Poniedziałek, 3 sierpnia, 4 po południu

3 sierpnia 1942 r. dwóch uczniów szkoły im. Bera Borochowa przy Nowolipkach 68 – Dawid Graber i Nachum Grzywacz, wraz ze swym nauczycielem Izraelem Lichtensztajnem, ukryli ostatnią partię pierwszej części Archiwum Ringelbluma. Dziesięć skrzynek z dokumentami zakopali w piwnicy szkoły, dokładając uprzednio swoje relacje i testamenty.

Wide grzywacz
Nachum Grzywacz, Dziennik (20.07–3.08.1942 r.), życiorys i testament  /  źródło: Archiwum Ringelbluma

NACHUM GRZYWACZ

W sierpniu 1942 r. miał 17 lat. Urodził się w Warszawie. Odebrał tradycyjne religijne wychowanie i zaczął naukę w szkole przy Nowolipkach 68. Jej patronem był Ber Borochow, ideolog partii Poalej Syjon, z którą związana była część pracowników Archiwum. Zanim Grzywacz przerwał naukę – pochodził z biednej rodziny i musiał iść do pracy – poznał Izraela Lichtensztajna, dyrektora szkoły. Znajomość ta ukształtowała jego poglądy, a adres Nowolipki 68 pozostał na stałe związany z jego życiem.

Po wybuchu wojny Grzywacz pracował w kuchni dla dzieci, otwartej w budynku jego dawnej szkoły. Placówka była oficjalnie zamknięta, ale działała jako tajna szkoła prowadzona przez przedwojennego dyrektora, Izraela Lichtensztajna, teraz związanego z Oneg Szabat. To on wciągnął Nachuma i jego przyjaciela Dawida Grabera w działalność na rzecz Archiwum. Ze względów konspiracyjnych chłopcy z zespołu Oneg Szabat znali tylko Lichtensztajna i Hersza Wassera, sekretarza Archiwum. Pomagali w pracach archiwalnych, porządkowali i pakowali dokumenty.

Do ostatniej z dziesięciu skrzynek Nachum Grzywacz dołożył swój testament i dziennik. Zginął zaraz potem, w czasie akcji likwidacyjnej latem 1942 r.

Fragment testamentu Nachuma Grzywacza

30 lipca 1942

Kiedy piszę ten list, siedzę w pracy, jest 30 lipca 1942 [r.], 6 wieczorem. Jestem całkowicie ubrany, mam ze sobą trochę jedzenia. Widzę, że biegną, schodzę szybko na ulicę i dowiaduję się, iż Smocza od Dzielnej do Gęsiej jest zablokowana przez żandarmerię. Moi rodzice mieszkają przy Pawiej 41. Pytam szybko, co się dzieje, i dowiaduję się, że [ulica] jest zablokowana. Nie znam losu moich rodziców. Czekam, aż będę mógł pobiec i zobaczyć, co z nimi. Oto słyszę krzyki. Idą. Jestem już na podwórzu. Był tylko strach.

Jestem już w lokalu i teraz idę do moich rodziców, zobaczyć, co się dzieje. Nie znam mego losu. Nie wiem, czy będę mógł wam opowiedzieć, co się stało dalej. Pamiętajcie: nazywam się Nachum Grzywacz.

3 sierpnia 1942

Sporządzam mój testament w czasie, który tu opisałem. Siedzę i czekam. Straciliśmy kontakt ze wszystkimi naszymi kolegami. Każdy działa na własną rękę, bo w żydowskim getcie panuje chaos. Drzewo zostało zrąbane i lata prawdziwej pracy obcięte. Ja, tow. Lichtensztajn i Graber postanowiliśmy opisać to, co się teraz dzieje. Wczoraj siedzieliśmy do późnej nocy, bo nie wiedzieliśmy, czy dożyjemy do dzisiaj, do 3 sierpnia 1942 [r.] 10 minut po wpół do drugiej kończę moje pisanie. Chcielibyśmy zostać wśród żywych nie z powodów osobistych, ale dla zaalarmowania świata.


