Poszłyśmy do getta, do Korczaka

Przed wojną rodzice wynaleźli mi nauczycielkę francuskiego. Jej matka, miała chyba na imię Zofia. Kiedy dowiedziała się, że muszą przeprowadzić się do getta, napisała do mnie list.

Wide plac
Kercelego Sq (Kercelak) before the war  /  Ze zbiorów ŻIH

Widzi Pani, ona wiedziała, że będą łzy. Bo my się bardzo polubiłyśmy i przywiązałyśmy do siebie. Wolała napisać. Ten list był bardzo długi. Pisała, żebym się dobrze uczyła i żebym była miła dla jej następczyni. Napisała też, że jak przyjdzie pora, to się spotkamy. Bardzo żałuję, że ten list – jak wszystkie pamiątki — spłonął w czasie wojny.

Jeszcze przed utworzeniem getta rodzice prowadzili sklep przy ul. Solnej. Musieli przenieść sklep, więc na początku mieli przepustki do getta. Raz moja mama zabrała mnie na spotkanie z moją nauczycielką, która z kolei zainicjowała spotkanie z dr. Korczakiem. Miałam wtedy 13 lat. U Marii w getcie byłam na bardzo skromnym obiadku. Maria i Zofia mieszkały wtedy przy ul. Elektoralnej. Przykro mi było, że Maria z opaską. I tak myślałam, czy spytać? Czy ja powinnam? Ale pomyślałam, że nie będę pytać. Poszłyśmy do Korczaka. Maria zapytała mnie, czy nie boję się być na ulicy getta. Odpowiedziałam: „Z Wami się nie boję.“ Szłyśmy do tego pierwszego domu sierot, przy Chłodnej. I tam zaopiekowała się mną taka dziewczynka, na pewno Rywka ona była. Cztery języki znała. Bardzo pięknie oprowadziła mnie. Powiedziała co, gdzie. Bardzo miła dziewczyna, bardzo dobrze wychowana. Pokazała mi, gdzie dzieci mogą wychodzić na zewnątrz. Musiały się tylko wpisać, wchodząc i wychodząc. Dziewczynka została na dole, a my poszłyśmy do Korczaka. On był bardzo smutny, mało mówił. Podał mi rękę. Myślę, że był smutny, bo patrzył na dziewczynkę, która miała szanse przeżyć, a jego dzieci nie.

Rodzice przyjaźnili się jeszcze z inną rodziną żydowską. Oni nazywali się Hufnagel. Ochrzcili się przed wojną, po śmierci synka Jasia. On, Mieczysław, był adwokatem. Kazia, z domu Prechner, była lekarką, a ich córeczka Hania miała mniej niż 4 lata. Przed wojną spędzaliśmy wakacje razem w Świdrze. W Warszawie mieszkali przy ul. Czerwonego Krzyża. W getcie Mieczysław zapisał się do policji żydowskiej, żeby je chronić. Dwa razy mu się udało, ale za trzecim razem je zabrali. I on pojechał z nimi. A jak mama miała jeszcze przepustkę, to zabierała czasem małą Hanię do nas. Żeby się pobawiła, zjadła. I ona taka mała już potafiła czytać. Mówiła „ja umiem czytać, ale tatuś mówi, że to za wcześnie”. Potem jak skończyła się przepustka, to mama spotykała się z Kazią w sądach. Z Marią zresztą też. Nawet czasem trochę wędliny brała. Kazia codziennie chodziła w getcie do kościoła przy pl. Grzybowskim.

Mój ojciec, Antoni Wacław Kossowicz, był kierownikiem monopolu tytoniowego. Jak Niemcy zaproponowali mu przedłużenie kontraktu, powiedział im, że nie zna niemieckiego, co było nieprawdą. Zwolnili go, ale dostał koncesję tytoniową i żyło z niej dużo osób. Pracowało dla niego paru budkarzy, w tym Stanisław, którego ojciec nauczył pisać i czytać. A w tym czasie do ojca zaczęli przychodzić Żydzi z getta, prosząc o pieniądze. On namawiał wszystkich, żeby stamtąd wychodzili. Znalazł się pewien młynarz, który zgodził się wziąć do siebie Marię — bez płacenia. Ale bez matki. Więc ona została, nie zostawiłaby matki samej. Tylko jeden taki Żyd, jak przychodził, to się mówiło mu, że ojciec wyjechał. Okropny to był człowiek. On powiedział ojcu, że chce wyjść z żoną. Ojciec posłał Stanisława, żeby się z nim spotkał. Kiedy Stanisław wrócił ze spotkania był bardzo zły. Ojciec się zapytał, co się wydarzyło. „W mordę mu dałem”! Okazało się, że ten człowiek przyszedł z jakimś bogatym człowiekiem, zamiast z żoną.

Jeszcze o sklepie przy Solnej. Zamieniliśmy się z kupcem na jego sklep przy Placu Karcelego. On poprosił ojca mojego, żeby przyniósł mu tylko z tego sklepu ukryte kosztowności. Opisał, gdzie były schowane. Ale ojciec mój był bardzo uczciwym i odważnym człowiekiem. Oddał temu kupcowi swoją przepustkę, mówiąc, żeby poszedł do sklepu i zabrał, co chciał. A sam przez kilka godzin czekał na jego powrót.

 

Tekst powstał na podstawie rozmowy przeprowadzonej z Panią Haliną Kossowicz z Warszawy w kwietniu 2014 roku.

Serwis wykorzystuje pliki cookie do celów statystycznych. Jeśli się na to nie zgadzasz, wyłącz obsługę plików cookie w swojej przeglądarce internetowej. Rozumiem