Relacja z uroczystości wręczenia nagrody im. Jana Karskiego i Poli Nireńskiej

Tegoroczną laureatką jest Bella Szwarcman-Czarnota — filozofka, tłumaczka, eseistka, publicystka. Przez wiele lat pracowała w Państwowym Wydawnictwie Naukowym w redakcji filozofii, a także w redakcji Biuletynu ŻIH. Od 1997 r. jest redaktorką i felietonistką w Midraszu. Tłumaczka z języka francuskiego, rosyjskiego i jidisz. Autorka książek i szeregu artykułów dotyczących literatury jidysz. Stypendystka Urzędu M.St. Warszawa w 2010 r., a także nowojorskiego YIVO Institute for Jewish Research w 2011 r. Laureatka nagrody im. ks. Stanisława Musiała w 2016 r.

Wide glowne

Zgromadzonych gości przywitała Anna Duńczyk-Szulc, zastępca dyrektora Żydowskiego Instytutu Historycznego im. E. Ringelbluma. Następnie głos — w imieniu jury — zabrał prof. Szymon Rudnicki, który przybliżył krótko postać fundatora nagrody: Jana Karskiego oraz jego żony Poli Nireńskiej, a także krótko uzasadnił werdykt.

Nie było żadnych wątpliwości, że ta nagroda należy się Belli Szwarcman-Czarnocie. Należała jej się dawno. Zbieg okoliczności jest taki, że dopiero w tym roku ją dostaje. (…) Bella działa na polu szerzenia kultury żydowskiej bardzo wszechstronnie, także pod względem językowym – jest autorką wielu artykułów na temat literatury żydowskiej (…), ona nie tylko pisała o tych pisarzach, ale również tłumaczyła i drukowała ich rzeczy. (…) Po drugie Bella Szwarcman-Czarnota jest znana jako tłumaczka, przetłumaczyła kilkadziesiąt książek. (…) Poza pisarsko-translatorską działalnością wydała kilka książek, prowadzi także działalność popularyzatorską – bierze udział w konferencjach naukowych, jest zasłużona w propagowaniu muzyki żydowskiej. Jest to — jak rzadko kto — zasłużona osoba. Gratuluję nagrody!

Laudację wygłosiła dr hab. Alina Molisak z Uniwersytetu Warszawskiego.

Bella Szwarcman-Czarnota, czyli uosobienie trwania tradycji żydowskiego Wilna

Dlaczego taki tytuł? Chodzi o związki rodzinne z Wilnem i dziedzictwem wileńskim. Pisząc o istnieniu i funkcjonowaniu żydowskich instytucji edukacyjnych i kulturalnych Bella Szwarcman-Czarnota poświęciła jeden z artykułów nie tylko ważnemu w dziejach zjawisku, ale też historii swojej rodziny. Żydowskie Seminarium Nauczycielskie, które było dla jego wychowanków miejscem szczególnym, tak w edukacji, jak i kształtowania wspólnoty i nauki samodzielności oraz krytycznego oglądu świata, funkcjonowało dość krótko, ale stało się fundamentem, dzięki któremu wielu jego uczniów kontynuowało jidyszowe tradycje. Jedną z takich osób była mama Belli pracująca po studiach w Żydowskim Instytucie Muzycznym w Wilnie, przed wojną w sanatorium Medema, zaś po Zagładzie kontynuująca nauczanie w żydowskich szkołach, dopóki było możliwe nauczanie w jidysz. Dodam, iż mama Belli, Maria Liberzon, była ostatnią kierowniczką szkoły działającej pod egidą Centralnego Komitetu Żydów w Polsce. Charakteryzując wileńskie środowisko Bella Szwarcman-Czarnota zwracała uwagę także i na to, że mimo coraz bardziej dominującego w międzywojniu antysemityzmu, ówcześni wychowankowie seminarium „mieli też inną Polskę, którą kochali, którą podziwiali i do której aspirowali”. Była to ich rzeczywista ojczyzna, jaką odczytywali z kart podręczników, powieści, a przede wszystkim z poezji. Była to bowiem w istocie miłość do literatury, do bohaterów romantycznych, która zrodziła się jeszcze w szkole powszechnej, a pogłębiła się w toku późniejszej nauki i samodzielnych lektur. Ten książkowy niejako patriotyzm wraz z nadzieją na życie od nowa, życie żydowskie i życie polskie, a przede wszystkim na życie u siebie, kazał im powrócić z wojennej tułaczki. Nie w Wilnie wprawdzie, ale zrazu na Dolnym Śląsku, a potem w Warszawie zabrali się do pracy na żydowskiej ulicy w Polsce. Środowisko rodziny i przyjaciół, w którym wzrastała dzisiejsza laureatka, pozostawało także po Zagładzie nasycone bogatą kulturą jidysz i jednocześnie traktowało polską przestrzeń jako własne, najbardziej naturalne miejsce funkcjonowania, co nie było i nie jest łatwym doświadczeniem, gdy spotykamy się z niechęcią wobec własnej odrębności.

