Warszawska społeczność żydowska w okresie stanisławowskim 1764–1795

19 stycznia w Żydowskim Instytucie Historycznym odbędzie się spotkanie z dr. Pawłem Fijałkowskim poświęcone jego najnowszej publikacji „Warszawska społeczność żydowska w okresie stanisławowskim 1764–1795”. Przy tej okazji chcielibyśmy przybliżyć Państwu ten temat prezentując zapis rozmowy z Autorem.

Wide pfija kowski

Dlaczego okres stanisławowski jest dla warszawskiej społeczności żydowskiej wyjątkowo ważny?

Paweł Fijałkowski: Opowieść o warszawskich Żydach w tym okresie warto zacząć od wspomnienia o epokach wcześniejszych. W 1572 r. Warszawa uzyskała przywilej de non tolerandis judaeis zabraniający Żydom osiedlania się na terenie miasta. Potwierdzali go później kolejni władcy. W związku z tym władze miejskie miały prawo do tego, by nie godzić się na powstanie w Warszawie skupiska żydowskiego i gminy żydowskiej. Zabraniali im też nabywania nieruchomości i zajmowania się — tak jak mieszczanie — handlem i rzemiosłem. W rzeczywistości jednak w drugiej połowie XVIII w. w Warszawie istniało już dość duże skupisko ludności Żydowskiej. W 1765 r. było to ok. 2,5 tys. osób, z czego połowa płaciła pogłówne żyjąc w mieście praktycznie na stałe. Ówczesna Warszawa liczyła ok. 30–40 tys. mieszkańców, tak więc była to społeczność stosunkowo nieduża.

Był to jednak czas intensywnego rozwoju miasta, do którego napływały rzesze ludzi, zarówno z obszaru Rzeczypospolitej jak i z zagranicy. Warszawa stała się dużym miastem, które w 1792 r. liczyło ponad 100 tys. mieszkańców. Wśród nich było ok. 7–8 tys. Żydów. Są to jednak dane wyłącznie szacunkowe, gdyż Żydzi przebywali w mieście nielegalnie unikając jakiejkolwiek rejestracji z obawy, by nie umożliwiła ona władzom ich usunięcia. W owym czasie w mieście żyły różne niekatolickie grupy wyznaniowe, m.in. ewangelicko-reformowana, ewangelicko-augsburska, grekokatolicka, prawosławna. Była też niewielka grupa muzułmanów. Warszawa stawała się więc coraz bardziej zróżnicowana, tak jak każde większe miasto europejskie w tym czasie. Dodatkowo król Stanisław August Poniatowski, poza okresami swoich podróży, rezydował w niej praktycznie na stałe, co również sprzyjało jej rozwojowi.

Warszawa była organizmem bardzo skomplikowanym. Składała się z dwóch średniowiecznych miast – Starego Miasta i Nowego Miasta, które otoczone były jurydykami. Jurydyki były obszarami sąsiadującymi z miastem lub znajdującymi się w jego obrębie, lecz nie podlegającymi władzy miasta, a wyłącznej władzy właściciela, którym był magnat, szlachcic bądź kościół. I choć antyżydowski przywilej obowiązywał w odległości dwóch mil od miasta, to właściciele jurydyk uważali, że nie podlegają prawu miejskiemu i mogą swobodnie osiedlać Żydów na swoim terenie, co było przedmiotem ich licznych sporów z władzami miasta. Sytuacja była więc skomplikowana, bo o ile władze miasta mogły usunąć Żydów ze swojego terenu, to miały problem z wyegzekwowaniem tego od magnatów. Tak więc większość Żydów warszawskim mieszkała w rzeczywistości w XVIII w. w bezpośrednim sąsiedztwie miasta, a nie w jego granicach, choć był to jeden organizm społeczno-gospodarczy.

Ludność żydowska odgrywała w omawianym okresie znaczną rolę dla Warszawy, szczególnie jeśli chodzi o handel i rzemiosło. Żydowscy rzemieślnicy stawali się coraz silniejszą konkurencją dla mieszczan, zwłaszcza jeśli chodzi o wyrób odzieży, krawiectwo czy czapnictwo, które to branże były szczególnie silne wśród Żydów. Tak było też w przypadku produkcji żywności, wyrobu pieczywa czy sprzedaży mięsa. Część produkowanych przez Żydów produktów była koszerna, ale żydowscy rzeźnicy oferowali swój towar – niekoniecznie koszerny – również chrześcijanom. 

