„Syn Szawła”: spojrzenie na piekło

22 stycznia br. na ekrany polskich kin wchodzi nominowany do Oscara i nagrodzony w Cannes węgierski film „Syn Szawła” w reżyserii László Nemesa.

Wide screen shot 2016 01 21 at 10.17.53

Jedyny wizualny dowód niewyobrażalnego  – tego, co działo się w krematoriach Auschwitz-Birkenau – zamyka się w czterech zdjęciach zrobionych w sierpniu 1944 przez greckiego Żyda imieniem Alex.  Fotografie są nieostre, wykonane z ukrycia. Oprócz jednego, pokazującego czubki drzew i niebo, weszły one do repozytorium ikonicznych obrazów, które świadczą o Zagładzie; na potrzeby wyostrzenia tego świadectwa współcześnie najczęściej są powiększane i retuszowane, jakby zakładano, że ich rozmiar, nieostrość czy złapana w kadrze framuga drzwi krematorium V jest przeszkodą w zobaczeniu, co przedstawiają. Ale oglądanie ich w oryginalnym formacie (i w komplecie) – jak są pokazywane na wystawie głównej w Muzeum POLIN – uświadamia, że ta przeszkoda leży gdzie indziej; w percepcji widza. Wszelkie zabiegi powiększające czy wyostrzające te fotografie nic nie dają – to świadectwo niewyobrażalnego ciągle jest wyzwaniem poza granicą rozumienia.

Do tych zdjęć i nieostrości tamtego świata właśnie odwołuje się László Nemes w „Synie Szawła”. To właśnie przyjęta perspektywa jest chyba tym, co świadczy o wyjątkowości tego filmu. Oto kamera skupiona jest przez cały czas na Szawle Ausländerze, węgierskim Żydzie z Sonderkommando, pokazując świat Auschwitz-Birkenau jego oczami. To główny bohater i jego percepcja jest jednym wyraźnym punktem; to, co go otacza bardzo często jest nieostre, rozmyte, chaotyczne. Dokłada się do tego polifonia głosów, przechodząca niekiedy w kakofonię, a z rzadka w ciszę. Na pewnym poziomie jest to film o tym, że rzeczywistości Auschwitz nie da się zobaczyć i usłyszeć wyraźnie, bo to oznacza konfrontację z tym odwróconym światem, która może być nie do udźwignięcia. Tak właśnie jest w przypadku głównego bohatera, który jest nie tylko przewodnikiem po tym świecie, ale i staje się w nim Antygoną; jego misją staje się bowiem godny pochówek chłopca, który nie umarł w komorze gazowej, a jednocześnie wplątuje się w przygotowania do buntu. Historia fikcyjna nakłada się tu na prawdziwą, podobnie jak to, co widzi Szaweł, jest dość dokładnym odzwierciedleniem rzeczywistości z dzienników i relacji pozostawionych przez więźniów Sonderkommando.

„Syna Szawła” można odczytywać w wielu kontekstach interpretacyjnych, biorąc pod uwagę elementy symboliczne, kwestię religijności czy problem cielesności. Na pewno rodzi też w oglądającym wiele pytań – od zupełnie podstawowych, czy Sonderkommando powinno być tematem na film, poprzez te, które zadawali sobie ci, którzy przeżyli, z Primo Levim na czele, aż do kwestii możliwości formułowania moralnych osądów i wreszcie – niewyobrażalności i rozumienia tamtej rzeczywistości. Ale nie ulega wątpliwości, że zaproponowane przez László Nemesa spojrzenie na ostatni krąg obozowego piekła porusza; mimo, że tak wyraźne, to właśnie najważniejsza w nim jest ta nieostrość. 

Serwis wykorzystuje pliki cookie do celów statystycznych. Jeśli się na to nie zgadzasz, wyłącz obsługę plików cookie w swojej przeglądarce internetowej. Rozumiem