Korespondencja rodzinna I. L Pereca

Ten rok poświęcony jest Icchokowi Lejbuszowi Perecowi nazywanemu „ojcem literatury żydowskiej”.

Wide perec w pelerynie2

Icchok Lejbusz Perec (1851–1915) to jeden z najwybitniejszych autorów tworzących w języku jidysz, nazywany „ojcem literatury żydowskiej”. Zakres jego twórczości był bardzo szeroki, prócz poezji, Perec był także autorem dramatów i nowel. Na uznanie zasługuje też jego praca jako „zbieracza” żydowskich pieśni ludowych. Był człowiekiem wszechstronnie wykształconym, ukończył eksternistycznie wydział prawa i pracował jako adwokat.

W czasopiśmie naukowym „JIWO Bleter” (jid., Karty JIWO) z 1937 roku opublikowany został obszerny wybór korespondencji rodzinnej Icchoka Lejbusza Pereca z lat 1877–1914. Listy dotyczą zarówno spraw ważnych, jak i zupełnie codziennych, adresowane są do narzeczonej Heleny Ringelhejm i syna Lucjana. Warto zwrócić uwagę na ich formę, bogactwo słownictwa, a także na specyficzny język, pełen potknięć i błędów charakterystycznych dla asymilującego się Żyda.

Poniżej prezentujemy Państwu wybrane fragmenty listów Pereca (z zachowaniem pisowni oryginalnej). Listy powstały w okresie, gdy pisarz mieszkał w rodzinnym mieście Zamościu i prowadził własną kancelarię adwokacką.

Droga Heleno!

[…] Opowiem ci więc smutne zdarzenie z mojego Adwokackiego Życia.-

[…] kupiłem weksel na żyda z Nowego miasta Zamościa, na summę Rs. 24 zapłaciwszy 50%. Wygrawszy sprawę nie chciałem być okrutnym i przekonawszy się że podzieliłem mu dług na miesięczne (jednorublowe) raty. Myśla[łem,] że spełniłem obowiązek poczciwego człowieka i nikt mnie pieniaczem nazywać nie może; Nie przysło mi bowiem do głowy żeby biednemu i to było uciązliwem.

I gdy minęło sześć albo 7 miesięcy, Ja, nieotrzymawszy od dłuznika ani jednego szeląga, wpadłem w gniew i w przeszły piątek wziąłem drózkę i pojechałem z komornikiem mścić się...

Weszliśmy.-

Naszym oczom przedstawił się najsmutniejszy w życiu obraz. Chata była pustą, szkaradną, ściany wyzłobione rekoma czasu, płakały łzami wilgoci, sprzętów wcale nie było prócz jednej przedpotopowej sofki, a na tej sofce... na której, okryte łachmanami, lezało, jedyny żywy duch w chacie, dziewcze chóre z bladawo zółtą cerą i oczki przym[k]niętemi -

Zółta ta cera i często odzywający się męczący kaszel zdradzały smutną chorobę, bez nadziejne suchoty : -

Chora usłyszawszy nasze kroki z trudnością podniosła głowę i otworzywszy wpół zagasłe oczy patrzyła na nas z przerażeniem…

takiemi to wzrokiem, pomyślałem sobie, patrzy owca na zblizaiącego się wilka..

-Ojca niema, Panie, wyjęknęła, Matka wyszła na miasto... Otworzyliśmy usta lecz zaden z nas nie znalazł co odpowiedziec, milczenie i jak wynonowajcy spusciliśmy glowy. […]

Smutny ten obraz stał się przerazaiącym niebawem weszła gospodyni domu, zobaczywszy nas wydała jęk przestrzelonej hyeny, wodziła po nas

zbłąkanemi Od rozpaczy oczyma, a gdy, przychodząc do siebie, komornik, ogłosił w imieniu Panującego i prawa, cel naszego przybycia, rozpacz nieszczęśliwej nie miała granic. Drzała na całem ciele, oczy jej zabiegły krwią i wydała straszne lecz niezrozumiałe krzyki.

-Matko! uspokój się, zawołało z płaczem chore dziecko, ojciec przyjedzie i da sobie radę, Bóg nie opuści....

Lecz męczący kaszel przerwał słowa pociechy. -

Słowa te miałem swego rodzaju wpływ na matkę. -

-Masz rację, corko, rzekła, nic nam Ci Panowie nie zrobią.... wszystko jest dziełem przeznaczenia... Cierpmy! Panowie! Jestem na Wasze usługi... Dokonajcie dzieło zguby....

- W nieobecności gospodarza domu, a godnego naszego dluznika, musi assystować przy zajęciu, przedstawiciel policyi...

Wyrzekł z godnością i udaną zimną krwią komornik, Choć Pan, zwrócił się do mnie, poszukamy kogoś...

Wyszliśmy bez pozegnania, byłoby ono obłudą. -

Na ulicy będąc pyta mi się komornik

-Czy wie Pan Że po milicjanta mogłem posłać kogobądź?

-Rozumiem...

-A czy zgadł Pan po co go wyprowadziłem z pokoju?

-Zgadłem!

- A więc?

-jedźmy. -

Dorozkarz trzasnął z bicza i skoro ujrzeliśmy mury Zamościa. — Odetchnąłem

-Ile się Panu należy? pytałem się zakłopotany komornika. —

-Kufelek piwa i zakąskę.-

Stało się zadość ządaniu szlachetnego komornika i ja odtąd nie kupuje weksli za zadne pieniądze.

Leon

 

I drugi list, pokazujący zarazem sposób myślenia L. Pereca, jak i jego poczucie humoru.

[…] dziś był u mnie klient, szlachciura wiejski.

Zobaczywszy na piśmiennym stole twoją fotografją, spytał czy to moja żona

-in spe, odpowiedziałem.

Niezro[zu]miawszy mnie dodał:

-Pan za ciasno mieszka! Myślałem ześ Pan kawaler, toby uszło, ale tak…

-Żona wyjechała… więc wzięłem szczupliejsze mieszkanie, bo życie drogie, skłamałem…

-A dokąd?

-do wód…

-w zimie?

-kaprys!..

-Ot te kobiety! kobiety! wyrzekł sentymentalnie!

Przysiągłbym że on życzył sobie takiego kaprysu ze strony swej żony… ksantrypy bez sokrata… […]

  

Źródło: Korespondencja rodzinna I.L. Pereca 1887–1914, „JIWO Bleter” 1937, nr XII (1–3), s. 2–144.

 

Serwis wykorzystuje pliki cookie do celów statystycznych. Jeśli się na to nie zgadzasz, wyłącz obsługę plików cookie w swojej przeglądarce internetowej. Rozumiem