Szmugiel w getcie warszawskim. Część druga

Praca napisana w konspiracji po likwidacji getta warszawskiego.

Wide  mgl7020

Szmugiel w getcie warszawskim. Część pierwsza

WYLOTY

Szmugiel przez wyloty (bramy) był najbardziej efektowną formą szmuglu, najmniej niebezpieczną dla szmuglerów, ale wymagała dużo mądrości i sprytu. […] W miarę zmniejszania się obszaru dzielnicy żydowskiej i celem ustanowienia bardziej rygorystycznej kontroli ruchu na wylotach, ich liczba została wydatnie zmniejszona. […]

W pierwszych dniach zamknięcia getta, zanim niemieccy żandarmi zorientowali się w labiryncie zakazów wywozowych i wwozowych, zanim pogodzili się z myślą, że ludność dzielnicy żydowskiej ma być morzona głodem, myśl, w którą nawet niemieccy żandarmi początkowo nie wierzyli, wozy z żywnością wjeżdżały do getta bez przeszkód. Gdy po kilku dniach sprecyzowane dyspozycje Transferstelle uniemożliwiły bezkarne kursowanie wozów z żywnością, policja żydowska tłumaczyła żandarmom, nie dość dobrze zorientowanym, że zakazy te nie odnoszą się do artykułów pierwszej potrzeby, a tylko do artykułów luksusowych. […] Gdy i ten wybieg stracił swą wartość, żydowska służba wylotowa zagrała na nutce narodowo-socjalistycznej. Zakaz dostarczania produktów żywnościowych — tłumaczyli — odnosi się tylko do bogatych Żydów. Biedna ludność — w myśl „socjalnych teorii” Hitlera, nie chciała wojny z Niemcami, a więc kartofle i inne warzywa, stanowiące żywność ubogiej ludności, nie podlegają reglamentacji. […] Gdy żandarmi „uświadomieni” przez dowódców i SS odrzucili powyższą tezę, sżmugiel oparto na „fic”, tj. na małej praktyce żandarmów na wylotach; kiedy powstawał duży ruch na wylocie, tracili z miejsca orientację i to tak dalece, że nie byli już w stanie kontrolować worów.[…]. Wystarczała kilkuminutowa bezczynność Służby Porządkowej, aby wylot był znów zatarasowany publicznością, a szczególnie dziećmi, starającymi się przedostać na stronę „aryjską” celem zakupienia artykułów żywnościowych i sprowadzenia ich do getta. Gdy żandarmi otoczeni dziećmi, czyhającymi na ich nieuwagę, ruszali w kierunku publiczności, aby ją rozproszyć, czekające w pogotowiu na wylocie wozy z żywnością na dany znak — mijały błyskawicznie i niespostrzeżenie wylot i pędem znikały w sąsiednich uliczkach getta.

Oprócz wyzyskiwania chaosu na wylotach, często sztucznie wikłano Żandarmów w jakiś spór, „furor teutonicus” zasłaniał im oczy na praktykę „wylotowców” i w momencie największego ferworu przygotowane wozy mijały bramę dzielnicy żydowskiej. […]

Przepustki wystawiane przez organy niemieckiej administracji stwarzały pole do obchodzenia zarządzeń władz. Jednorazowe zezwolenia na wjazd wozu z żywnością wyzyskiwano np. przez długie tygodnie i przez ten czas służyły „wylotowemu” do sprowadzania licznych wozów z żywnością do getta, bowiem przy każdorazowym przekraczaniu granicy dziel — nicy żydowskiej przepustka była tylko okazywana, ale nie anulowana przez organa kontrolne. […]

Maskowany wywóz produktów przemysłowych z getta na stronę „aryjską” odbywał się przy pomocy wozów ze śmieciami. […] Żandarmi rzadko kiedy kontrolowali zawartość „śmieciarki” w obawie przed tyfusem. […]

Import koni do szlachtowania odbywał się w oryginalny sposób. Wozy dwukonne z legalnymi przepustkami wjeżdżały do getta z ładunkiem towaru, a opuszczały getto z jednokonnym zaprzęgiem. Drugi koń pozostawał w dzielnicy żydowskiej. Często legalny wóz wyjeżdżał z getta, ciągnąc za sobą drugi wóz bez zaprzęgu, rzekomo do naprawy. Po krótkim czasie oba wozy wracały do getta, mając w zaprzęgu po 2 konie. […]

