiory ŻIH

Obwieszczenie Chaima Mordechaja Rumkowskiego nr 391, noszące powyższy nagłówek, zostało rozwieszone na murach getta łódzkiego w przeddzień rozpoczęcia tak zwanej Wielkiej Szpery[1]. Określenie Gehsperre­ ­– „zakaz wychodzenia”; allgemeine Gehsperre to „całkowity zakaz wychodzenia” – znane było mieszkańcom Łodzi już od 10 września 1939 r., kiedy nowe władze niemieckie zakazały obecności na ulicach od 8 wieczór do 6 rano – zakaz dotyczył zarówno ludności polskiej, jak i żydowskiej. Zakres obowiązywania godziny policyjnej zmieniał się kilkukrotnie, aż przestano jej przestrzegać tuż po Wielkiej Szperze, na jesieni 1942 r. [2]

„Kiedy jesienią 1942 r. Niemcy zażądali 24 tysięcy osób, Rumkowski zdecydował, że nie odda tak wielkiej liczby ludzi. Po dramatycznych negocjacjach z Niemcami udało mu się ją zmniejszyć do 20 tys., pod jednym wszakże warunkiem – wydania dzieci do 10. roku życia, starców oraz chorych” – pisze Monika Polit[3]. Wydanie dzieci było warunkiem postawionym przez Niemców[4], jednak w powszechnej świadomości wina za oddanie dzieci na śmierć była przypisywana Rumkowskiemu. Miało na to wpływ przemówienie z 4 września, w którym widać charakterystyczny, „protekcjonalny” styl Rumkowskiego, pozującego zazwyczaj na „ojca” mieszkańców getta[5]:

„Ponury podmuch uderzył getto. Żądają od nas abyśmy zrezygnowali z tego co mamy najlepszego – naszych dzieci i starszych. Nie mogłem mieć własnych dzieci, więc oddałem swoje najlepsze lata dzieciom. Żyłem i oddychałem z dziećmi, nigdy nie wyobrażałem sobie, że będę musiał uczynić tę ofiarę na ołtarzu własnymi dłońmi. W moim wieku, muszę rozłożyć ręce i błagać: Bracia i siostry! Oddajcie mi je! Ojcowie i matki – dajcie mi swoje dzieci! Wczoraj po południu dali mi rozkaz wysłania więcej niż 20 000 Żydów poza getto a jeśli nie «My to zrobimy»”[6].

„Udało mi się uratować te [dzieci – P.B.], które mają lat dziesięć lub więcej. Niech to będzie pociechą w waszym nieszczęściu. Żądanie było na 24 000 ofiar, ale udało mi się stargować tę liczbę do 20 000, może i mniej, ale pod warunkiem, że pójdą wszystkie dzieci do lat dziesięciu. Ponieważ starców i dzieci jest tylko 13 000, musimy dopełnić kwoty, wydając ludzi chorych. Co wolicie: żeby przeżyło 80–90 tys. Żydów, czy żeby wszyscy zostali unicestwieni?”[7].

"W czasie jego wystąpienia ludzie płakali i krzyczeli” [8] — mówi badaczka, dr Monika Polit. „Tłum nie był gotowy na przeprowadzenie takiej kalkulacji. Nie chciał i nie rozumiał arytmetyki ocalenia. Najpierw odrętwiały, a potem oszalały rzucił się do domów, by poukrywać najbliższych, wyznaczonych do deportacji”[9].

„Jeden tydzień, osiem dni, które wydają się całą wiecznością!

„Aresztowania osób do wysiedlenia następowało na podstawie wykazów Komisji Wysiedleńczej (…). Zaledwie jednak rozpoczęła się ta akcja, a już w poniedziałek 7 bm. słyszało się o przejęciu akcji przez władze niemieckie, które nie opierały się na żadnych wykazach, lecz kierowały się wyłącznie wrażeniami optycznymi.

Zasadniczo wyglądało tak, że blok za blokiem zostawał otoczony przez policję żydowską i po kolei do każdego domu wkraczał jeden przedstawiciel władzy (gestapo) w otoczeniu całej chmary policji i straży ogniowej żydowskiej. Wystrzałem dawano sygnał do zbiórki, po czym wszyscy mieszkańcy danego domu zwoływani zostawali na podwórze, ustawieni w dwuszeregu podlegali przeglądowi przedstawiciela władzy. W międzyczasie policja żydowska rewidowała mieszkania i sprowadzała ewentualnie ukrywających się lub też chorych. Akcja taka w mniejszych domach trwała nieraz tylko kilka minut. Po jednej stronie ustawiani byli deportanci, po drugiej zaś ci, którzy mieli zostać. Wybrani do deportacji odsyłani byli na wozach do punktów zbornych. (…) Ponieważ akcja odbywała się w tempie niezwykle szybkim i wozy stale odchodziły i przybywały do szpitala, wydelegowani do spisywania deportantów urzędnicy nie mogli nadążyć spisać przywiezionych i tylko część ujęta została spisem, inni zaś wywiezieni zostali z getta autami, a personalia ich nie zostały i może nigdy nie zostaną już ustalone”[10]. (…)

„Przy ładowaniu na wozy zdarzało się, że ludzie, albo przez niezrozumienie, albo też umyślnie próbowali przedostać się go grupy pozostawionej. W tym wypadku rozprawa była bardzo krótka – osoba taka zostawała zastrzelona bez uprzedzenia”[11].