W Warszawie działali żydowscy kupcy hurtowi, którzy sprowadzali z zagranicy duże ilości towarów. Było to korzystne dla kupców warszawskich, gdyż nie dysponowali oni tak wielkim kapitałem i kupowali towar od żydowskich pośredników. Większość Żydów zajmowała się jednak drobnym handlem i stanowiła konkurencję dla sklepikarzy i handlarzy chrześcijańskich, co stanowiło dla tych drugich największy problem. Były też inne zajęcia w mieście, które stanowiły podstawę utrzymania mieszczan, ale którymi w pewnym momencie zaczęli zajmować się również żydowscy konkurenci. Prowadziło to do różnego rodzaju tarć i sporów między chrześcijanami a Żydami.

Warszawscy Żydzi w obrębie miasta stanowili pod koniec XVIII w. ok. 10% mieszkańców Starego Miasta. Na Nowym Mieście mieszkało ich znacznie mniej. Cała reszta zamieszkiwała jurydyki będące często samodzielnymi organizmami miejskimi. Były też jednak jurydyki małe, ograniczone do pałacu magnata lub szlachcica bądź do terenu klasztoru i jego najbliższych okolic. Były też jednak jurydyki duże, takie jak Leszno, które miało swój ratusz i zarząd i praktycznie było miastem sąsiadującym z Warszawą. Podobnie było w przypadku jurydyki nowoświeckiej, a także na prawym brzegu Wisły – na Pradze, Skaryszewie i w Golędzinowie. Na Pradze Żydzi stanowili przynajmniej 15% mieszkańców. Sporo Żydów mieszkało też w cyrkułach Nowy Świat, Leszno i Grzybów. Cyrkuły powstały w 1792 r., kiedy na mocy Sejmu Czteroletniego wszystkie jurydyki włączono w granice Warszawy. Samo miasto podzielono wtedy na cyrkuły. Nie rozwiązywało to jednak w żaden sposób problemu Żydów, którzy mieszkali w obrębie miasta. Władze miejskie twierdziły ciągle, że przywilej żydowski nadal obowiązywał. W czasie Sejmu Czteroletniego mieszczanie prowadzili różnego rodzaju działania mające na calu pozbycie się Żydów z Warszawy.


Jakie zmiany w porównaniu z okresem wcześniejszym dotknęły warszawskich Żydów w czasie panowania króla Stanisława Augusta Poniatowskiego?

 P.F.: Jeśli chodzi o sytuację prawną to zmiany były stosunkowo nieduże. Istotne znaczenie miała uchwała sejmowa z 1775 r. i podjęta w tym samym roku uchwała Rady Nieustającej. Na jej mocy Żydzi mogli osiedlać się na Mazowszu aż do linii okopów otaczających miasto. Uchwała została sfałszowana przez marszałka Ponińskiego i potwierdzała wszystkie przywileje Warszawy, jednak w kwestii osadnictwa ludności żydowskiej wyłączała z niego jedynie teren miasta, choć w samym przywileju była mowa o obszarze 2 mil wokół miasta. Z kolei uchwała Rady Nieustającej mówiła jednoznacznie o tym, że Żydzi mogą osiedlać się i zajmować handlem oraz rzemiosłem na całym obszarze Mazowsza aż po okopy otaczające miasto. Okopy te nie były granicą administracyjną i miały służyć kontroli nad ruchem ludności w związku z zagrożeniem epidemiami, jednak po 1775 r. stały się czymś w rodzaju takiej granicy. Postanowienia te nie były jednak zaakceptowane przez warszawski magistrat.

