Józef Sandel. Bohater listu Adama Nowińskiego do Symchy Trachtera

O przedwojennym liście, którego bohaterem jest twórca kolekcji dzieł sztuki ŻIH, pisze Jakub Bendkowski.

Wide 20190227 134018 kopia
List Adama Nowińskiego do Symchy Trachtera z 6 maja 1936 r.  /  Zbiory Biblioteki im. Hieronima Łopacińskiego w Lublinie

Józef Sandel to postać ważna dla historii sztuki żydowskiej, jak również dla Żydowskiego Instytutu Historycznego. To on zbudował od podstaw, znajdującą się obecnie przy Tłomackiem 3/5, bezcenną kolekcję dzieł sztuki. Wydawało się, że wiemy o nim już wszystko, gdyż jego archiwum przechowywane w Instytucie, zostało dość gruntownie przebadane. Okazało się jednak inaczej. Przeglądając archiwalia dotyczące malarza Symchy Trachtera w Bibliotece Łopacińskiego w Lublinie, natknąłem się na list, którego głównym bohaterem jest właśnie Sandel – dawny pracownik ŻIH, a wcześniej (przed wojną) marszand, kolekcjoner i mecenas artystów. List ten, napisany w roku 1936, pozwala spojrzeć na tę nietuzinkową postać oczami osoby jemu współczesnej.

 

Biblioteka im. H. Łopacińskiego w Lublinie.

Rękopisy 2273, t. 13, k. 187.

Wilno, 6. 5. 36.

Symchusiu! [1] Czy chciałbyś zająć się urządzeniem wystawy w Żydowskim Klubie Inteligenckim w Lublinie p. Sandlowi, kolekcjonerowi z Drezna? Obecnie ma on wystawę swoich zbiorów w Wilnie. Na wystawie ma przeszło 100 eksponatów, słabo oprawionych. Przeważnie rysunki i akwarele malarzy niemieckich (ekspresjonistów), jest i Adler [2], i Menkes [3], Buzin (Łódź) [4], Grossman (Łódź). Sandel zna się b. dobrze z Berlina i Drezna z Neuszulem [5]. Sandel jest rodem z Kołomyi, 25 lat mieszkał w Dreźnie, gdzie miał fabryczkę, ale którą przepuścił z artystami i dla artystów. Obecnie wraca z Jugosławji. Bardzo miły człowiek, zna się na sztuce, mówi po polsku. Z jego salonów niejeden artysta dostał się do muzeum Berlina, Drezna, Monachjum. Dwóch dostało się do kryminału, trzeci złapał trypra, a czwarty dostał się do warjatów. Sam Sandel zaś od Hitlera uciekł do Wilna i trafił z deszczu pod rynnę. Ma sporo dobrych rzeczy, które wymagają szkła, paspartu (sic!) i ramek. Wiktor [6], jeśli nie został jeszcze socjalistą narodowym, mógłby Ci pomóc w robocie. Sandel przyjedzie do Kazimierza szukać szczęścia. Zna się dobrze z Barczyńskim [7] z Drezna, gdzie był w Akademji. W ogóle Sandel — to Kunst — może nie haendler, ale Kunstmajster. Zakochany w sztuce... jeszcze jeden warjat... Ściskam Cię. Odpisz zaraz. Adres: Wilno, Piłsudskiego 2 B. Załkind, artysta-malarz, dla p. Sandla. Ściskam Cię za paletę

Adam.

Ze sztuką to niema żartów. Sztuka to nie dupa... powiedz to Wiktorowi.

 

Powyższy list, napisany 6 maja 1936 r. przez Adama Nowińskiego [8] do Symchy Trachtera (1894–1942), zachowany w zbiorach Biblioteki im. Hieronima Łopacińskiego w Lublinie (Rękopisy 2273, t. 13, k. 187), zawiera garść ciekawych wiadomości o założycielu muzeum ŻIH, Józefie Sandlu (1894–1962). Ten marszand, kolekcjoner i mecenas malarzy, zaangażowany komunista, wiele lat spędził w Republice Weimarskiej[9], a po II wojnie światowej osiadł na stałe w Polsce, gdzie stworzył od zera kolekcję sztuki, dziś znajdującą się w ŻIH.

