Kierunek zwiedzania

„Dziesięć lat pracy – zbierałam, darłam i znowu pracowałam. Przygotowywałam się do wystawy moich obrazów, a przede wszystkim do wystawienia portretów dziecka żydowskiego (...). Chciałabym, aby przetrwała pamięć o moich obrazach...“.

Wide screen shot 2014 10 16 at 14.01.02

Żydowski Instytut Historyczny posiada przejmujący dokument pochodzący ze zbiorów Podziemnego Archiwum Getta Warszawskiego – testament trzydziestopięcioletniej Geli Seksztajn z 1 sierpnia 1942 roku. Artystka, „stojąc na granicy życia i śmierci, będąc przekonana, że raczej zginie niż będzie żyła“, żegna się z przyjaciółmi i swoimi pracami plastycznymi. 

Do głębi poruszający dokument jest świadectwem dojrzałego przekonania o artystycznym posłannictwie malarki żydowskiej

Obrazy Geli przetrwały, ukryte w metalowym pudle w piwnicach szkoły Bera Borochowa na ul. Nowolipki 68, której dyrektorem był jej mąż. Ona sama wraz z mężem i maleńką córeczką Margolit, tak jak przeczuła, zginęła w getcie warszawskim.

Spełniając niejako testament Geli prezentujemy jej prace w samym centrum sali wystawienniczej ocalałego z wojny budynku Żydowskiego Instytutu Historycznego. Spełniamy jej życzenie wystawiając portrety dzieci rysowane ołówkiem, kredką, węglem, notowane w pośpiechu, szybką oszczędną kreską.


Portrety te otwierają pierwszą część wystawy. Obok pokazujemy prace innych artystów tworzących pod presją nieludzkiego czasu. Artystów do niedawna wolnych, którzy musieli odnaleźć w sobie siłę twórczą w sytuacji zniewolenia, zdegradowania i upodlenia. Nie mogli już współtworzyć, jak dawniej, światowego pejzażu sztuki. Mogli jedynie ratować resztki swojego człowieczeństwa szkicując sceny z getta. Tak jak robił to Roman Kramsztyk zaskoczony w 1939 roku przez wojnę w Warszawie, do której przyjechał z Paryża, żeby odwiedzić umierającą matkę. Rysował dużo, bezpośrednio na ulicy lub z okien kawiarni, próbując błyskawicznie zarejestrować twarze, gesty, sytuacje. Stał się kronikarzem wstrząsających scen z życia zamkniętej dzielnicy. Wyjątkowe miejsce zajmuje w serii jego rysunków sangwiną Rodzina żydowska w getcie. Widać tu pewność i lekkość kreski mistrza przedstawiającego otępiałego z bólu bezdomnego człowieka idącego z czwórką głodnych dzieci, trzymającego na rękach to najmniejsze. „Wyrzucony przez ideologię szaleńców ze swojego życia na dno upokorzenia, dzieli los z artystą, który jego wizerunek utrwalił“ – pisał Marek Rostworowski w książce Żydzi w Polsce. Obraz i słowo.


Ten dramatyczny obraz zapisał też w słowach piosenki Kredka Kramsztyka Jacek Kaczmarski:

Niezmordowana jest sangwina:
Nosi bezdomny Żyd, nim skona
Dzieci na rękach i ramionach.
Doprawdy Święta to Rodzina.

 Rysował ludzi – to znów Kaczmarski — „wiedząc, że śmierć jest coraz bliżej“.

W tej części wystawy znajdują się prace rysunkowe artystów tworzących w gettcie warszawskim i łódzkim, bo właśnie ta technika, oraz brak środków malarskich w warunkach powszechnej nędzy najbardziej sprzyjały notowaniu zdarzeń na bieżąco, tworzeniu „dzienników“ czasów wojny.