 Istotnym czynnikiem było jednak poparcie magnatów, którzy mieli swoje siedziby wokół Warszawy i którzy widzieli korzyści ekonomiczne związane z obecnością Żydów. Budowali oni lub wynajmowali dla żydowskich kupców i rzemieślników, powstawały żydowskie miasteczka wokół Warszawy takie jak Nowa Jerozolima, która została stworzona przez Sułkowskiego czy Nowy Potok stworzony przez Potockiego lub Golędzinów, który stał się żydowskim miasteczkiem dzięki decyzjom króla Stanisława Augusta Poniatowskiego widzącego potrzebę stworzenia w bezpośrednim sąsiedztwie Warszawy żydowskiego centrum społeczno-gospodarczego. Zdawał sobie sprawę, jak silne są sprzeciwy warszawskiego mieszczaństwa i prawdopodobnie z tego powodu postanowił, że takim centrum będzie Praga w szerokim znaczeniu tego słowa, czyli Golędzinów, Pragę właściwą i Skaryszew, czyli bezpośrednie sąsiedztwo stolicy, ale w pewnej odległości. Grunty Golędzinowa były prywatną własnością króla, który postanowił osiedlić tam zarówno rzemieślników ewangelickich, jak i żydowskich. Dał też zgodę na założenie cmentarza.

 Miasteczka znajdujące się na prawym brzegu Wisły nie były jednak tak atrakcyjne jak sama Warszawa. Jednak żydowska wspólnota religijna na Pradze działała legalnie będąc przykahałkiem gminy w Węgrowie. Jest to istotne, bo w samej Warszawie Żydzi nie mogli założyć działającej legalnie gminy. Istniała ona nielegalnie, nie mogła mieć jednak cmentarza, który znajdował się na Pradze.

 Licząca pod koniec okresu stanisławowskiego ok. 8 tys. osób społeczność żydowska w Warszawie była wewnętrznie zróżnicowana. Znajdowali się w niej przedstawiciele różnych nurtów kultury żydowskiej, w tym – co najważniejsze – żydowskiego oświecenia, którzy należeli do szczególnie aktywnych w kreowaniu zmian. Zależało im na tym, by Żydzi posiadali w Warszawie takie same prawa jak chrześcijanie. Jednak ich starania i petycje pisane do króla w czasie Sejmu Czteroletniego nie przyniosły efektów. W jednej z nich proszono o możliwość osiedlenia się w mieście 300 najzamożniejszych rodzin żydowskich.

 Warto pamiętać, że w Warszawie mieszkała też żydowska biedota, która była szczególnie intensywnie zwalczana przez władze miejskie i która była też problemem dla zamożnych Żydów. Godzili się oni często na to, by tych biedniejszych członków ich społeczności z miasta usuwać. Było to częścią większego problemu, bo Warszawa była miejscem bardzo atrakcyjnym i przyciągała ludzi zarówno zdolnych i dobrze wykształconych, jak i życiowych rozbitków. Dotyczy to zarówno Żydów jak i chrześcijan. To z kolei sprawiało, że nie była miastem zbyt bezpiecznym i miała dość dobrze rozwiniętą przestępczość, także przestępczość żydowską.

 Żydzi wynajmujący mieszkania, pokoje i inne pomieszczenia byli kupcami, handlarzami i rzemieślnikami. Płacili czynsz, a poza tym – mając na terenie jurydyk swoje sklepy – płacili z tego tytułu podatki. Bezpośrednią korzyść z ich obecności odnosili więc magnaci. Podobnie było na Pradze, której władze nie zgadzały się na usuwanie Żydów bojąc się, że stracą źródło utrzymania bez żydowskich lokatorów, żydowskich najemców mieszkań i sklepów. Kiedy więc magistrat warszawski podejmował kolejną uchwałę mającą na celu usunięcie Żydów z miasta i jego sąsiedztwa, magistrat praski z reguły się temu sprzeciwiał. Ważne były też powiązania magnaterii z żydowskimi kupcami, którzy byli często w tym czasie również bankierami. Magnaci powierzali im swoje kapitały tworząc spółki, które miały przynosić im dochody. W związku z tym magnaterii zależało na tym, by kupcy i bankierzy żydowscy mogli swobodnie prowadzić swoją działalność, jako że część zysków miała wpłynąć do ich kieszeni.


 Jak wyglądały relacje między żydowskimi a nieżydowskimi mieszkańcami Warszawy w omawianym okresie?