Druga kwestia to kwestia pamięci i podtrzymywania tradycji. Rozumienie wagi tradycji przez Bellę Szwarcman-Czarnotę jest, jak sądzę, drugim elementem kształtującym jej aktywność na wielu polach. Z jednej strony jest to pragnienie podtrzymania porządkujących codzienność rytuałów, które są ważne, gdyż pomagają zachować oraz przekazać tradycję, z drugiej zaś strony owa tradycja ma wymiar nie tylko kulturowy, ale też pomaga przedłużać trwanie żydowskiej tożsamości, tak kruchej i niełatwej do zachowania we współczesnej homogenicznej etnicznie Polsce. Splata się w takiej perspektywie i osobiste dziedzictwo – rodzicielskie Wilno, przestrzeń polsko-żydowskiej Warszawy, a także poczucie zakorzenienia, któremu jednak towarzyszy również świadomość ulotności tego, co w zamierzeniach przodków miało trwać przez wieki. O fenomenie, który można by nazwać trwaniem pamięci świata wschodnio-europejskiej diaspory, mówiła Bella Szwarcman wielokrotnie, m.in. opowiadając o wielojęzycznych księgach pamięci stworzonych przez ocalałych albo ich potomków. Uważam, że dzisiejsza laureatka całą swoją działalnością stwarza jedną z takich ksiąg pozwalając innym uświadomić sobie to, że „Żydzi mieli tu swój świat, swoje miejsce, a w nim całe mnóstwo instytucji żydowskich – bibliotek, teatrów amatorskich, chórów, partii politycznych, wiernych tego, czy tamtego cadyka”. Takie bycie u siebie, czyli bycie w wielojęzycznym dziedzictwie wschodnio-europejskich Żydów określa w dużej mierze rozmaite formy aktywności Belli Szwarcman-Czarnoty. Dodam przy tym, że owo bycie sprzyja też poszerzaniu perspektywy – dzięki bliższym i dalszym podróżom czy lekturom, a później pisaniu o tych doświadczeniach, włączaniu współczesności w aktualizowaną i przywoływaną przeszłość, możemy i my czegoś więcej dowiedzieć się na temat tak dawnego, jak i obecnego żydowskiego świata. 

