Ocalałe

Na wystawie znalazło się ponad 150 dzieł, autorstwa pięćdziesięciu artystów, które powstały od lat 90. XIX w. po drugą wojnę światową. W jej pierwszej części zgromadzono prace tworzone w gettach podczas niemieckiej okupacji. Druga pokazuje różnorodność polsko-żydowskiego życia artystycznego od końca XIX stulecia po kres II Rzeczypospolitej. Wszystkie dzieła pochodzą z tworzonej od 1944 r. kolekcji sztuki ŻIH-u. Jest to największy w kraju zbiór sztuki stworzonej przez polskich Żydów. Kurator wystawy: Teresa Śmiechowska Współpraca: Jakub Bendkowski, Michał Krasicki

Wide full hd sasza blonder a 245

PIOTR KOSIEWSKI: W 1948 r. miała miejsce „Wystawa dzieł żydowskich artystów plastyków męczenników niemieckiej okupacji 1939–1945”. Jej organizacja ściśle wiąże się z samymi początkami Żydowskiego Instytutu Historycznego. Katalog tamtej ekspozycji – nieprzypadkowo – został teraz przypomniany na „Ocalałych”. 

PAWEŁ ŚPIEWAK: Prapoczątkiem Instytutu jest powołany w 1944 r. Centralny Komitet Żydów Polskich. W jego ramach zaczęła działać Żydowska Komisja Historyczna, przekształcona w 1947 r. w Żydowski Instytut Historyczny. Z dzisiejszej perspektywy trzeba uznać, że powstanie Komisji było jednym z największych osiągnieć CKŻP. Natychmiast zaczęła ona zbierać wszelkie materiały dotyczące Zagłady. W krótkim czasie zgromadzono 7,5 tys. świadectw, a także setki dzienników i inne dokumenty. To w Polsce, w gmachu dawnej Głównej Biblioteki Judaistycznej na Tłumackiej (dziś jest to siedziba ŻIH-u), zaczęły się badania w skali światowej nad Holokaustem. Instytut szybko wydał fundamentalne książki na ten temat. Potem niestety większość założycieli Instytutu wyemigrowała. Na ich miejsce przyszli inni badacze, a sam Instytut się zmieniał.

Jednak od samego początku ŻIH nie był jedynie ośrodkiem badań historycznych. Do niego trafiało wszystko to, co ocalało z wojennej pożogi. Tu też ostatecznie znalazły się zbiory reaktywowanego w 1946 r. Żydowskiego Towarzystwa Krzewienia Sztuk Pięknych. Uratowane przez nich około tysiąca dzieł sztuki tworzy podstawy kolekcji ŻIH-u. Potem trafiały do nas kolejne obiekty. „Wystawa dzieł żydowskich artystów plastyków” była rodzajem publicznego oznajmienia istnienia Instytutu oraz funkcjonującego przy nim muzeum żydowskiego.

Kolejnym ważnym elementem w strukturze ŻIH-u była biblioteka oraz – co jest szczególnie ważne – Archiwum Ringelbluma, którego częścią są także dzieła sztuki. Instytut tworzyli ludzie, dla których szczególne znaczenie miała pamięć o pomordowanych. To była i jest ich rana nie do zagojenia, nieusuwalny element tożsamości. Jednak powstanie ŻIH-u i samego muzeum w pewnym sensie było realizacją testamentu Geli Seksztajn, w którym pisała: „moje prace ofiarowuję żydowskiemu muzeum, które powstanie w przyszłości”. Stworzenie działu sztuki Instytutu traktuję jako realizację ostatniej woli tej artystki, ale także testament wielu żydowskich artystów, których pochłonęła Zagłada: powstania muzeum żydowskiego. Woli nie tylko tych, którzy przeżyli, ale też zmarłych. Nie oznacza to, że ci artyści tworzyli żydowską sztukę. To inne pojęcie. Jednak wszyscy ci twórcy byli we wspólnocie żydowskiej najgłębiej zanurzeni.

A jaka jest funkcja ŻIH-u dzisiaj?