DAWID GRABER

Dawid Graber urodził się w 1923 r. Uczył się w chederze, religijnej szkole dla dzieci, a potem w syjonistycznej szkole im. Borochowa. Graber angażował się w działalność młodzieżowych organizacji syjonistycznych.

Podczas wojny znalazł zatrudnienie w kuchni ludowej prowadzonej w szkole, gdzie kiedyś się uczył. Wkrótce jej dyrektor, Izrael Lichtensztajn, współpracownik Oneg Szabat, wciągnął go do pracy grupy. Praca na rzecz Archiwum stała się dla Grabera sensem jego życia. Pisząc swój testament, Dawid Graber miał 19 lat. Zginął prawdopodobnie podczas pierwszej akcji likwidacyjnej, latem 1942 r.

Dawid Graber, Mój testament

3 VIII 1942 [r.]

Piszę mój testament w czasie przesiedlania warszawskich Żydów. Trwa ono, bez przerwy, od 20 lipca. Teraz, kiedy to piszę, nie można wystawić nosa na ulicę. Również w mieszkaniach nie można czuć się pewnie. To już 14 dzień tego strasznego procederu. Prawie straciliśmy kontakt z innymi towarzyszami. Każdy działa na własną rękę. Każdy ratuje się, jak może. Zostaliśmy we trójkę: tow. Lichtensztajn, Grzywacz i ja. Postanowiliśmy napisać testamenty, zebrać trochę materiału z akcji wysiedleńczej i to zakopać. Musimy się spieszyć, bo nie jesteśmy pewni godziny… Wczoraj pracowaliśmy przy tym do późnej nocy. (…)

Na razie jestem rozłączony z moją rodziną. Nie chcę podziękowań. Wystarczy mi, jeśli przyszłe pokolenia będą pamiętać o naszych czasach, jeśli w wolnym, socjalistycznym świecie będą wspominane nasze cierpienia i ból i to, że w czasie upadku znaleźli się ludzie, którzy mieli odwagę wykonywać taką robotę. Nie dla podziękowań czuwaliśmy nocami. Ja z Grzywaczem, pod czujnym okiem i z pomocą tow. Lichtensztajna, z wielkim zapałem kopaliśmy doły na pudła z dokumentami. Z jaką radością przyjmowaliśmy każdy nowy materiał…Czuliśmy naszą odpowiedzialność. Nie baliśmy się ryzyka. Zdawaliśmy sobie sprawę, że tworzymy historię. A to jest ważniejsze niż nasze życie. Ta praca była bardzo interesująca. Konspiracja znajdowała się na pierwszym miejscu. Ja z Grzywaczem znaliśmy tylko Lichtensztajna i tow. Wassera. Oni z kolei mieli kontakty z innymi. Gdzie zakopujemy skarb, wiedział tylko Wasser, my dwaj i Lichtensztajn. Dalibyśmy się pociąć na kawałki, a nie zdradzilibyśmy tego sekretu.

Mogę powiedzieć z całym przekonaniem, że to był sens, dynamo naszej ówczesnej egzystencji w tamtych czasach (w pracy partyjnej pojawiały się liczne kryzysy, przerwy i zwyczajne oddalenie). Ta praca nie była przerwana ani na moment. W najtrudniejszych czasach pracowaliśmy z jeszcze większym zapałem.

To, czego nie mogliśmy wykrzyczeć przed światem, zakopaliśmy w ziemi.

Nie chcę podziękowań! Nie dlatego oddawałem moje życie, moją energię.

Chciałbym dożyć momentu kiedy będzie można wykopać ten wielki skarb i wykrzyczeć prawdę. Niech świat się dowie, niech się cieszą ci, którzy nie musieli przez to przechodzić. (…) My jednak raczej nie dożyjemy tego [momentu] i dlatego właśnie piszę mój testament. Niech ten skarb dostanie się w dobre ręce, niech dożyje lepszych czasów, niech zaalarmuje świat o tym co się stało w dwudziestym wieku. (…) Teraz możemy spokojnie umrzeć… Wykonaliśmy naszą misję… Niech historia nam wystawi świadectwo.