W 1935 r. dostał policyjny nakaz opuszczenia Jugosławii, gdzie przebywał od 1933 r. i prowadził galerię sztuki. Udał się w podróż powrotną do Polski. Przez rodzinną Kołomyję dotarł do Wilna. [10] List Nowińskiego do Trachtera dotyczy wileńskiego okresu życia Sandla. Do tej pory wiedzieliśmy o nim niewiele ponad to, co ustaliła Ernstyna Podhorizer-Sandel. List z lubelskiej biblioteki jest więc dla nas cennym źródłem. Sandlowa, w opublikowanym w 1973 r. wspomnieniu o zmarłym mężu, pisze, że brał on czynny udział w życiu artystycznym wileńskich kręgów żydowskich i tu organizował szereg wystaw, publikował artykuły o sztuce w prasie żydowskiej, ogłaszał recenzje z wystaw. Napisał też wstęp do katalogów dwóch ekspozycji — Róży Suckiewerówny i Bera Załkinda. [11] Zawarł tam przyjaźnie z wieloma artystami. [12]

W liście Nowińskiego do Trachtera czytamy, że w maju 1936 r. trwała jeszcze wystawa dzieł malarstwa, grafiki i rysunku pochodzących ze zbiorów Sandla (Ernestyna podaje kwiecień jako miesiąc jej trwania). Z listu wynika, że zaprezentowano na niej pokaźną liczbę obiektów, ponad 100. Informację tę możemy zweryfikować. Ernestyna Podhorizer-Sandel podaje liczbę 96 dzieł, a co więcej, również pełne brzmienie tytułu wystawy: Wystawa obrazów malarzy współczesnych ze zbiorów Józefa Sandla. Według niej odbyła się ona w Żydowskim Towarzystwie Sztuki w Wilnie. [13]

Nowiński proponuje Trachterowi, by ten zajął się organizacją podobnej (albo złożonej z tych samych eksponatów?) wystawy w Lublinie. Nie wiemy niestety, jaki był finał tych negocjacji.

W liście padają nazwiska kilku malarzy, których dzieła były pokazywane na wileńskiej wystawie. Można sądzić, że Sandel miał je w swojej kolekcji. [14] Do tej pory nazwisk tych nie znaliśmy. Doprecyzowują naszą wiedzę na temat jego ówczesnego gustu artystycznego, która jest wciąż bardzo skromna.

W przeciwieństwie do okresu po II wojnie światowej, gdy Sandel zajął się na poważnie pisaniem o sztuce i na tej podstawie można rekonstruować jego poglądy estetyczne (z jego pism wynika, że cenił malarstwo realistyczne, społecznie zaangażowane, stronił zaś od awangardy, co w końcu zaowocowało aprobatą dla socrealizmu), z okresu międzywojennego pozostało niewiele źródeł (np. katalogi jego wystaw wychodziły w bardzo małych nakładach). Jego ówczesnych poglądów na sztukę możemy się jedynie domyślać. Znamy je głównie z drugiej ręki. Nasze wnioskowanie opierać musimy więc na tytułach ekspozycji i dziełach artystów, których promował. Byli to przeważnie malarze lewicowi. Ale nie tylko taka sztuka go wówczas interesowała. Gdy przebywał w Belgradzie, zorganizował wystawę serbskiej sztuki sakralnej oraz wystawę archeologiczną. [15]

Dzięki lubelskiemu listowi dowiadujemy się, że jego zamiłowanie do malarstwa społecznie zaangażowanego w treści i realistycznego w formie zaczęło się ugruntowywać już w okresie międzywojennym. Bohater listu zbierał malarstwo ekspresjonistów niemieckich, których prace pokazał w Wilnie. Tematyka tych obrazów często dotykała ważkich problemów społecznych, bliska więc była jego lewicowemu światopoglądowi. Z kolei znajomość z Ernstem Neuschulem (jeśli uznamy to za pewne), przedstawicielem nurtu Nowej Rzeczowości (Neue Sachlichkeit), wskazuje, że już wtedy interesowała go realistyczne forma, którą wychwalał w pismach powojennych.

Zarys życiorysu Sandla przedstawiony przez Nowińskiego z grubsza pokrywa się z naszą dotychczasową wiedzą. Nowiński czasem dodaje pewne rzeczy, niektóre wyolbrzymia (np. liczbę lat, którą Sandel miał spędzić w Dreźnie, nie mogło być ich 25, a najwyżej 10). [16] Podkreśla jego zaangażowanie w pomoc artystom, głównie o lewicowych poglądach, którym pomagał się wypłynąć, co potwierdzają inne źródła. [17]

Z listu przebija bardzo osobisty i pełen poufałości ton. Są w nim też grube żarty. Wynika z tego, że Trachter i Nowiński dobrze się znali. Nie wiemy niestety, czy Trachter poznał Sandla. Nie jest to jednak wykluczone, zważywszy, że obaj dość często w latach 30. przebywali w Kazimierzu Dolnym jako organizatorzy, bądź uczestnicy ekspozycji malarstwa. [18] Sandel latem 1939 r. otworzył tam swoją ostatnią wystawę w przedwrześniowej Polsce. Być może pokazał na niej także obrazy Simona Trachtera.