Nie zmieniła się od czasu powołania Instytutu. ŻIH powinien, zapewne w inny sposób, biorąc pod uwagę zmieniający się świat, być reprezentantem i kontynuatorem świata żydowskiego. Rozbudowany został dział badawczy, prowadzone są programy naukowe (miedzy innymi badania nad CKŻP, judenratami, kulturą i inteligencją języka jidysz, duchowością żydowską, varsavianistyczne), dzieła artystyczne i piśmiennicze poddawane są konserwacji. Stworzyliśmy Centralną Bibliotekę Judaistyczną. Mam nadzieję, że coraz lepiej widoczne są nasze publikacje: dzienniki, wiersze czasów wojny, rozprawy o Szoah, pamięci historycznej. To rodzaj kombajnu intelektualnego, w którym wszyscy: archiwiści, bibliotekarze, badacze, genealogowie – każdy na swój sposób chroni i opisuje przekazane nam dziedzictwo polskich Żydów. Jest to wyjątkowe miejsce, które współpracuje z większością polskich ośrodków badań nad kulturą żydowską, w tym z Muzeum Historii Żydów Polskich. Ważna jest współpraca z autentycznymi inicjatywami społecznymi pracującymi nad lokalną pamięcią, jak Muzeum Galicja, Brama Cukermana z Będzina, Brama Grodzka z Lublina.

 

Częścią tego dziedzictwa są dzieła sztuki. Jednak pozostaje pytanie: kto jest ich spadkobiercą?

Oczywiście z dziełami sztuki, ze względu na ich skomplikowane pochodzenie, zawsze jest problem. W zbiorach ŻIH-u są dzieła polskich Żydów, ale też drobne fragmenty kolekcji dawnego berlińskiego Muzeum Żydowskiego. Są też np. przedmioty rytualne pozostałe po zamordowanych na ziemiach polskich greckich Żydach. Podjąłem decyzję: one powinny powrócić do Grecji, nawet jeżeli prawo europejskie tego nie przewiduje. One są częścią dziedzictwa greckiego. Ich przekazanie będzie aktem sprawiedliwości. Mam nadzieję, że minister kultury zgodzi się na to rozwiązanie.

To będzie także restytucja części tamtejszej pamięci, chociaż wciąż będziemy zapewne mierzyć się z pytaniem, kto jest dziedzicem kultury tworzonej przez europejskich Żydów? I w jaki sposób o nie dbać?

Stale mamy ten dylemat. Musimy chociażby odpowiadać na pytanie: gdzie zaczyna się i gdzie kończy Polska. W ŻIH-u są archiwalia wrocławskiej gminy żydowskiej od XVIII wieku po rok 1940. Kto powinien być ich spadkobiercą? Znalazły się w Instytucie i podobnie jak inne dokumenty powinny być przechowywane, ale też badane oraz publikowane. Np. wspólnie z Centrum Badań nad Zagładą Żydów wydaliśmy kilkanaście dzienników z czasów wojny. Teraz trwają prace nad przekładem zapisków Chaima Kapłana, najciekawszych napisanych po hebrajsku dzienników z getta warszawskiego. I przede wszystkim wydajemy Archiwum Ringelbluma – w ciągu trzech lat planujemy zakończyć pracę nad całą edycją. Bedzie tego ponad trzydzieści tomów. Dbałość o żydowskie dziedzictwo oznacza jego nieustanne przepracowywanie, także poprzez wystawy. ŻIH przechowuje niezwykłe zbiory fotografii. Mamy m.in. archiwum fotograficzne Julii Pirotte ze zdjęciami Marsylii z czasów wojny oraz z pogromu kieleckiego. Mamy wreszcie około dwunastu tysięcy dzieł sztuki. Nie sposób ich pokazać na jednej wystawie. Cześć naszych zbiorów pokazaliśmy miedzy innymi na wystawach o historii polskich rabinów od XVI wieku czy ekspozycji „Polska sztuka wobec Holokaustu”.

 

Szczególną częścią tego zbioru są prace powstałe podczas Zagłady.