Poniedziałek, 3 sierpnia, 4 po południu

Jedna z sąsiednich ulic jest już zablokowana. Nastroje są straszne. Spodziewamy się najgorszego. Spieszymy się. Prawdopodobnie zaraz będziemy zakopywać ostatnią część. Towarzysz Lichtensztajn jest zdenerwowany, Grzywacz trochę się boi. Ja jestem obojętny. Podświadomie czuję, że wyzwolę się od wszystkich nieszczęść.

Do widzenia. Żebyśmy tylko zdążyli zakopać… Nawet w takim czasie o niczym nie zapomnieliśmy… Do ostatniej chwili jesteśmy przy pracy.


IZRAEL LICHTENSZTAJN

Izrael Lichtensztajn urodził się w 1904 w Radzyniu Podlaskim. Pochodził z rodziny kupieckiej. Po studiach w Żydowskim Seminarium Nauczycielskim w Wilnie podjął pracę nauczyciela gimnazjalnego, łącząc ją z ogromnym zaangażowaniem społecznym. Działał w żydowskich organizacjach kulturalnych i sportowych, propagował kulturę fizyczną w środowiskach robotniczych. Był żarliwym syjonistą, członkiem Poalej Syjon-Lewicy. Przez cały okres międzywojenny pisał, był sekretarzem redakcji czasopisma literackiego „Literarisze Bleter”, współpracował z najważniejszymi żydowskim dziennikami. Publikował w prasie bajki dla dzieci.

W 1932 roku przeniósł się z Wilna do Warszawy, gdzie został dyrektorem szkoły im. Bera Borochowa. W 1939 r. ożenił się z malarką i graficzką, Gelą Seksztajn. Po wybuchu wojny włączył się w samopomoc wśród Żydów warszawskich. Jako członek CENTOS-u (Związek Towarzystw Opieki nad Dziećmi i Sierotami), organizował tajne i jawne nauczanie, które po zamknięciu getta dokumentował dla Archiwum Ringelbluma. Wciąż pracował jako nauczyciel, należał do kierownictwa szkoły i kuchni dziecięcej przy ul. Nowolipki 68.

To w budynku tej szkoły została zakopana pierwsza część dokumentów Podziemnego Archiwum Getta Warszawy, wśród nich testament Lichtensztajna. Po wielkiej akcji likwidacyjnej Lichtensztajn brał udział w przygotowaniach do walki zbrojnej. Zginął z żoną i córeczką w pierwszych dniach powstania w getcie, w kwietniu 1943 roku.

Izrael Lichtensztajn, Mój testament

31 lipca 1942

Z chęcią i zapałem rzuciłem się w wir pracy przy zbieraniu materiałów archiwalnych. Zostałem mianowany strażnikiem zbiorów. (...) Materiał jest dobrze schowany. Oby się tylko zachował, a wtedy będzie to najpiękniejsze i najlepsze z tego, co dokonaliśmy w obecnych, okrutnych czasach. (...)

Nie chcę podziękowań, żadnych pomników, żadnych pieśni pochwalnych, chcę jedynie, by wspomniano o mnie, by moi bracia i siostry w Erec Izrael wiedzieli, gdzie się podziały moje szczątki. Chcę, by wspomniano o mojej żonie Geli Seksztajn, zdolnej artystce malarce. (...) Chcę, by wspomniano o mojej córeczce. (...) Ona też jest warta wspomnienia.

------------------------

Oryginalne fragmenty testamentów można obejrzeć na wystawie stałej w Żydowskim Instytucie Historycznym „Czego nie mogliśmy wykrzyczeć światu”.

Testamenty Nachuma Grzywacza i Dawida Grabera zostały opublikowane w 23. tomie pełnej edycji Archiwum Ringelbluma Dzienniki z getta warszawskiego, natomiast testament Izraela Lichtensztajna w 5. tomie Archiwum Życie i twórczość Geli Seksztajn.



Serwis wykorzystuje pliki cookie do celów statystycznych. Jeśli się na to nie zgadzasz, wyłącz obsługę plików cookie w swojej przeglądarce internetowej. Rozumiem