Śpiew z gramofonu

Eksploatacja talentów Joselego Rozenblatta. Śpiew Joselego Rozenblatta rozlega się z gramofonu, a biedak zbiera monety, które ludzie rzucają z okien.

Wide mk086 241

Kipnis, człowiek o wielkiej wrażliwości na muzykę, nie mógł przejść obojętnie wobec takiego widoku. Oto biedak zarabiający na życie, obwożąc na wózku gramofon odtwarzający zarejestrowany na płycie głos Joselego Rozenblatta, słynnego śpiewaka, określanego mianem „króla kantorów”. Fotograf utrwalił widok zaiste kuriozalny. Scena ma dwóch bohaterów. Bez wątpienia to nie ubogi mężczyzna, lecz dziecięcy wózek z przymocowanym u wezgłowia gramofonem jest głównym bohaterem przedstawienia. Wbrew podpisowi Kipnisa, biedak nie zbiera w tym momencie monet. Brodaty mężczyzna w jasnym płaszczu i czapce stoi wyprostowany przed obiektywemen face. Czyżby oddawał się rozkoszy słuchania głosu Rozenblatta? Czy może raczej to akt fotografowania sprawił, że przystanął na moment, nieomal na baczność? Warszawskie podwórko, którego fragment widzimy, jest opustoszałe. Żadne z sześciu widocznych okien nie jest otwarte. Nie wiemy zatem, czy ktoś oprócz Kipnisa i biedaka słucha głosu śpiewaka. A jest czego słuchać!

Josef Josele Rozenblatt to urodzony w Białej Cerkwi w 1882 roku, zmarły w Jerozolimie 51 lat później, wybitny kantor, którego głos do dziś nie przestaje fascynować. O jego potędze przekonać się możemy, słuchając zachowanych i odnowionych nagrań, w których zarejestrowano jego śpiew. Patrząc na fotografię Kipnisa, nie sposób odrzucić pokusy połączenia tych dwóch rzeczywistości: muzyki i obrazu. O tym wszak mówi to zdjęcie. Ekspozycja w Żydowskim Instytucie Historycznym idzie tym tropem: widzowie oprócz fotografii Kipnisa obejrzeć mogą film z lat 30-tych XX wieku, w którym widać i słychać Rozenblatta śpiewającego na rzece Jordan.

Nie jest to jedyny przykład muzycznej ikonografii na wystawie Miasto i oczy. Zobaczyć na niej można też wizerunki: warszawskiego nadkantora synagogi na Tłomackiem, Mosze Kusewickiego, który rywalizuje z lokomotywą w rozgrywce pod hasłem „kto wydobędzie wyższy ton”, a także ulicznego harfisty, grającego na jednym z warszawskich podwórek, zarabiającego w ten sposób po kilka groszy.

Mając w świadomości wysoki stopień muzycznego zaangażowania Kipnisa (vide artykuł Mariana Fuksa w katalogu wystawy), nie dziwi obecność takiej tematyki w jego twórczości. Chciałoby się wręcz więcej tego typu przedstawień, rejestrujących tak przecież istotny, muzyczny aspekt kultury żydowskiej.

Serwis wykorzystuje pliki cookie do celów statystycznych. Jeśli się na to nie zgadzasz, wyłącz obsługę plików cookie w swojej przeglądarce internetowej. Rozumiem