W 73. rocznicę ostatecznej likwidacji getta łódzkiego

Litzmannstadt-Getto, bo tak brzmiała oficjalna nazwa getta łódzkiego, było drugim pod względem wielkości gettem na okupowanych ziemiach polskich. Od momentu powstania w lutym 1940 roku przeszło przez nie 200 000 osób.

Wide full hd zih a 163 1 2

Litzmannstadt-Getto, bo tak brzmiała oficjalna nazwa getta łódzkiego, było drugim pod względem wielkości gettem na okupowanych ziemiach polskich. Od momentu powstania w lutym 1940 roku przeszło przez nie 200 000 osób. Liczba ta obejmuje żydowskich mieszkańców Łodzi i okolicznych miast, a także Żydów deportowanych z Niemiec, Austrii, Luksemburga, Czech. Przez krótki czas na terenie getta mieszkało także około 5 000 Romów.

Getto łódzkie było szczelnie zamknięte, oddzielone od reszty miasta płotami i drutami kolczastymi. Otaczał je pierścień gęsto rozstawionych posterunków. Specyficzna izolacja miała wpływ na panujące w nim warunki życia, które były wyjątkowo ciężkie.

Wśród mieszkańców śmiertelne żniwo zbierały choroby, mordercza praca, a zwłaszcza chroniczny głód. Porcje żywnościowe były katastrofalnie małe. Szacuje się, że w getcie zmarło 45 000 osób, z czego aż 40 000 z głodu.

Getto łódzkie bardzo szybko przekształciło się w gigantyczny obóz pracy niewolniczej. Pracowali nie tylko mężczyźni, ale także kobiety i dzieci. W lipcu 1942 roku na 102 000 ludności 69 000 było zatrudnionych w 74 zakładach. Liczba ta gwałtownie wzrosła po pierwszej wielkiej akcji deportacyjnej, nazywanej „Wielką Szperą”, która miała miejsce we wrześniu 1942 roku. Do obozu śmierci w Chełmnie wysłano wówczas 15 685 Żydów. Głównie były to dzieci do lat dziesięciu i osoby, które ukończyły 65. rok życia.

Niemieckim zarządcą getta łódzkiego był Hans Biebow. Koneksje i partyjne układy utorowały mu drogę do kariery w III Rzeszy. Wcześniej był handlarzem kawy w Bremie. Biebow rządził gettem za pośrednictwem Przełożonego Starszeństwa Żydów Chaima Mordechaja Rumkowskiego. Tego znanego przed wojną syjonistę i społecznika uważa się za „najciemniejszą postać, jaką wydał okres Zagłady“. Wsławił się wyjątkowym okrucieństwem – osobiście bił i katował mieszkańców getta. Ponadto swoją pozycję wykorzystywał do molestowania seksualnego kobiet i dzieci. Współcześni historycy spierają się o ocenę prowadzonej przez Rumkowskiego polityki zarządzania gettem. Jedni uznają go za genialnego taktyka walki o przetrwanie. Inni krytykują za „agresywne i niepohamowane rządzenie w stylu dyktatorskim”.

W drugiej połowie czerwca 1944 roku rozpoczęła się ostateczna likwidacja getta łódzkiego. Pierwszy transport do Auschwitz wyruszył 23 czerwca, ostatni 30 sierpnia. W sumie ze stacji Radegast, łódzkiego Umschlagplatzu, wywieziono około 70 000 ludzi.


Prezentujemy fragment Ostatniej drogi Rywy Kwiatkowskiej, opowiadania zadedykowanego ofiarom ostatecznej akcji likwidacyjnej getta łódzkiego w sierpniu 1944 roku. Utwór ten ukazał się w 1947 roku na łamach lewicowej gazety syjonistycznej „Nasze Słowo”.

Kilka słów o autorce opowiadania. Rywa Kwiatkowska urodziła się w 1920 roku w Łodzi. Przeszła przez getto łódzkie, obozy Auschwitz, Stutthof i Kokoszki. Po wojnie była członkiem Związku Literatów i Dziennikarzy Żydowskich w Polsce. W 1949 roku wyemigrowała do Izraela. Po wyjściu za mąż przybrała nazwisko Kwiatkowski-Pinchasik. Przez całe życie pisała głównie o Zagładzie. Opublikowała m.in. wspomnienia z obozu koncentracyjnego Fun lager cu lager (Z obozu do obozu), powieść Tojznt mol farwos? A togbuch fun a jingl fun lodżer geto (Po tysiąckroć dlaczego? Dziennik chłopca z getta łódzkiego), a także tomik poezji: Di lecte – di erszte wern. Lider un poemes (Ostatni będą pierwszymi. Wiersze i poematy). 

