Od Szepsela do Szabataja

Czy pochodzisz z rodziny SZTAJNBERG czy STEINBERG? A może ROSENZWEIG, albo ROZENCWAJG? Czy możliwe jest, żeby członkowie jednej rodziny pisali swoje nazwisko w różny sposób? Dzisiaj jest to raczej rzadko spotykane, ale jeszcze nie tak dawno wyglądało to zupełnie inaczej — różne pisownie tego samego nazwiska zdarzały się bardzo często, nawet w tej samej generacji.

Wide 2 imp
Srul Nachman Lubelczyk z żoną Chaną Złatą w Czyżewie

Główną przyczyną tego zjawiska jest po prostu geografia — wymowa i pisownia nazwiska była silnie związana z głównym językiem danego obszaru geograficznego. Ludzie przeprowadzali się, zmieniali wsie, miasta, kontynenty i tak polski Hersz mógł zostać Harrym w Stanach Zjednoczonych, Tzvi(m) w Izraelu albo Enrique w Argentynie. To zjawisko dotyczy nie tylko nazwisk, ale również imion - Hersz mógł zostać Henrykiem, Moszek — Maurycym, a Chaja Heleną.

Dwa zdjęcia, które otrzymaliśmy od naszych gości, są idealnym przykładem tego zjawiska. Srul-Nachman LUBELCZYK był robotnikiem w małym miasteczku Czyżew, gdzie żył wraz ze swoimi dziećmi. Jego syn Szepsel urodził się tam w czerwcu 1900 r. W 1919 r., tuż po odzyskaniu przez Polskę niepodległości, rodzina przeprowadziła się do Warszawy. Niedługo potem Szepsel poszedł do wojska, a w 1929 r. poślubił Ewę BRILL; tego samego roku nowożeńcy wyjechali do Kolumbii, by w Bogocie dołączyć do brata Szepsla. Niestety Ewa zmarła podczas porodu ich pierwszego dziecka. Kilka lat później Szepsel opuścił Amerykę Południową i wyjechał do Izraela, gdzie nazywał się Szabataj (Shabtai) LUBELCHIK. Na pierwszym zdjęciu widzimy młodą, religijną i skromnie ubraną parę, Srula Nachmana Lubelczyk razem z żoną Chaną Złatą w Czyżewie. Drugie zdjęcie jest zrobione prawdopodobnie około 5 lat później już w Warszawie. I dostrzegamy ogromną różnicę w stroju, dodatkach, muszce, garniturze i tak zwanym „europejskim” wyglądzie rodziny.

Arcyciekawe są również podpisy pod i wokół zdjęcia. Szepsel, który zdawał sobie sprawę ze zmian i może miał większą niż statystyczny człowiek potrzebę zapisywania historii, pamiętania miejsc, języków, nazw, zadbał o to, żeby pokolenia, które przyjdą po nim, były świadome historii rodzinnej. Pierwsze podpisy po polsku i w jidysz są później tłumaczone na język hiszpański — „Moja rodzina LUBELCZYK. Warszawa, 1922 rok". Sam Szepsel podpisał się kilka razy, kilkoma imionami, których używał podczas swojego życia: Szepsel LUBELCZYK, Warszawa; Sebastian LUBELCHIK, Bogota; Shabatai LUBELCHIK, Naharya.

Jedna osoba może mieć kilka tożsamości. Bycie świadomym tych zmian jest kluczem do zrozumienia ludzi, swoich przodków i swoich historii rodzinnych.


Serwis wykorzystuje pliki cookie do celów statystycznych. Jeśli się na to nie zgadzasz, wyłącz obsługę plików cookie w swojej przeglądarce internetowej. Rozumiem