Obrazy Kramsztyka powstałe przed II wojną światową prezentujemy w drugiej części wystawy. Tworzą ją najlepsze prace malarskie, głównie z lat międzywojnia, artystów pochodzenia żydowskiego. Prace te są rdzeniem kolekcji sztuki ŻIH. Ich autorzy, mistrzowie koloru, przestrzeni, rytmu i formy często nawiązują do czasów dzieciństwa i dojrzewania. Pokazujemy tutaj zapamiętane przez artystów „krajobrazy“, portrety, pejzaże, widoki małych miasteczek, malarstwo rodzajowe, martwe natury. To, co je charakteryzuje, to znakomity warsztat malarski nabyty w szkołach rzemiosła artystycznego i akademiach sztuk pięknych Europy. Zaczynając od prac „klasyków“ tkwiących jeszcze w tradycjach XIX-wiecznego realizmu, takich jak m.in. Maurycy Trębacz, Samuel Hirszenberg, Abraham Neuman czy Abraham Berman, przechodzimy do kolejnego pokolenia artystów urodzonych około 1900 roku. Na przykładzie twórczości artystów takich jak Henryk Berlewi, Sasza Blonder, Zygmunt Menkes, Marceli Słodki jesteśmy w stanie prześledzić udział artystów pochodzenia żydowskiego w międzynarodowym ruchu artystycznym oraz ich drogę do nowoczesności w sztuce. Może ta nowoczesność wywodziła się z opisanego przez Deborę Vogel, pisarkę, przyjaciółkę wielu artystów, „...elementu żydowskiego, którego należy szukać gdzie indziej, aniżeli w temacie: leży on w momencie irracjonalnym, który trudno zdefiniować, a który jest tym niemniej czymś realnym, ukrytym w ruchu linii i w natężeniu kolorytu”.

 

Jeśli przyjrzymy się jednemu z eksponowanych obrazów – Nosiwodzie Józefa Badowera, dostrzeżemy jego kubizującą formę. Obraz również może się kojarzyć z wczesną twórczością Kazimierza Malewicza, z którą artysta mógł się zetknąć w Warszawie lub Berlinie w 1922 roku. W znakomitym, ekspresyjnym, niezwykle oszczędnym Tragarzu wykonanym przez Maksymiliana Eljowicza kilkoma kreskami jakby z użyciem cyrkla (zadedykowanym Beńkowi, prawdopodobnie malarzowi Bencjonowi Cukermanowi) również dostrzeżemy wpływy kubizmu, a nawet konstruktywizmu. Z kolei w bogatym kolorystycznie Miasteczku Saszy Blondera, w którym domy wyglądają jak poprzecinane ciemną linią kolorowe pudełka, dostrzeżemy zarówno wpływy ekspresjonizmu, jak i dążenie do abstrakcji, syntezy oraz geometryzacji form. Za każdym z obrazów prezentowanych na wystawie stoi jego długa, ciekawa historia: życie artysty, który go stworzył. Niejednokrotnie jest to jedyny pozostały po nim ślad, jedyna pamiątka.

 

Dzieła prezentowane na wystawie były zbierane na terenie całego kraju już od roku 1944. Ocalone od zniszczenia, przekazane, zakupione, darowane Żydowskiemu Instytutowi Historycznemu, są bardzo ważnym dokumentem i świadectwem nie tylko historii polskich Żydów, ale świadectwem istnienia całego pokolenia artystów, których młodość i okres najwspanialszego rozwoju twórczego przypadły na nieludzkie czasy, nie dając im szansy na pełnię życia i artystycznych możliwości.

 

Proponuję kierunek zwiedzania wbrew chronologii: od ciemności, smutku i bólu (prace z okresu 1939 – 1944, pierwsze piętro budynku ŻIH) do świata nowo odkrytych form, jasności, kolorów (prace z okresu 1890 – 1939, drugie piętro budynku ŻIH), bo przecież te wszystkie przedstawione na wystawie obrazy jednak ocalały.

Ocalałe, niech dadzą nam radość i siłę.

Serwis wykorzystuje pliki cookie do celów statystycznych. Jeśli się na to nie zgadzasz, wyłącz obsługę plików cookie w swojej przeglądarce internetowej. Rozumiem