Przypisy:

[1] Symcha (Simon) Trachter (1894–1942), malarz związany z Lublinem. Studiował w Krakowskiej ASP i paryskiej Académie Ranson. Po powrocie do Polski w 1929 r. wystawiał m.in. w Instytucie Propagandy Sztuki w Warszawie, brał udział w wystawach organizowanych przez Sekcję Plastyczną Towarzystwa Przyjaciół miasta Kazimierza w Kamienicy Celejowskiej (1932–1934), zginął w Treblince: Renata Piątkowska, Ja jestem z Kazimierza, z miasteczka Kazimierz, gdzie malarze przesiadują…, [w:] W Kazimierzu Wisła mówiła do nich po żydowsku… Malarze żydowscy w kazimierskiej kolonii artystycznej, opr. Waldemar Odorowski, Kazimierz Dolny 2008, s. 230.

[2] Przypuszczalnie Jankiel Adler (1895–1949).

[3] Zygmunt Menkes (1896–1986).

[4] Maks Busyn (1899–1976). W zbiorach ŻIH znajduje się olejny portret Sandla pędzla Busyna, malowany w Dreźnie, w 1928 r. (A-1434).

[5] Prawdopodobnie z Ernstem Neuschulem (1895–1968): https://journals.library.wales/view/1272866/1277085/49#?xywh=130%2C246%2C1495%2C954 [dostęp: 22 maja 2019]

[6] Chodzi zapewne o Wiktora Ziółkowskiego (1893–1978), lubelskiego malarza, krytyka i bibliofila, który przyjaźnił się z Trachterem i kolekcjonował jego obrazy. Wszystkie zachowane listy Trachtera w zbiorach Biblioteki Łopacińskiego (poza tym tutaj publikowanym) adresowane są do Ziółkowskiego.

[7] Barczyński (Barciński) Henryk (Henoch) (1896–1939), w l. 1919–1926 odbył studia w akademii drezdeńskiej u Otto Gussmana i Roberta Sterla. Sandel z kolei od roku 1920 studiował w innej drezdeńskiej uczelni, Kunstgewerbeschule: Barczyński Henryk, Józef Sandel, Słownik Artystów Polskich i Obcych w Polsce Działających. Malarze, Rzeźbiarze, Graficy. t. 1, Wrocław-Warszawa-Kraków-Gdańsk 1971, s. 90; E. Podhorizer-Sandel, Wspomnienie o Józefie Sandlu (w 10. rocznicę śmierci), Biuletyn Żydowskiego Instytutu Historycznego, 1973, nr 1 (85), s. 113.

[8] Malarz i poeta związany z Lublinem, organizator wystaw w Płocku i Kazimierzu Dolnym, zginął w Auschwitz w 1941 r.: Związek Artystów Plastyków. Wystawa prac malarskich i rysunków. Katalog wystawy, Sala parterowa Muzeum Lubelskiego w Lublinie Narutowicza 4, Październik 1944, Lublin 1944, s. 5.

[9] M. Sieramska, Sandel, Józef, Polski Słownik Biograficzny, t. XXXIV, Wrocław-Warszawa-Kraków 1992–1993, s. 460–461.

[10] E. Podhorizer-Sandel, Wspomnienie o..., s. 115.

[11] Być może Nowiński poznał Sandla przez Załkinda, u którego mieszkał w Wilnie. Zob. adres korespondencyjny Nowińskiego na końcu listu do Trachtera.

[12] E. Podhorizer-Sandel, Wspomnienie o..., s. 115.

[13] E. Podhorizer-Sandel, Wspomnienie o..., przyp. 10, s. 115.

[14] Z relacji Ernestyny Podhorizer-Sandel wynika, że Sandel w okresie drezdeńskim miał w swoich zbiorach obrazy malarzy niemieckich. Część tej kolekcji (”kilkadziesiąt celniejszych obrazów”) udało mu się wywieźć z Niemiec po dojściu Hitlera do władzy w 1933 r. Trafiła ona wraz z Sandlem do Belgradu, a następnie do Polski: E. Podhorizer-Sandel, Wspomnienie o..., s. 115.

[15] E. Podhorizer-Sandel, Wspomnienie o..., s. 115.

[16] Por. M. Getka Kenig, J. Bendkowski, Art History and the Fight for Memory. Józef Sandel (1894–1962), Warszawa 2016, s. 18–19.

[17] Przykładem malarki, która taką pomoc otrzymała i sama o niej wspominała może być Lea Grundig: zob. E. Podhorizer-Sandel, Wspomnienie o..., s. 114.

[18] Renata Piątkowska, Ja jestem z Kazimierza..., s. 230; M. Sieramska, Sandel, Józef..., s. 460.







Serwis wykorzystuje pliki cookie do celów statystycznych. Jeśli się na to nie zgadzasz, wyłącz obsługę plików cookie w swojej przeglądarce internetowej. Rozumiem