„Nie wyklucza to jednak faktów ucieczki z wozów lub w drodze, nie przekreśla to również ratowania się ze szpitala na drodze legalnej, czy też nielegalnej. Na drodze legalnej ratowali się przeważnie ludzie zatrudnieni w resortach. Odwołanie takie kierowane było przez przedstawiciela resortu do p. Arona Jakubowicza, który podczas tej akcji odegrał bardzo czynną rolę przy zwolnieniu tzw. «resortowców»”[12].

Policjantom i strażakom żydowskim obiecano, że ich najbliższa rodzina będzie chroniona przed deportacją[13]. Zwykli mieszkańcy getta wiedzieli o gwarancjach dla przedstawicieli władz, co napawało ich przerażeniem i wściekłością – świadczy o tym Dziennik Dawida Sierakowiaka. 5 września 1942 r. zabrano do wywózki jego matkę.

„Dziadyga lekarz, który ją badał, szukał i szukał i dziwił się bardzo, że nie może w niej żadnej choroby znaleźć, kręcił tylko głową i powiedział do swego towarzysza po czesku: «Bardzo slaba, bardzo slaba». I mimo sprzeciwu i interwencji obecnych przy badaniu policji i pielęgniarek, dopisał te dwa nieszczęsne słowa na kartce naszej rodziny. (…)

Mama, ta drobna, wychudzona mama, która tyle już nieszczęść przeszła w swoim życiu, której całe życie było jednym pasmem poświęceń dla innych, krewnych i obcych, która gdyby nie okradanie jej i tu w getcie przez ojca i Nadzię z żywności, byłaby może niewzięta z powodu wyczerpania, ta mama, która tak bała się zawsze wszystkiego, ale niezmiennie ciągle wierzyła w Boga – okazała teraz, mimo skrajnego zdenerwowania, pełną przytomność umysłu i fatalizmem oraz z rozdzierającą serce, doprowadzającą mnie do szaleństwa logicznością mówiła o swym losie, mówiła do nas, przyznała mi niby słuszność, gdy powiedziałem jej, że pożyczyła i oddała swe życie, pożyczając i oddając produkty, ale mówiła to z takim gorzkim uśmiechem, że widziałem, że nie żałuje swojego postępowania wcale a wcale i mimo że tak ogromnie kocha swe życie, istnieją dla niej wartości od życia większe, jak Bóg, rodzina itd.

Ucałowała każdego z nas na pożegnanie, wzięła torbę z jej chlebem i kilkoma kartoflami, którą zmusiłem ją do zabrania, i poszła szybko na swój tak okropny los. Nie zdobyłem się na tyle siły woli, żeby spojrzeć za nią przez okno, ani na to, żeby zapłakać. Jak skamieniały chodziłem, siedziałem i mówiłem, tylko co chwila rzadkie spazmy nerwowe chwytały mnie za serce, ręce, usta i przełyk, że myślałem, że serce mi pęka. Nie pękło jednak i pozwoliło mi jeść, myśleć, mówić i położyć się spać”[14].

Matka Dawida, tak jak pozostałe ofiary deportacji, została wywieziona do obozu zagłady w Kulmhof am Nehr (Chełmnie nad Nerem) i zamordowana w mobilnej komorze gazowej, a jej ciało spalono w krematorium.

Możliwe, że ofiarami Wielkiej Szpery padło około 20 000 osób, jednak Rumkowski nakazał sfałszowanie statystyki mieszkańców getta we wrześniu 1942 r., aby otrzymać wyższy przydział żywności, niż gdyby podał prawdziwą liczbę mieszkańców[15].

Szok spowodowany terrorem, połączony z koniecznością dalszej walki o przeżycie, spowodował u tych, którzy pozostali w getcie, dziwne zobojętnienie. Komentowali autorzy kroniki getta (przedwojenni dziennikarze żydowscy, pracujący w archiwum żydowskiej administracji dzielnicy zamkniętej):

„Zdawało się, że wypadki ostatnich dni na dłuższy czas pokryją całą ludność getta żałobą, a tymczasem bezpośrednio po wypadkach, a nawet jeszcze podczas akcji wysiedleńczej, ludność opanowana była troskami codziennymi przy odbiorze racji chleba etc. i przechodziła nad osobistym nieszczęściem do porządku dziennego. Czy takie przytępienie nerwowe, obojętność, czy też objaw chorobowy? Po utracie najbliższych ludzi – mówi się tylko o racji, o kartoflach, o zupach itd? Trudno sobie to wszystko wytłumaczyć! Czy taki brak serdeczności dla najbliższych osób? Gdzieniegdzie oczywiście niejedna matka w kąciku płacze nad losem wywiezionego dziecka czy też dzieci, ale na ogół obraz getta nie odzwierciedla tego strasznego przejścia ostatniego tygodnia”[16].