 P.F.: Te relacje były częścią większego problemu. Z punktu widzenia władz miasta Żydzi nie posiadali prawa miejskiego, nie byli obywatelami miasta. Ale w Warszawie było wielu takich ludzi, również chrześcijan. Do 1776 r. prawa miejskiego nie mogli uzyskać również protestanci, których w Warszawie mieszkało wówczas bardzo wielu. Było rzeczą niesamowitą, że choć sejm wprowadził w 1768 r. równouprawnienie wszystkich wyznań chrześcijańskich to władze Warszawy wciąż odmawiały obywatelstwa niekatolikom. Wymusił to dopiero Sąd Asesorski, jednak jego postanowienia nie dotyczyły rzecz jasna Żydów.

 Warto pamiętać, że przez długi czas zwalczanie Żydów było zwalczaniem konkurencji stanowionej przez ludzi obcych. A obcymi byli wszyscy nie będący obywatelami miasta. Magistrat stał na straży miejskich przywilejów i nie godził się na ich naruszenie, wymuszał jednocześnie na władzy marszałkowskie rugowanie Żydów. Miało to miejsce kilkukrotnie w czasach stanisławowskich w latach 1768, 1775, 1784 i kilkukrotnie w latach 90. Próby te były jednak skazane na niepowodzenie, nie dało się tak po prostu usunąć kilku tysięcy ludzi. Społeczność żydowska była więc w tym czasie stałym elementem w mieście. Był to jednak element bardzo ruchliwy, przenoszący się z miejsca na miejsce.

 Wśród rzemieślników żydowskich było wielu przedstawicieli rzadkich specjalności takich jak jubilerzy, złotnicy, pieczętarze czy pieczątkarze, którzy nie mieli rywali w społeczności chrześcijańskich mieszczan. Wobec tego władze państwowe wymusiły na władzach miejskich zgodę na ich obecność. Podobnie w przypadku kupców hurtowych, którzy byli potrzebni, gdyż zaopatrywali dwór królewski i dwory magnackie. Spierano się w owym czasie o kwalifikacje żydowskich specjalistów, a mieszczanie głosili, że żydowscy rzemieślnicy produkują towary niskiej jakości, a kupcy oszukują. Oczywiście, w przypadku gospodarczej rywalizacji o konkurencji mówi się różne rzeczy, także niezgodne z prawdą i tak zapewne było w tym przypadku. Najlepszym dowodem na to, że żydowscy złotnicy byli specjalistami wysokiej klasy jest to, że w 1787 r. marszałek wielki koronny powierzył funkcje urzędowych szejdarzy i probierzy Żydom. Szejdarze zajmowali się rafinacją metalu i potrafili uzyskać złoto lub srebro odpowiedniej próby. W obwieszczeniu marszałka była mowa o zabezpieczeniu majątku i o porządku publicznym. Chodziło o to, by wyroby złotnicze oferowane przez rzemieślników zawierały odpowiednią ilość kruszcu gwarantowaną przez państwo. Powierzono te funkcje specjalistom żydowskim, gdyż to właśnie oni potrafili najlepiej wykonać tą żmudną i czasochłonną pracę. Rzemieślnicy chrześcijańscy również wiedzieli rzecz jasna jak tę pracę wykonać, do tej roli wybrano jednak ostatecznie Żydów.

 Był to jeden z elementów większej całości. Poza tym, w oficjalnej propagandzie głoszonej przez władze miasta w kontekście Żydów stale obecny był wątek religijny. Obok wydumanych często dowodów na to, że żydowscy rzemieślnicy są złymi specjalistami i że produkują wyroby niskiej jakości pojawiał się jeszcze temat ich rzekomej wrogości wobec chrześcijaństwa. Głoszono, że Żydzi szkodzą chrześcijanom ponieważ religia nakazuje im wrogość wobec chrześcijan. Ten wątek znajdujemy w publicystyce, w broszurach, w ulotkach pisanych i wydawanych na polecenie władz miasta. Jednak mimo całej złożoności sytuacji i wielu napięć rzadko dochodziło do aktów przemocy. W okresie stanisławowskim miał miejsce tylko jeden tumult — w dniu 16 maja 1792 r. — gdy rozgoryczeni brakiem zleceń rzemieślnicy, głównie kuśnierze i krawcy, mający stosunkowo najwięcej żydowskich rywali. Oni właśnie ruszyli do jurydyk, gdzie mieszkali Żydzi i zdemolowali żydowskie sklepy i towary na Kłopockiem, Tłomackiem, na Pociejowie. Te zamieszki miały na celu przede wszystkim zniszczenie własności żydowskiej, tak więc żydowscy kupcy i rzemieślnicy ponieśli w owym czasie wielkie straty. Było to jednak jedyne poważne zdarzenie tego rodzaju. Zdarzało się też, że rozgoryczeni chrześcijańscy rzeźnicy nachodzili rzeźnię prowadzoną przez Żyda i zabierali mięso, zdarzały się też bójki. Ale były to wydarzenia stosunkowo nieliczne biorąc pod uwagę ilość Żydów mieszkających w Warszawie i biorąc pod uwagę ich aktywność gospodarczą.

