Ratowanie 42 Żydów z okolic Żmudzi

Pan Marcin Andrusieczko przyszedł do nas z historią swojego wuja i dziadka, którzy pomagali grupie 42 Żydów przeżyć wojnę w bunkrach w lesie w „Uroczysku Haliczańskim” w okolicy Żmudzi i Pobołowic. Wczytajcie się w powojenne wspomnienia pana Zbysława Raczkiewicz syna Wojciecha. Prosimy o kontakt wszystkich, którzy mogą coś dodać do tej historii.

Wide screen shot 2015 02 06 at 11.55.24

Oświadczenie

Oświadczam, że okres okupacji niemieckiej od 1939 r., do Sierpnia 1944 spędziłem z rodzicami w Pobołowicach gmina Żmudź pow. Chełm – Lubelski. W 1942 roku wstąpiłem do Armii Krajowej ps. „Orzeł” ojciec mój był od początku października 1939 r. w konspiracji Z.W.Z., a następnie w A.K. pełniąc funkcję oficera (porucznika) Kwatermistrza w II gim Okręgu Chełmskim A.K. Od 1942 r. pracowałem w Nadleśnictwie Państwowym w Pobołowicach w charakterze praktyka. W czasie mojej praktyki w lesie w „Uroczysku Haliczańskim” pod koniec 1942 r. nadknąłem się na zamaskowany bunkier w którym przechowywało się 42 żydów.

Żydzi nie obawiali się mnie, gdyż niektórzy mnie znali i mojego ojca, bowiem już wcześniej ojciec zaopatrywał ich w żywność. Żydzi zwykle w kilka osób wieczorem przychodzili do naszego domostwa po żywność. Nasze zabudowania były położone blisko lasu w którym ukrywali się w/w/ Żydzi. Jeśli chodzi o nazwiska to pamiętam Wolfa, Cukier, Sztainwurcela ze Żmudzi oraz właściciela młyna z Kamienia, ale jego nazwiska nie pamiętam [Bitman i Sonberg; w 2014 90-letni Pan Zbysław rozpoznał dodatkowe nazwiska w księdze handlowej z 1938 roku i w liście do siostrzeńca stwierdził, że oni prawdopodobnie również byli w bunkrze: Bitman S, Sonnberg S, Bracia Szajn]. Tej grupie Żydów pomagał Gajowy Władysław Charliński. On ten region lasu tzw. „Uroczysko Haliczany” bezpośrednio nadzorował. Niezależnie od pomocy w żywność dostawałem najpotrzebniejsze dostępne lekarstwa oraz środki higieny. Żydzi byli uzbrojeni. Czy wszyscy z tej grupy 42 osobowej przeżyli, tego nie wiem bowiem część z nich opuściła bunkier wcześniej i jedno jest pewne, że 20-go lipca 1944 r. Moja rodzina opuściła domostwo z uwagi na front do lasu i właśnie ja doprowadziłem do miejsca, gdzie ukrywali się Żydzi. W dniu 21go lipca ja wraz z kolegami z A.K. Adamem Łukaszczukiem, Wickiem Śliwińskim na ustną prośbę żydów przyprowadziliśmy 30-stu żydów na stronę wojsk Sowieckich. Przeprawa z jednego lasu do drugiego była trudna i ryzykowna, bowiem trzeba było pokonać 150 m odcinek odsłonięty pomiędzy lasami. W czasie tej przeprawy Niemcy nas zauważyli i zaczęli ostrzeliwać z karabinów maszynowych. My uchylając się szczęśliwie dotarliśmy do wojsk radzieckich. Wojsko radzieckie przyjęło całą grupę żydów troskliwie się nimi zaopiekowali, a my udaliśmy się dalej na wschód do swojej jednostki wojskowej A.K.

Nasuwa się pytanie dlaczego o tej sprawie tak długo milczałem. Otóż złożyło się wiele powodów. Zaraz po wkroczeniu wojsk Radzieckich ojciec mój został w październiku 1944 r., aresztowany przez U.B. i N.K.W.D. i wywieziony na Syberię. Ja studiowałem w Łodzi i w latach 50-tych zostałem aresztowany przez U.B. i skazany w Warszawie przez Sąd Wojskowy na 9 lat więzienia jako więzień polityczny z tego 5 lat odbyłem kary z następnie zwolniony na warunkowe przedterminowo.

Przez wiele lat następnych ciągle byłem prześladowany przez U.B. (wzywany na przesłuchania). W roku 1972 wraz z całą rodziną wyjechaliśmy do pracy w Algierii a następnie do Maroka. Wróciliśmy w 1992 roku. Porządkując papiery moich nieżyjących rodziców znalazłem rękopis swojego ojca (pamiętnik) w którym opisuje sprawę udzielenia pomocy w czasie okupacji Żydom.

Również odnalazłem oryginalne oświadczenie z 1950 roku Gajowego Władysława Charlińskiego mówiące o mojej pomocy Żydom.

Pisząc to oświadczenie chcę dać dowód, że my Polacy, a szczególnie Żołnierze Armii Krajowej narażając własne rodzime życie, ratowaliśmy, pomagaliśmy potrzebującym pomocy żydom w czasie okupacji niemieckiej.

Z listu Zbysława Raczkiewicz do siostreńca Marcina Andrusieczko w grudniu 2014 roku: „42 ukrywwających się Żydów w lesie (w bunkrze) powtarza się w życiorysach dziadka i mojej pamięci,“ ale ta ilość mogła być na początku. Przypuszczam, że w teh grupie były dzieci i matki (żony), które w miarę możliwości przeprowadzały się (ukrywały) po wsiach i w Chełmie. Na pytanie czy poza grupą przeprowadzoną przez nas na stronę wojsk Sowieckich pozostały w bunkrze nie portafię odpowiedzieć.“

Serwis wykorzystuje pliki cookie do celów statystycznych. Jeśli się na to nie zgadzasz, wyłącz obsługę plików cookie w swojej przeglądarce internetowej. Rozumiem