„Chwilami dostaję takich dreszczów i skurczów serca, że wydaje mi się, jakbym dostawał obłędu czy delirium” – pisał Sierakowiak. – „Mimo to nie mogę odwrócić uwagi wewnętrznej od mamy i nagle, jakby rozdwojony, znajduję się w jej mózgu i ciele. A godzina ich wysiedlenia zbliża się, ratunku znikąd. Wprawdzie wieczorem grzmiało trochę i błyskało, a nawet spadł deszcz – nie sprowadziło to jednak dla naszych mąk żadnej ulgi. Nie zmyje bowiem największa ulewa rozdartego zupełnie serca i nic nie zasklepi tej odwiecznej pustki w duszy, mózgu, umyśle i sercu, jaka powstaje po utracie najukochańszego człowieka, który kocha swe życie tak jak i ja”[17].


Przeczytaj też: Wspomnienie Izraela Lejzerowicza


Przypisy:

[1] Rok za drutem kolczastym (Na marginesie obwieszczeń Pana Prezesa Ch. Rumkowskiego), opracowali Adam Sitarek, Ewa Wiatr, Wydawnictwo ŻIH, Warszawa 2019, s. 518–519.

[2] Na mocy zarządzeń niemieckich władz Łodzi zakaz poruszania się po ulicach, czyli godzina policyjna, między godzinami 8 wieczór a 6 rano, obowiązywał ludność polską i żydowską już od 10 września 1939 r. Od 15 listopada godzinę policyjną zaostrzono dla osób pochodzenia żydowskiego: nie mogły one znajdować się na ulicach od godz. 17 do 7 rano. Od zamknięcia getta w maju 1940 r. przesunięto początek godziny policyjnej na 19, potem znów na 20, potem na godziny 21–6. Aby móc swobodnie poruszać się po mieście, należało kupić przepustkę o wysokiej wtedy cenie 10 złotych. Sperrstunde przestała być przestrzegana na jesieni 1942 roku, kiedy rozwinięto działalność resortów pracy getta. Encyklopedia getta łódzkiego. Niedokończony projekt archiwistów z getta łódzkiego, opracowali Krystyna Radziszewska i in., Wydawnictwo Uniwersytetu Łódzkiego, Łódź 2014, s. 198; autor hasła: Józef Uryson.

[3] Monika Polit, Mordechaj Chaim Rumkowski. Prawda i zmyślenie, Stowarzyszenie Centrum Badań nad Zagładą Żydów, Warszawa 2012, s. 92.

[4] Za: tamże, s. 93.

[5] Na temat stylu Rumkowskiego wypowiadają się historycy, Ewa Wiatr i Adam Sitarek, w rozmowie „Pokazać życie, które było walką”. Wywiad z autorami książki „Rok za drutem kolczastym” (dostęp 4.09.2020).

[6] Andrea Löw, Getto łódzkie/Litzmannstadt Getto. Warunki życia i sposoby przetrwania, Łódź 2012.

[7] Tamże.

[8] M. Polit, Rumkowski był ofiarą Niemców, a nie ich współpracownikiem, rozmowę przeprowadził Waldemar Kowalski, https://www.holocaustresearch.pl/index.php?show=506&strona=509, dostęp 4.09.2020.

[9] M. Polit, Mordechaj Chaim Rumkowski, dz. cyt., s. 93.

[10] Kronika getta łódzkiego/Litzmannstadt Getto 1941–1944, t. 2, 1942, oprac. Julian Baranowski i in., Archiwum Państwowe w Łodzi/Wydawnictwo Uniwersytetu Łódzkiego, Łódź 2009, s. 488.

[11] Tamże, s. 484.

[12] Tamże, s. 489.

[13] Tamże.

[14] Dawid Sierakowiak, Dziennik, oprac. Ewa Wiatr, Adam Sitarek, Wydawnictwo ŻIH, Warszawa 2016, s. 320–321. Dodany podział tekstu w ostatnim akapicie.

[15] Rok za drutem kolczastym, dz. cyt., s. 519, przypis 1.

[16] Kronika getta łódzkiego, dz. cyt., s. 487.

[17] D. Sierakowiak, dz. cyt., s. 325.






Serwis wykorzystuje pliki cookie do celów statystycznych. Jeśli się na to nie zgadzasz, wyłącz obsługę plików cookie w swojej przeglądarce internetowej. Rozumiem