Kolejna część dotyczy ciągłości zawodowej. Gdybyśmy chcieli opisać działalność zawodową Belli Szwarcman-Czarnoty, trzeba by użyć wielu określeń. Jest filozofką, tłumaczką, eseistką, publicystką. Była przez wiele lat redaktorką Państwowego Wydawnictwa Naukowego w redakcji filozofii, pełniła funkcję sekretarza redakcji Biuletynu ŻIH. Obecnie, i to od początku istnienia pisma, jest redaktorką i felietonistką Midrasza. Jak mówił prof. Rudnicki, tłumaczy z francuskiego, rosyjskiego, jidysz. Była stypendystką Urzędu Miasta Warszawy w 2010 r., stypendystką YIVO w 2011 r., w 2016 r. została laureatką nagrody im. ks. Musiała. Taki zwięzły biogram nie jest jednak w stanie wskazać wszystkiego, to znaczy tak ważnego faktu, iż aktywność intelektualna laureatki ma bardzo różnorodne formy. Nie zamykają się one wyłącznie w publikacjach, czy to tekstów naukowych, czy dokonań translatorskich, czy esejów i felietonów. Bella Szwarcman od lat prowadzi wykłady, które odbywają się w Austriackim Forum Kultury albo w Centrum Kultury Jidysz Fundacji Szalom. Aktywnie uczestniczy w naukowych spotkaniach i debatach, współpracuje z innymi realizując istotne projekty. Jest wreszcie – o czym już była mowa – autorką wyjątkowych książek. Nie będę wyliczać ich tytułów, bo wszyscy je znamy, natomiast chcę zwrócić uwagę przynajmniej na dwie. Jedna ze wspomnianych książek, zatytułowana „Księga kobiet – kobiety Księgi”, jest bardzo oryginalnym przykładem dzieła polifonicznego i dialogowego. Publikowane przez Bellę Szwarcman-Czarnotę komentarze do Tory zaświadczają, jak autorka konkretnie pojmuje nowoczesne studiowanie tekstów stawiając sobie zadanie, z jednej strony współkształtowania kobiecej perspektywy lektury, z drugiej zaś przyjmując formułę, która pozwalała na pojawienie się komentarzy czytelników. Przyjęcie takiej strategii umożliwiło nie tylko niemal całotygodniowe dyskusje nad jednym komentarzem — jak dowiadujemy się ze wstępu do książki, uczestniczyło w tym wiele osób — ale pozwoliło także na poszerzenie możliwości odczytania poszczególnych fragmentów.

Należy zwrócić uwagę na fakt, iż na polskim gruncie Bella Szwarcman-Czarnota jest pionierką badań i znawczynią tematyki dotyczącej kobiet żydowskich. Tej właśnie problematyce poświęciła cztery książki autorskie pozostając w przekonaniu, iż należy oddać głos kobietom, zarówno tym, które są postaciami obecnymi w Torze, jak i tym, które zaznaczyły swą obecność w dziejach judaizmu i kultury oraz w historii żydowskiej. Jak sama laureatka powiedziała „w życiorysach kobiet, o których pisałam, interesowało mnie m.in. to, że kończyły w różnych epokach, miały różne światopoglądy, kierowały się podobnymi wartościami, przede wszystkim zaś wartością zwaną mentszlechkajt, w podobnych sytuacjach wypowiadały nawet te same słowa”.

Bella Szwarcman-Czarnota pisząc wstęp do jednego ze swoich tomów eseistycznych poświęconych kobietom, przywołuje figurę Bat Kol, czyli córki głosu, która była instancją dostarczającą jasnych przekazów słyszalnych przez sprawiedliwych i czasem przez neofitów. Wprawdzie w debatach dotyczących Halachy opinia Bat Kol była odrzucana, jednak – na co zwraca uwagę autorka – można wskazać mnóstwo sytuacji, gdy wygłaszane słowa miały moc autorytetu. Szwarcman-Czarnota przywołuje wiele przykładów świadczących także o wyraziście żeńskich przymiotach Bat Kol. Wprowadzenie to pozwala autorce na prezentację bardzo różnych postaci żydowskich kobiet, właśnie tych figur biblijnych czy postaci przedstawionych w midraszach, takich jak Sara czy Miriam, od tych, których wyrazista obecność i działalność w żydowskiej społeczności zostały uwiecznione w przekazach historycznych, po całkiem współczesne postacie. W jednym z wywiadów Bella powołując się na słowa jednego z rabinów przypomina o istnieniu w tradycji żydowskiej nakazu „pamiętaj o dniu szabatu”. Zwraca przy tym uwagę, że słowo Zachor — Pamiętaj jest użyte w takiej formie, która zawiera również przyszłość. I sama bardzo celnie komentuje ów nakaz: „masz pamiętać nie o tych szabatach, które były, tylko o tych, które będą kiedyś. To jest takie mesjanistyczne zwrócenie się ku przyszłości, bo jeśli stale dłubiemy w pamięci, to ona nas pęta, nie możemy iść do przodu. Musimy tak pamiętać, żeby iść do przodu”.

