Strumień wina i wódki obok strumienia łez i krwi

W maju 1942 roku Niemcy filmowali getto. Efektem ich pracy miał być film propagandowy ukazujący „dostatnie” życie mieszkańców żydowskiej dzielnicy zamkniętej.

Wide zabawa w getcie
Klub żydowski w warszawskim getcie.  /  fot. Bundesarchiv

W maju 1942 roku, na dwa miesiące przed rozpoczęciem wielkiej akcji likwidacyjnej, do warszawskiego getta przybyła niemiecka ekipa filmowa. Jej celem było nakręcenie antyżydowskiego materiału propagandowego pokazującego „dostatnie” życie mieszkańców dzielnicy zamkniętej.

W owym czasie w getcie panowały nieludzkie warunki. Na jeden km2 jego powierzchni przypadało wówczas około 146 tys. ludzi. Średni przydział żywności dla dorosłego mieszkańca getta w latach 1940–1942 wynosił ok. 300 kalorii dziennie. Od jesieni do 1940 do lipca 1942 roku w getcie, najczęściej z zimna, głodu i chorób, zmarło ok. 92 tys. Żydów. Przy czym najwyższą liczbę ludności, ok. 450 tys. ludzi, getto osiągnęło w 1941 roku. W styczniu 1942 roku przebywało w nim ok. 35 tys. dzieci w wieku do 7 lat i mniej więcej 50 tys. w wieku 7–14 lat.

W getcie nie głodowali tylko nieliczni i byli to ci, którym udało się ukryć część majątku lub tacy, którzy „mieli kontakty handlowe lub pomoc ze strony aryjskiej”. Z drugiej jednak strony nie sposób nie wspomnieć o ogromnych kontrastach panujących w getcie. Tak opisywała je anonimowa mieszkanka getta (jej relacja znajduje się w zbiorach ŻIH): 

Aby oddać ściśle obraz getta warszawskiego, trzeba powiedzieć, że wyłaniające się z codziennego beznadziejnego życia pytanie ogromnej wynędzniałej większości społeczeństwa „co dalej?” zagłuszała muzyka z kawiarń i restauracji, bo i takie instytucje mieściły się w getcie. Dziwne życie prowadziła część społeczeństwa żydowskiego. Nie była ona liczna. Składała się z kilkunastu chyba tysięcy ludzi, na których opierał się w swej działalności Judenrat (gmina żydowska). Byli to właściciele lub współwłaściciele niewielkich fabryk w getcie, kupcy, dawni przemysłowcy, spekulanci, przemytnicy, szantażyści. Nie było ich wielu, a jednak wywierali fatalny wpływ na resztę społeczeństwa. Bawili się. Wydawali pieniądze w pięknych lokalach, klubach karcianych, w domach publicznych. Strumień wina i wódki lał się jednocześnie ze strumieniem łez i krwi.  

W kwietniu 1941 roku Emanuel Ringelblum, twórca podziemnego archiwum getta warszawskiego pisał, że „getcie jest 61 lokali rozrywkowych”. W swojej książce „Getto Warszawskie. Przewodnik po nieistniejącym mieście” Barbara Engelking i Jacek Leociak podają zaś listę niemal stu lokali gastronomicznych, rozrywkowych oraz „miejsc spotkań towarzyskich” getta.  

Te kontrasty wykorzystali Niemcy w swoim filmie. Adam Czerniaków pisał: „Filmowcy obejrzeli restaurację żydowską. Polecili podać jadło z bufetu. Przygodni goście żydowscy skonsumowali wszystko z wielkim apetytem za kilka tysięcy złotych”. Lucjan Gurman, którego relacja znajduje się w archiwum Żydowskiego Instytutu Historycznego, wspomina tę scenkę bardziej szczegółowo:

„Niemcy w getcie kręcili film propagandowy. »Prawdziwe« scenki z getta wyglądały w ten sposób, że do restauracji Szulca przy rogu Nowolipek i Karmelickiej wpędzili lepiej ubranych Żydów. Kazali im zająć stoliki i konsumować różne dania. Również do restauracji wpędzeni zostali biedni, źle ubrani Żydzi, którzy prosili tych siedzących przy stolikach o pomoc. Na polecenie reżyserów niemieckich bogatsi Żydzi bili i wypychali biednych”.

Filmując getto Niemcy zaaranżowali wiele scenek na ulicach i w mieszkaniach prywatnych. Chcieli pokazać „wystawne” życie elity warszawskiej dzielnicy zamkniętej. Ekipa filmowa odwiedziła również siedzibę Judenratu. „Kazali zainscenizować w prywatnym mieszkaniu prezesa gminy [Adama Czerniakowa] wystawne przyjęcie, w którym mieli brać udział elegancko ubrani uczestnicy. Przyjęcie to zostało sfilmowane” — relacjonowała anonimowa świadek tych wydarzeń, której relacja znajduje się w zbiorach ŻIH.

Najbardziej drastyczne sceny zainscenizowano i nakręcono w mykwie. Według przywoływanej wyżej anonimowej relacji „Aparat filmowy dotarł nawet do kąpieli żydowskiej — „mykwy”, ale tego dnia zabroniono kąpać się brudnym, wynędzniałym Żydom, a zabierano z ulicy do kąpieli dobrze ubranych ludzi”. Lucjan Gurman wspominał: „Niemcy zgrupowali w łaźni w okolicy ul. Smoczej starszych brodatych Żydów i młode dziewczęta, kazali im się wspólnie kąpać, wyprawiać różne hece, a kamery filmowe nagrywały film”. Abraham Lewin, którego cytują Barbara Engelking i Jacek Leociak, precyzuje: „Przydzielali przy tym młodej dziewczynie — starego Żyda i odwrotnie: młodzieńcowi — starą kobietę. Zmuszali ich następnie do odbycia stosunku”.

Niemcy nie dokończyli filmu. Nakręcone przez nich w getcie scenki zostały wykorzystane w filmie dokumentalnym Yael Hersonski zatytułowanym „Niedokończony film” (ang. „A Film Unfinished”). Miał on swoją premierę podczas festiwalu Sundance w 2010 roku, na którym otrzymał nagrodę World Cinema Documentary Editing Award. 

Lucjan Gurman przeżył wojnę. Od końca 1942 roku ukrywał się po „aryjskiej” stronie w mieszkaniu rodziny swojego kolegi z przedwojennej pracy, Henryka Głowackiego. Przeżył Powstanie Warszawskie, trafił na roboty do Niemiec gdzie został wyzwolony przez amerykańską 8. Armię. Członkom ukrywającej go rodziny Głowackich nadano tytuły Sprawiedliwych Wśród Narodów Świata.  


W tekście wykorzystano cytaty z książki „Getto Warszawskie. Przewodnik po nieistniejącym mieście” Barbary Engelking i Jacka Leociaka wyd. przez Stowarzyszenie Centrum Badań nad Zagładą Żydów, Warszawa 2013 oraz relacji świadków Zagłady znajdujących się w zbiorach Żydowskiego Instytutu Historycznego.

Serwis wykorzystuje pliki cookie do celów statystycznych. Jeśli się na to nie zgadzasz, wyłącz obsługę plików cookie w swojej przeglądarce internetowej. Rozumiem