Marceli Godlewski. Ksiądz po tamtej stronie muru

Nie porzucił parafii nawet wtedy, gdy kościół został otoczony murem wyznaczającym granice getta.

Wide marceli godlewski
Marceli Godlewski  /  za: http://www.warszawska.info/stare-miasto/piwna/sw.marcin-historia.html

Ks. Marceli Godlewski został proboszczem w warszawskim kościele Wszystkich Świętych w 1915 roku. Był nim przez 30 lat. Nie porzucił parafii nawet wtedy, gdy kościół został otoczony murem wyznaczającym granice getta. Gdy wspominam jego nazwisko – pisał prof. Ludwik Hirszfeld – ogarnia mnie wzruszenie. Namiętność i miłość w jednej duszy. Ongiś bojowy antysemita, kapłan wojujący w piśmie i słowie. Ale gdy los go zetknął z dnem nędzy, odrzucił precz swoje nastawienie i cały żar swojego kapłańskiego serca poświęcił Żydom. 25 grudnia 2015 przypada 70. rocznica jego śmierci.

Na długo zanim Polska odzyskała niepodległość, ks. Godlewski dał się poznać jako niezwykle aktywny społecznik. Jego działania nakierowane były głównie na rozrastające się wraz z rozwojem przemysłu środowisko robotnicze. Chęć osiągnięcia jak największych zysków – pisał po latach – zagłusza wszelkie uczucia. Na robotnika patrzono więc tylko jako na siłę roboczą, jako na maszynę czysto mechaniczną, z której chciano wycisnąć jak największą korzyść. Prowadzone przez ks. Godlewskiego duszpasterstwo robotników oraz wygłaszane w sali parafialnej pogadanki o tematyce społecznej przeobraziły się w 1905 roku w Stowarzyszenie Robotników Chrześcijańskich. SRCh bardzo szybko osiągnęło zasięg ogólnopolski, organizując samopomoc robotniczą, poradnictwo prawne, spółdzielnie spożywcze i świetlice.

Wrażliwy społecznie kapłan katolicki podjął walkę z socjalistami o rząd robotniczych dusz. Równolegle toczyła się jednak walka z innym przeciwnikiem – Żydami wyzyskującymi, jego zdaniem, Polaków. Na łamach wydawanej przez siebie prasy, w tym kierowanego do kobiet tygodnika „Pracownica Polska”, ks. Godlewski bardzo mocno popierał hasło „swój do swojego po swoje”. Do pewnego stopnia antyżydowski charakter miały także promowane przez niego spółdzielczość i kasy pożyczkowe. Pozwalały one bowiem pominąć „obcych” pośredników – zresztą nie tylko Żydów, ale też Niemców – i uczynić handel narodowym, co ks. Godlewski uznawał za atut.
Po 1918 roku sposób działania ks. Godlewskiego wyraźnie się zmienił. Skupił się na swojej parafii, coraz rzadziej biorąc udział w szerzej zakrojonych akcjach społecznych. Zaangażował się za to w politykę, w 1930 roku wchodząc do władz Stronnictwa Narodowego. W latach międzywojennych coraz większą część swojej publicystyki poświęcał Żydom. Zaczął być powszechnie znany – o czym wspomina Hirszfeld – jako „bojowy antysemita” w sutannie.

O pomocy, jakiej miał udzielać Żydom ks. Godlewski, krążą legendy. Niektórzy twierdzą, że przenosił żydowskie dzieci przez mur getta, ukrywając je w fałdach sutanny, albo że osobiście uczestniczył w przerzucie broni dla walczącego getta. Czynności te były jednak niemożliwe do wykonania dla 78. letniego, schorowanego człowieka. Faktyczne zasługi ks. Godlewskiego były nieco mniej efektowne, ale za to wiązały się z działaniem na większą skalę. Kancelaria jego parafii wystawiła setki fałszywych metryk chrztu, które dawały szanse na przeżycie Żydom, decydującym się na ucieczkę na „aryjską stronę”. Jako że obydwaj księża dysponowali przepustką umożliwiająca im przekraczanie bram getta, stale przemycali przez mur korespondencję i informacje, konieczne do zorganizowania ucieczki.
Wypisywane przez ks. Godlewskiego fałszywe metryki pozwoliły na wywiezienie z getta pewnej liczby dzieci żydowskich. Zajmowały się tym głównie siostry franciszkanki Rodziny Maryi, które w porozumieniu z ks. Godlewskim założyły w jego domu sierociniec, na użytek księdza pozostawiając tylko jeden pokój. W sierocińcu w Aninie przebywało w czasie wojny w sumie około 20 żydowskich dzieci.

