Zawsze dawać świadectwo zbrodni

14 października mija 75. rocznica wybuchu powstania w Sobiborze, jednej z najbardziej heroicznych kart żydowskiego ruchu oporu w latach II wojny światowej.

Wide  mgl7525
Kopiec z prochami pomordowanych na terenie Muzeum Byłego Obozu Zagłady w Sobiborze — Oddział Państwowego Muzeum na Majdanku  /  źródło: ŻIH

Brama się otworzyła i ujrzeliśmy coś, co wyglądało jak ładna wioska – pisał Tomasz Toivi Blatt, jeden z ocalałych uczestników buntu w obozie zagłady w Sobiborze – Przed nami ciągnęła się czarna droga obsadzana kwiatami. Po lewej stronie stał kolorowy dom, otoczony nienagannie utrzymanym trawnikiem, drzewami i rabatami. Ruszyliśmy przed siebie, mijając drogowskazy i drewniane figury, przedstawiające kelnera z półmiskiem i fryzjera z brzytwą. Czy tego rodzaju miejsce mogło być fabryką śmierci? Niemożliwe! (...) Ja jednak wiedziałem swoje. Nawet przechodząc obok zielonego domku z sielską nazwą Jaskółcze Gniazdo nad drzwiami, wiedziałem, że czeka mnie tu śmierć. [1]

Na ogrodzonej drutem kolczastym polanie, tuż przy małej, położonej pośrodku lasu stacji kolejowej, Niemcy urządzili jeden z najstraszniejszych w okupowanej Europie obozów zagłady – od maja 1941 roku do października 1943 roku zamordowano tam ponad 250 tysięcy Żydów z Lubelszczyzny i Galicji oraz z różnych krajów Europy Zachodniej (Austrii, Niemiec, Czech, Słowacji, Francji), z których najliczniejszą grupę stanowili Żydzi holenderscy. Wśród ofiar znalazły się też niewielkie grupy Romów. Był to drugi — po Bełżcu — ośrodek eksterminacji Żydów w ramach „Aktion Reinhardt”.

Obozem w Sobiborze zarządzało trzech komendantów. Za pierwszego z nich uważa się Richarda Thomallę, który nadzorował prace budowlane. Drugim, od kwietnia do sierpnia 1942 r., był Franz Stangl. Jego funkcję przejął Franz Reichleitner, który kierował obozem aż do jego likwidacji. System strzeżenia obozu był ostrzejszy niż w Treblince — zainstalowano miny w pasie ok. 15 metrów za zewnętrzną linią ogrodzenia, najprawdopodobniej ze względu na obecność partyzantów w okolicznych lasach. [2]

Zdecydowana większość z liczących tysiące ludzi transportów ginęła w komorach gazowych od pół, do półtorej godziny po przekroczeniu bramy obozu. W obozie trzymano liczące 300 sztuk stado gęsi, które płoszono przed osobami prowadzonymi do komory gazowej, aby zagłuszały gęganiem przeszywające krzyki ludzkie. [3] Tylko nielicznym darowywano kilka dodatkowych miesięcy życia – grupa około 500 — 600 Żydów pracowała przy rozbudowie obozu, różnych zajęciach konserwacyjnych oraz przy obsłudze komór gazowych i rusztów, na których palono ciała pomordowanych. Do jednego z takich „komand” trafił 23 września 1943 r. przyszły przywódca powstania, Aleksander „Sasza” Peczerski, przywieziony do Sobiboru z getta w Mińsku.

Peczerski był zawodowym żołnierzem, oficerem Armii Czerwonej. Dla starszych stażem więźniów, skupionych wokół Leona Feldhendlera, którzy myśleli o zorganizowaniu ucieczki, był to mocny impuls do działania – wreszcie znalazł się ktoś, kto dysponował odpowiednią wiedzą, charyzmą i umiał dowodzić ludźmi. Peczerski zgodził się objąć dowództwo, zaraz też przystąpiono do opracowania planu ucieczki. Obejmował on wszystkich więźniów, ale w obawie przed dekonspiracją znany był tylko ok. 40 więźniom. Na pozostałych szansa wybawienia miała spaść znienacka.

Pod koniec września 1943 r. było w obozie ok. 600 więźniów, w tym 150 kobiet. Wśród mężczyzn znaczny odsetek stanowili chłopcy w wieku 12–15 lat. Załogę obozu stanowili: 25 esesmanów i ok. 160 służących w formacjach niemieckich strażników ukraińskich. Plan powstańców zakładał potajemną likwidację możliwie dużej liczby niemieckich oficerów, co miało wprowadzić chaos w działania strażników w momencie ucieczki więźniów. Do akcji przystąpiono 14 października, gdy trzech oficerów, w tym komendant Franz Reichleitner, znajdowało się poza obozem. Pozostałych Niemców ściągano pojedynczo pod różnymi pretekstami – przymiarki garnituru, butów czy obejrzenia robionych dla nich szaf – do obozowych warsztatów i tam zabijano za pomocą własnoręcznie zrobionej broni.