Z pewnością można stwierdzić, iż Bella Szwarcman-Czarnota uosabiając, jak mówiłam, najlepsze tradycje żydowskiego Wilna, kontynuuje je w kilku wymiarach. Jeden z nich to wymiar rodzinny, przy czym w krąg bliskich włącza i bywają tu ci, których Bella obdarza przyjaźnią. Kolejny wymiar to sfera intelektualna polegająca nie tylko na pogłębianiu wiedzy i własnym rozwoju, ale także na dzieleniu się refleksją i przemyśleniami, tak z czytelnikami Midrasza, jak i z odbiorcami znakomitych książek, czy słuchaczami prowadzonych wykładów. Ów głęboki namysł nad tekstami, umiejętność kształcenia innych, życzliwe zaproszenie do dialogu sprawiają, iż ona sama jest w moich – i pewnie nie tylko moich oczach – uosobieniem przywoływanej już mentszlechkajt, i znakomitą kontynuatorką wileńskich tradycji – rodzinnych, tradycji nauczania, jak i podejmowania istotnych wyzwań intelektualnych ważnych dla trwania kultury judaizmu. Wielkie gratulacje dla tak znakomitej i zasłużonej autorki!

Na końcu głos zabrała laureatka, Bella Szwarcman-Czarnota. Powiedziała m.in.: Zacznę od serdecznych podziękowań dla szacownej kapituły, dla rodziny, dla przyjaciół, dla znajomych i bliskich. Dla Was wszystkich tutaj, bo bez Was zapewne nie robiłabym tego, co robię. Mało kto pisze wyłącznie do szuflady i niewiele osób chce przemawiać tylko do siebie. Ja chciałam mówić najpierw, przede wszystkim, do rodziny – do córki i do męża – opowiedzieć im o historii rodziny, o żydowskiej historii, o tym, co łączyło kolejne pokolenia po to, żeby zachować to, co żydowskie. Bo nie jest łatwo być kroplą w morzu. A więc najpierw chciałam wyposażyć w wiedzę – taką, jaką miałam — swoją córkę. Żydowski Instytut Historyczny był nieprzypadkowo moim pierwszym miejscem pracy na tej drodze po rozstaniu z Państwowym Wydawnictwem Naukowym. Potem kolejny krok – praca w Midraszu, do której zaprosił mnie założyciel pisma Konstanty Gebert i choć nie odgrywałam takiej roli, jaką on sobie dla mnie wyobraził, to znalazłam swoje miejsce i czułam, że jest to miejsce właściwe. Intensywnie pracując i cały czas intensywnie się ucząc, spędziłam tam 21 lat. (…) Nagroda, którą mnie wyróżniono, zobowiązuje. Zobowiązuje do tego, aby pamiętać o tym, kto tę nagrodę ufundował i na czyją cześć. To nagroda Jana Karskiego i Poli Nireńskiej.

Po krótkim wykładzie laureatki, przyszedł czas na część nieoficjalną, podczas której zaproszeni goście mogli osobiście złożyć laureatce gratulacje i powinszowania.




















































Serwis wykorzystuje pliki cookie do celów statystycznych. Jeśli się na to nie zgadzasz, wyłącz obsługę plików cookie w swojej przeglądarce internetowej. Rozumiem