22 lipca 1942 roku rozpoczęła się wielka akcja likwidacyjna getta, w czasie której ponad 300 tysięcy Żydów wywieziono do komór gazowych Treblinki. W pierwszych dniach akcji Niemcy kazali księżom opuścić getto. Ks. Godlewski pojechał do Anina, gdzie pomagał siostrom w prowadzeniu sierocińca. Nie był to bynajmniej czas spokojniejszy od tego, spędzonego w getcie. Sierociniec kilkakrotnie nawiedzany był przez Niemców, szukających ukrywających się Żydów. Sędziwy ksiądz musiał też dawać odpór szmalcownikom, słusznie podejrzewającym, że wśród jego podopiecznych są także sieroty żydowskie. Wszystkie ukrywające się w sierocińcu w Aninie dzieci żydowskie przeżyły wojnę. Ks. Marceli Godlewski zmarł w swoim podwarszawskim domu w grudniu 1945 roku, dożywszy 80 lat. Za swoje zasługi w 2009 roku został odznaczony medalem Sprawiedliwy Wśród Narodów Świata. 

Gdy wybuchła II wojna światowa, ks. Godlewski kończył przygotowywać się do przejścia na emeryturę. Niemal gotowy do zamieszkania był dom, który budował w Aninie, chcąc spędzić w nim starość. Wojna pokrzyżowała jednak te plany. Ks. Godlewski postanowił bowiem nie opuszczać kościoła Wszystkich Świętych, który znalazł się na terenie getta. Szacuje się, że w listopadzie 1940 roku, w momencie zamknięcia getta, żyło w nim około 2 tysięcy Żydów-katolików. Ks. Godlewski wystarał się o oficjalną zgodę biskupa na prowadzenie duszpasterstwa w getcie. Misję tę powierzono ks. Godlewskiemu oraz wikaremu w kościele Wszystkich Świętych, ks. Antoniemu Czarneckiemu. Działalność ks. Godlewskiego w getcie nie ograniczała się jednak wyłącznie do posługi duchowej. Zorganizował działającą przy parafii kuchnię społeczną, która wydawała posiłki dla około 100 osób dziennie. Podobna liczba osób zamieszkała na plebanii i w kilku odrębnych budynkach gospodarczych. Z kuchni, jak i ze schronienia na plebanii, mogli korzystać zarówno Żydzi-chrześcijanie, jak i nieochrzczeni.

Postać ks. Godlewskiego wciąż budzi kontrowersje. Trudno wskazać przyczynę, dla której człowiek wrogo nastawiony do Żydów, zdecydował się, po pierwsze, pełnić posługę w getcie, a po drugie, tak mocno zaangażował się w związane z dużym ryzykiem pomaganie Żydom. Proboszcz getta nie zostawił po sobie „wyznań nawróconego antysemity”. W gruncie rzeczy nie wiemy nawet, czy zmienił swój niechętny stosunek do Żydów. Być może w fakcie ustanowienia getta na terenie swojej parafii dostrzegł „palec Boży” i postanowił to zadanie wykonać jak najlepiej? Górę nad uprzedzeniami wziął też zapewne, właściwy mu od zawsze, odruch solidaryzowania się z najsłabszymi.

Niejednoznacznie oceniany jest fakt, że księża udzielali w getcie sakrament chrztu świętego. Według niektórych źródeł zdecydowało się go przyjąć kilka tysięcy zamkniętych za murem Żydów. Bardziej realistyczne wydają się jednak szacunki mówiące o kilkuset ochrzczonych. Część neofitów zmianę religii traktowała zapewne jako duże przeżycie duchowe. Inni, być może większość, podchodzili do sprawy bardzo pragmatycznie. Liczyli, że jako chrześcijanie będą lepiej niż inni Żydzi traktowani przez Niemców. Być może mieli też nadzieję na uzyskanie pomocy od Polaków. 

Opuszczając getto na rozkaz Niemców, ks. Czarnecki zabrał ze sobą figurę Matki Boskiej, przy której odbywała się katecheza dla przygotowujących się do chrztu. Figura przetrwała wojnę. Stoi dziś na terenie przynależnym do kościoła św. Katarzyny na warszawskim Służewie i nazywana jest „Matką Bożą z Getta”. Tabliczka na cokole pomnika głosi: „Przed tą figurą Niepokalanej w getcie warszawskim złożyło wyznanie wiary katolickiej tysiące Żydów”. Czy tylko przewrażliwione ucho może usłyszeć w tych słowach pogłos triumfalizmu? Z pewnością brakuje tu informacji, że nie bliżej nieokreślone „tysiące”, a trzysta tysięcy Żydów z tegoż getta – ochrzczonych na równi z nieochrzczonymi – poniosło śmierć.

Cytat w pierwszym akapicie tekstu z: L. Hirszfeld, „W cieniu kościoła Wszystkich Świętych”, [w:] „Ten jest z ojczyzny mojej. Polacy z pomocą Żydom 1939–1945”, oprac. W. Bartoszewski, Z. Lewinówna, Kraków 1969, s. 817.

Serwis wykorzystuje pliki cookie do celów statystycznych. Jeśli się na to nie zgadzasz, wyłącz obsługę plików cookie w swojej przeglądarce internetowej. Rozumiem