Szmuglerze tak daleko posuwali się w swym hazardzie, że niejednokrotnie samochody wożące produkty dla getta nie zatrzymywały się w ogóle na wylotach i całym pędem wjeżdżały do dzielnicy żydowskiej. Zanim żandarmi, oszołomieni tym faktem, zorientowali się, samochód był już daleko. Kontrolę wozów i przechodniów przeprowadzali, o ile nie sprzeciwiał się temu pełniący służbę żandarm, również funkcjonariusze granatowej policji polskiej. […]

Kompanie żandarmerii, które przybyły do Polski, były niebywale skorumpowane i żądne zysków. Majątek żydowski uważali za rzecz niczyją, którą można i należy zabierać, a Żydów traktowali za hordę bez praw, których można i należy zabijać, niekoniecznie wtedy, kiedy jest usprawiedliwiona przyczyna. W takiej atmosferze bezprawia i korupcji żandarmi szybko doszli do przekonania, że reglamentacja gospodarki żywnościowej w getcie jest wyjątkow}o dogodną okazją do wzbogacenia się. Kto pierwszy wystąpił z ofertą przepuszczenia wozów z żywnością do getta, żandarmi żądni zysków, czy „grajkowie” spośród funkcjonariuszy SP nie wiadomo. Jedno jest pewne, że oferta wydała się od razu obu stronom niezmiernie ponętną i od tego czasu przed szmuglem rozwarła się szeroka perspektywa. […]

Na ogół biorąc, gdy żandarm-grajek był na wylocie, wozy kursowały dość bezpiecznie, odprawa trwała bowiem zaledwie sekundy, a z chwilą przekroczenia „wachy” towar natychmiast znikał. Zdarzały się jednak wypadki, że w chwili, gdy wóz znajdował się na „wasze”, najeżdżała „streifa” celem skontrolowania toku służby na wylocie. Wtedy „wóz się palił”, wóz z ładunkiem kierowano na główną „wachę”, gdzie towar ulegał konfiskacie.

Posterunki niemieckie zmieniały się co dwie godziny. Szmuglerze musieli więc w ciągu tak krótkiego czasu nawiązać kontakt z dostawcą „aryjskirn”, załadować wóz towaru, podjechać pod „wachę” do wylotu, szybko zajechać do „mety” po stronie żydowskiej, towar zrzucić i natychmiast wrócić na stronę „aryjską”, zanim zmieni się „wacha”. Z chwilą bowiem zejścia z posterunku „dobrego szkopa” i przybycia „złego szkopa”, wszelki nielegalny ruch na wylocie zamierał, posterunku Służby Porządkowej musiały być cofnięte o 50 metrów od niemieckiego posterunku i wszelkie rozmowy z policją niemiecką były już niemożliwe. Wszelkie uchybienia służbowe, nawet błahe, gromadzenie się publiczności na wylotach, a nawet niezdejmowanie w porę czapek przez przechodniów przy mijaniu „wachy” karano natychmiast śmiercią. Znany był w Warszawie krwiożerczy żandarm przezywany Frankensteinem; codziennie bez powodu zabijał on funkcjonariuszy Służby Porządkowej względnie przechodniów na wylotach. Frankenstein był do ostatniej chwili istnienia getta postrachem Żydów. […] 

Kontrola jednych była powierzchowna, raczej podyktowana obowiązkiem narzuconym im przez służbę. Inni natomiast przeprowadzali kontrolę wozów i przechodniów z całą niemiecką sumiennością, inni jeszcze po prostu pastwili się nad woźnicami i „placówkarzami”, biciem karabinem w głowę i terrorem, starając się zmusić ich do ujawnienia przedmiotu szmuglu. Szczególnie nieludzkim zachowaniem się na wylotach odznaczali się funkcjonariusze SD i SS. Pod ich obecność żandarmi przed puszczeniem wolno wozu kazali zazwyczaj zdejmować opony, demontowali wozy, badali uprząż, kazali woźnicom zrzucać śmiecie celem zbadania zawartości ładunku, rozbierali przechodniów do naga na ulicy, nawet podczas trzaskającego mrozu, u kobiet przeprowadzali kontrolę uwłaczającą ich czci, a „placówkarzy” katowali w nieludzki wprost sposób.