 Oczywiście w każdym dużym mieście, w którym ludzie żyją w trudnych warunkach, w przeludnionych mieszkaniach, dochodzi do konfliktów. Nie inaczej było w tych budynkach, które zamieszkiwali i Żydzi i chrześcijanie. Narzekano, że ktoś nie sprząta po sobie klatki schodowej lub podwórza, bądź też że sprząta je zbyt intensywnie. Problemem mogły też być zbyt głośne zabawy czyichś dzieci, wobec czego dochodziło do różnego rodzaju utarczek między lokatorami. Były to jednak drobiazgu, a większym problemem był ogólny poziom bezpieczeństwa w ówczesnej Warszawie, w której dość intensywnie rozwijała się przestępczość. Szczególnie w jurydykach, w których mieszkali ludzie przeprowadzający się często z miejsca na miejsce. W Warszawie działali też drobni oszuści, fałszerze i złodzieje, tak polscy jak i żydowscy, spośród których tworzyły się także bandy, dla których Warszawa była bazą wypadową. Wyruszali z niej oni by napaść na dwór lub plebanię gdzieś na Mazowszu lub nawet na Ziemi Łukowskiej. Były też jednak takie grupy, które przyjeżdżały do Warszawy by tu kogoś okraść i jak najszybciej wyjechać, by gdzie indziej sprzedać swoje łupy. Co ciekawe, w okresie stanisławowskim działały zarówno grupy złożone z Żydów lub chrześcijan jak i mieszane, co jest charakterystyczne dla lat 80. i 90. Kwestia żydowsko-chrześcijańskich grup przestępczych jest niesamowicie ciekawa, bo pokazuje jedną ze stron ówczesnej integracji, choć nie jest to do końca integracja, której byśmy sobie życzyli. Niemniej jednak osoby żyjące w trudnych warunkach musiały dawać sobie jakoś radę w trudnych warunkach, najczęściej ówcześni przestępcy byli życiowymi bankrutami, którzy ponieśli klęskę w różnych zawodach. Wcześniej byli nierzadko karczmarzami, dzierżawcami browarów lub rzemieślnikami, ale w końcu plantowali. Czasem tracili na ryzykownych operacjach handlowych, więc aby przeżyć decydowali się na popełnienie przestępca. Było to jednak duże ryzyko, bo kary były bardzo surowe. Drobni złodzieje złapani po raz pierwszy byli karani chłosta i wygnaniem z miasta, ale recydywiści byli karani śmiercią przez powieszenie. To wszystko tworzyło jednak koloryt w dawnej Warszawie i było elementem złożoności, charakterystycznym dla każdego dużego miasta. Badając dziś dzieje dawnej Warszawy można natrafić na wiele niezwykle ciekawych elementów jej historii, które są charakterystyczne dla epoki i mają zarazem wymiar ponadczasowy. Różnego rodzaju drobne problemy i konflikty, których ślady odnajdujemy dziś w dokumentach sądowych, mogłyby tak naprawdę mieć miejsce w każdej epoce.

 

Rozmawiał Bartek Borys


19 stycznia w Żydowskim Instytucie Historycznym odbędzie się spotkanie z dr. Pawłem Fijałkowskim poświęcone jego najnowszej publikacji „Warszawska społeczność żydowska w okresie stanisławowskim 1764–1795”. 

Serwis wykorzystuje pliki cookie do celów statystycznych. Jeśli się na to nie zgadzasz, wyłącz obsługę plików cookie w swojej przeglądarce internetowej. Rozumiem