Zadaniem ŻIH-u jest pokazywanie sztuki, która zginęła, oraz tej, która działa się w otoczeniu śmierci. Na wystawie „Ocalałe” znalazły się prace powstałe w gettach: warszawskim, białostockim, łódzkim. I przecież nie oceniamy ich według kryterium piękna, lecz prawdy. Siła wyrazu tych prac – „Rodziny w getcie” Romana Kramsztyka czy portretów wygłodniałych dzieci autorstwa Witolda Lewinsona – jest nieprawdopodobna. To one pokazują dramat tego doświadczenia. Podobnie, jak np. zdjęcia z Archiwum Ringelbluma, wśród których są ikoniczne przedstawienia getta warszawskiego.



„Ocalałe” dotyka także problemu: w jaki sposób opowiadać o życiu Żydów w Polsce. Nieuchronnie patrzymy na ich dzieje przez pryzmat Zagłady. 

Nie chcę dokonywać wyboru między muzeum życia a muzeum śmierci, ponieważ to nieprawdziwa alternatywa. Wystawiając prace twórców żydowskiego pochodzenia chcemy pokazać, jak bogata i różnorodna była żydowska kultura artystyczna. Jak intensywnie i zarazem krótko ona funkcjonowała. Na wystawie są prace pierwszego pokolenia artystów żydowskiego pochodzenia: Maurycego Trębacza i innych. Oni zaczęli tworzyć pod koniec XIX wieku. Wcześniej nie istniała niesakralna sztuka żydowska. I jednocześnie to pierwsze pokolenie wraz ze swoimi następcami umiera w getcie. To bardzo krótka historia. Trudno wyobrazić sobie obraz kultury w Polsce bez pamięci tego świata. W pewien sposób przywracamy tych artystów do życia.

 

Zostają oni pokazani przez wspólnotę, także losu. Doświadczeniem Zagłady było udziałem bardzo różnych środowisk. Ale wystawa pokazuje również ogromną rozmaitość́ sztuki, która przed 1939 r. powstawała. 

Dlatego bardzo ważne byłoby pokazanie w całości tego straconego świata. Ukazanie tej zerwanej przeszłości. To przyszłość́ i podobna wystawa nie powinna ograniczać się jedynie do zbiorów ŻIH-u. Naszym obowiązkiem jest nieustanna praca nad pamięcią.

Nośnikiem pamięci jest sam budynek Instytutu.

To rodzaj kapsuły czasu. Przed wojną w tym budynku mieściła się̨ siedziba Głównej Biblioteki Judaistycznej oraz Instytutu Nauk Judaistycznych. Naprzeciwko stała Wielka Synagoga. Powiadano, że na nieodległych Nowolipkach, miejscu największego stłoczenia Żydów europejskich, ma się pojawić Mesjasz. W tym właśnie gmachu po zamknięciu murów getta odbył się pierwszy koncert symfoniczny. Tu podczas wojny swoją siedzibę miała Żydowska Samopomoc Społeczna oraz – co najważniejsze – spotykała się Oneg Szabat (Radość Sobotnia), czyli grupa Emanuela Ringelbluma.

Dzisiaj każdy wchodzący do budynku widzi poszarpaną podłogę. Świadomie ją zostawiono w takim stanie. To są ślady ognia po pożarze gmachu podpalonego przez Niemców 16 maja 1943 r. (tego samego dnia wysadzono w powietrze Wielką Synagogę). W tym miejscu możemy fizycznie dotknąć – być może ostatnich – śladów warszawskiego getta. Ten budynek sam mógłby być obiektem muzealnym.

W tym gmachu powinna powstać stała ekspozycja związana z miejscem, osobami, którzy w tym budynku pracowali. Chodzi oczywiście o grupę Ringelbluma. Dzisiaj jest częścią pamięci świata wedle UNESCO. To archiwum jest absolutnie unikalne, bo żaden z narodów w okupowanej Europie nie stworzył takiego świadectwa swojego losu.


PAWEŁ ŚPIEWAK jest socjologiem i historykiem idei. Dyrektor Żydowskiego Instytutu Historycznego, profesor Uniwersytetu Warszawskiego. W „Tygodniku Powszechnym” prowadzi cotygodniową rubrykę poświęconą Staremu Testamentowi.

Serwis wykorzystuje pliki cookie do celów statystycznych. Jeśli się na to nie zgadzasz, wyłącz obsługę plików cookie w swojej przeglądarce internetowej. Rozumiem