- Oberbandyta był w świetnym humorze – relacjonował Peczerski – Słoneczny dziś dzionek. Słonko fest grzeje – ględził. – No jak, buty gotowe? – Proszę uprzejmie – podsunął mu buty Jakub – zechce pan przymierzyć. – Słuchaj ty, Jakub – oznajmił Oberscharführer, przymierzając buty – za pięć dni jadę do Niemiec. Masz uszyć dla mojej żony parę pantofli, tylko pamiętaj... – Spodziewam się, że pańska małżonka będzie zadowolona – odrzekł Jakub. Tu Arkady [Weisspapier] walnął toporem. Trupa zawlekli za nogi do kąta, nakryli szmatą. Krew zasypali piaskiem. Już szedł po swoje zamówienie Oberscharführer Greischutz. [4]

W ciągu godziny zabito w ten sposób 11 Niemców. Udało się też odciąć łączność telefoniczną obozu z innymi posterunkami niemieckimi, a także uszkodzić silniki samochodowe. Na rozkaz Peczerskiego jeden z kapo na 15 minut przed właściwym czasem dał sygnał końca pracy. Więźniowie zbierający się na apel zauważyli, że dzieje się coś niezwykłego. Wróciło również do obozu auto ciężarowe z Bauerem i Frenzlem. Peczerski, zdając sobie sprawę, że nie jest już w stanie opanować rozemocjonowanego tłumu, dał sygnał do otwartego powstania i ucieczki. Przedtem jednak wygłosił krótką przemowę po rosyjsku. Jak wspomina Tomasz Blatt, mówił głośno, powoli i spokojnie. Powtórzył dwa razy, że jeśli ktoś cudem przeżyje, powinien zawsze dawać świadectwo tej zbrodni. [5]

Około 500 osób przedarło się przez wyłamaną bramę obozu i przecięte druty ogrodzenia. Część więźniów podczas strzelaniny ukryła się w piekarni i pralni i nie podjęła próby ucieczki (ok. 150 osób).

Tak ten moment opisuje Peczerski: Sześciuset ludzi, udręczonych, stęsknionych za wolnością, z krzykiem „Hura!” runęło przed siebie. Wspólny poryw zjednoczył Żydów z Rosji i Polski, Holandii i Francji, Czechosłowacji i Niemiec... [6]

Do oddalonego o kilkaset metrów lasu dobiegło ok. 300 powstańców. Reszta — ok. 150 osób — zginęła rażona kulami strzelających z wież wartowniczych wachmanów albo rozerwana przez rozłożone wokół obozu miny. Końca wojny doczekało ponad 60 więźniów (46 osób z grupy rebeliantów oraz kilku uciekinierów, którzy zbiegli z Sobiboru w innych okolicznościach).

Aleksander Peczerski trafił do jednego z radzieckich oddziałów partyzanckich, a po wojnie powrócił do Rostowa nad Donem. Zmarł w styczniu 1990 r. Za udział w powstaniu w Sobiborze Pieczerski nigdy nie otrzymał żadnej nagrody w ZSRR. Dopiero w 2016 r. został pośmiertnie odznaczony Orderem Męstwa przez Władimira Putina — odznaczenie w jego imieniu przyjęła wnuczka Peczerskiego.

Kilka dni po wybuchu powstania Niemcy zadecydowali o likwidacji obozu w Sobiborze — komory gazowe wysadzono w powietrze, baraki i ogrodzenia rozebrano, a na całym terenie obozu zasadzono las sosnowy. Jak pisze Peczerski, nawet gęsi i króliki wybito co do nogi. [7] Trzy miesiące później, po zbrodniczej działalności nie został niemal żaden ślad. Świadectwa upamiętniające śmierć setek tysięcy Żydów zostawiło jednak wielu z pośród tych, którym udało się wyjść cało z sobiborskiej fabryki śmierci.

Należy do nich cytowany Tomasz Toivi Blatt, przywieziony do Sobiboru z oddalonej o kilka kilometrów Izbicy, jeden z ostatnich żyjących powstańców. Swoje wspomnienia spisał także zmarły w 1990 roku w Rosji Aleksander Peczerski. Jego relacja — po raz pierwszy opublikowana w polskiej wersji językowej — ukazała się nakładem Wydawnictwa ŻIH w 2013 r. Wielu uczestników powstania utrzymywało ze sobą kontakt listowny, bądź osobisty, w czym dużą zasługę miał Aleksander Peczerski.


Przypisy:

[1] Tomasz Toivi Blatt, Ucieczka z Sobiboru, s.17

[2] Adam Rutkowski, Ruch oporu w hitlerowskim obozie straceń Sobibór, Biuletyn ŻIH, styczeń — czerwiec 1968, Nr 65–66, Warszawa.

[3] Aleksander Peczerski, Szturm w nieśmiertelność. Wspomnienia, przeł. Jan Gondowicz, Wyd. ŻIH, Warszawa 2013., s. 77.

[4] Tamże, s.108.

[5] Tomasz Toivi Blatt, Ucieczka z Sobiboru, przeł. Małgorzata Szubert, Świat Książki, Warszawa 2010, s. 182.

[6] Aleksander Peczerski, op. cit., s. 114–115.

[7] Tamże, s. 126.


Źródła:

Adam Rutkowski, Ruch oporu w hitlerowskim obozie straceń Sobibór, Biuletyn ŻIH, styczeń — czerwiec 1968, Nr 65–66, Warszawa.

Aleksander Peczerski, Szturm w nieśmiertelność. Wspomnienia, przeł. Jan Gondowicz, Wyd. ŻIH, Warszawa 2013.

Marek Bem, Sobibór. Exodus 14 października 1943, Narodowe Centrum Kultury, Warszawa/Włodawa 2013.

Tomasz Toivi Blatt, Ucieczka z Sobiboru, przeł. Małgorzata Szubert, Świat Książki, Warszawa 2010.

Dariusz Libionka, Zagłada Żydów w Generalnym Gubernatorstwie, Państwowe Muzeum na Majdanku, Lublin 2017.







Serwis wykorzystuje pliki cookie do celów statystycznych. Jeśli się na to nie zgadzasz, wyłącz obsługę plików cookie w swojej przeglądarce internetowej. Rozumiem