Rywa Kwiatkowska

OSTATNIA DROGA 

Na widok długiego węża wagonów towarowych, niemieckich mundurów, serce jego na chwilę zadrżało. Z opuszczoną głową wszedł do olbrzymiego baraku, gdzie na ziemi siedzieli oszołomieni ludzie: mężczyźni, kobiety i dzieci. Wodził po nich oczyma pełnymi łez. Znał ich wszystkich. Tych z getta łódzkiego i tych, którzy przybyli z okolicznych gett… Ilu na cmentarzu Żydów zostało! – westchnął ciężko. Przed jego oczyma wyrósł wielki cmentarz getta, gęsto usiany grobami. Zostali tam Żydzi z Niemiec i Czechosłowacji, Holandii i Austrii, Zgierza i Ozorkowa. Po twarzy rebe Borucha zaczęły kapać duże łzy. Spłynęły na brodę ukrytą pod grubym szalem. Wyjął z kieszeni psalmy i głosem pełnym żaru począł się modlić: „Z otchłani wołamy do Ciebie, o Boże”…

Dwie kobiety obok niego głośno płakały.

- Oddajcie mi moje dzieci. Ja nigdzie nie pójdę bez dzieci. Gdy wrócą, nie będzie mnie – nie będzie! – wołała jedna. Młodsza z nich, żona Elego rzezaka, podniosła się nagle z ziemi. Zerwała perukę z głowy i poczęła ją deptać nogami. Na usta wystąpiła jej piana. Podniosła obie pięści do góry, złorzecząc:

- Oby mór wszystkich wyniszczył! Oby wielki ogień objął cały świat! Oby się ziemia zapadała! Nie ma Boga… nie ma, nie ma.

Ludzie wokół struchleli.

- Cicho, cicho – uspakajały ją kobiety.

- Cały tor pełen Ukraińców, „Szupo”, „Gestapo” – dodawały szeptem.

- Niech przyjdą, niech strzelają, ja chcę moje dzieci – młoda kobieta miotała się z bólu jak ranione zwierzę.

W kącie olbrzymiego baraku stolarze, szewcy, kotlarze podawali sobie ostatnio zasłyszane wiadomości wojenne. Oczy płonęły, serca mocno waliły, szeptem padały słowa:

- Czerwona Armia pod Warszawą! Kiedyż mogą być w Łodzi? Za tydzień! Tylko przy nas Niemcy udają bohaterów! Po Stalingradzie i Leningradzie do kapitulacji jeden krok… Czy oni doprawdy wierzą, że my jeszcze dla nich pracować będziemy w Rzeszy! Ha, ha, ha… Oj, to im się „produkcja” jeszcze dostanie! Dwaj policjanci z getta siedzący obok zbliżyli się do zajętych rozmową. Nie chcieli stracić żadnego słowa. W domu zostały ich pałki i czapki. Na nowej drodze chcieli rozpocząć nowe życie. – Tak, wszystko jeszcze może być – apatycznie mówili do siebie. – Może być…

- Hinaus! Hinaus! – padł rozkaz i jak grom poderwał wszystkich z miejsca. Kobiety podniosły worki i tobołki. Mężczyźni ustawili się obok nich i razem jak jedna wielka rodzina wyruszyli wszyscy na linię kolejową.

Niemcy łagodnie, uprzejmie po wąskiej desce prowadzili kobiety i dzieci do wagonów. Troskliwie sprawdzali, czy jest kawa w wagonach, czy wszyscy mają siedzące miejsca. Każdemu doręczyli woreczek z cukrem i bochenek chleba…

Nagle ku przerażeniu wszystkich dał się słyszeć zgrzyt przy drzwiach. Nim ktoś zdołał zrozumieć, co się stało, wagony zostały zaryglowane. Pociąg zachwiał się i ruszył do przodu.

Z toru dał się słyszeć śmiech i gruby męski głos:

- Weg mit dieser Scheiße…

Serwis wykorzystuje pliki cookie do celów statystycznych. Jeśli się na to nie zgadzasz, wyłącz obsługę plików cookie w swojej przeglądarce internetowej. Rozumiem