SZMUGIEL TRAMWAJAMI

Przez dzielnicę żydowską przejeżdżały tramwaje „aryjskie”, tędy bowiem prowadziła najkrótsza trasa na Żoliborz i Powązki, tj. do północnej części miasta. Podczas przejazdu przez getto tramwaje były eskortowane przez granatową policję, a to żeby przeszkodzić ludności „aryjskiej’ w kontaktowaniu się z ludnością żydowską. Wozy, przejeżdżając przez getto, pędziły z maksymalną szybkością i nie zatrzymały się na przystankach tramwajowych. […] Polscy szmuglerzy, zazwyczaj młodociani, stali na pomostach tramwajowych i jak tylko wóz tramwajowy przejeżdżał przez getto, szybko wyrzucali worki z żywnością, przeważnie ziemniaki, na bruk. Oczekujący na chodniku wspólnicy żydowscy szybko chwytali worki i uciekali do bram. Eskorta tramwajów w dużej mierze paraliżowała proceder szmuglerów, nie mogła jednak dać sobie z nimi rady, gdyż w tym czasie, kiedy policjant granatowy był na jednym pomoście, towar wyrzucano z drugiego pomostu. Zresztą policja polska — za opłatą przymykała oczy i tolerowała szmugiel.

Również szmugiel ludzi był ułatwiony. Zazwyczaj na skrzyżowaniach ulic, gdzie tramwaje jechały wolniej, z wozów wyskakiwały „łebki”, by załatwić swoje sprawy handlowe.

Niejednokrotnie jednak szmugiel kończył się tragicznie. Niemcy jadący wozami tramwajowymi — na widok worków z żywnością dostarczanych do getta — strzelali do Żydów chwytających worki oraz do uciekających „łebków”.

DZIECI

Ubrane w „krynoliny”, powstałe z podartej podszewki ich paletek, i z workiem na wątłych plecach dzieci setkami zbierały się na wylotach. Czekały na moment, by niespostrzeżenie dla żandarma przeskoczyć przez wylot względnie otwór w murze, zakupić tam trochę, żywności i z woreczkiem kartofli na plecach wrócić do domu. Czasami czekały cały dzień, bo „szkop” był zły, bił niemiłosiernie i zabierał żywność. Ale gdy nadjechało kilka wozów i żandarmi zajęci byli kontrolą, zebrane dzieci w wieku 4—12 lat jak wróbelki z rozpostartymi „krynolinkami”, niby skrzydełkami, przelatywały przez wylot. Żandarmi chcieli im przeszkodzić, ale nadaremnie. Między kołami, wśród wozów, uczepione tramwajów, przemykały się jak kotki. Żandarmi dawali za wygraną. Często jednak praworządni hitlerowcy wobec takiego.„bezprawia” strzelali do młodocianych z karabinów maszynowych, aby zapanował „nowy porządek” w Europie. Getto warszawskie często śpiewało piosenkę o małym szmuglerzu, młodocianym rycerzu, który zginął w walce z piekielną mocą faszyzmu niemieckiego.

Artykuł pochodzi z Biuletynu Żydowskiego Instytutu Historycznego nr 2 (26), IV–VI 1958, s. 42–72.

Autor M. Passenstein był funkcjonariuszem Straży Porządkowej w getcie warszawskim, a jednocześnie współpracownikiem E. Ringelbluma i założonego przez niego Archiwum Getta Warszawskiego. Podczas wielkiej akcji likwidacyjnej latem 1942 r. porzucił służbę, później przedostał się na tzw. aryjską stronę i tam, ukrywając się, pisał swoje opracowanie. Przekazał je Adolfowi Bermanowi, który po wojnie złożył je w ŻIH. M. Passenstein nie zdołał się uratować. Wiemy, że zamierzał napisać, i być może napisał dalszy ciąg swojej pracy, który jednak nie zachował się.

Zapraszamy do wzięcia udziału w Marszu Pamięci, który odbędzie się 22 lipca br. o godz. 18 w Warszawie.



Serwis wykorzystuje pliki cookie do celów statystycznych. Jeśli się na to nie zgadzasz, wyłącz obsługę plików cookie w swojej przeglądarce internetowej. Rozumiem