Chasydzi z Grodziska

Chasydzkie wesele w Grodzisku uchwycone przez M. Kipnisa

Wide mk005 177

„Chasydzkie wesele w Grodzisku. Na dworze cadyka w Grodzisku, na weselu córki rebego. Tysiące chasydów czeka na zewnątrz. Słynny wariat Brudasz wygłasza przed wszystkimi zebranymi swoje mądrości. 

18 października 1925”. 

Do dziś zachowało się tylko kilka zdjęć dawnego grodziskiego sztetla. Żadne nie przedstawia jednak tak wielu żydowskich mieszkańców. Kipnis napisał, że na placu zgromadziły się tysiące chasydów, trudno mu jednak uwierzyć.

O grodziskich chasydach wiadomo niewiele. Dziś jesteśmy pewni tylko tego, że w XIX wieku działał tu cadyk Elimelech Szapiro o godnej pozazdroszczenia genealogii. Był potomkiem Magida z Kozienic i Widzącego z Lublina. On sam również zyskał uznanie i rozgłos. W chwili wykonywania zdjęcia Szapiro był już postacią z odległej przeszłości. W 1925 roku kto inny przewodził grodziskim chasydom, zapewne ktoś nieopromieniony sławą cudotwórcy. Nie wiemy jak się nazywał, ani jak wyglądał — próżno szukać go na zdjęciu.

Chasydzi zgromadzili się przed dworem cadyka. Tylko czy dworem jest murowany, otynkowany budynek? A może sąsiadujące z nim drewniane zabudowania? Możliwe wreszcie, że Kipnis, robiąc zdjęcie, miał dwór za plecami. Tak czy inaczej, w przybliżeniu możemy określić miejsce wykonania fotografii. Jest to dziejsza ulica 11 listopada, pełniąca wówczas funkcję miejskiego rynku. W pobliżu stała drewniana synagoga, rozebrana w czasie wojny.

Chasydzi zbierają się w dniu wesela córki rebego. Nie wiemy, kim jest pan młody. Z pewnością jednak para jest powszechnie znana w miasteczku. Ślub budzi niekłamaną ciekawość. Tłumy gapiów przybywają pod dwór, by wszystko zobaczyć na własne oczy i osobiście uczestniczyć w niecodziennym wydarzeniu. Stoją nie tylko na placu, ale także w oknach i na dachach.

Przyjrzyjmy się zgromadzonym: dzieciom, młodzieńcom, kobietom i mężczyznom. Są poruszeni. Niecierpliwie czekają na sygnał fotografa. Jedni, rozbawieni i zaciekawieni, swobodnie rozglądają się dookoła. Inni patrzą w obiektyw, próbując się lepiej ustawić. Wyróżnia się spośród nich elegant w meloniku, z równo przystrzyżonymi wąsami, ze wzrokiem skierowanym na fotografa. Wygląda jakby trafił tu przypadkiem.

Chasydzi stojący najbliżej aparatu ustawiają się półkolem. W samym środku meszugener – miasteczkowy obłąkaniec. Stoi jak prorok. Wedle zapisu Kipnisa głosi swoje mądrości. Może mówi o małżeństwie, weselu, oblubieńcu i oblubienicy? A może plecie głupstwa? Na co dzień przebywa na peryferiach świata „poważnych” mieszkańców sztetla. W tej chwili jest w samym jego centrum i gra główną rolę. Być może to tylko niewinna zabawa, a może coś więcej?

Nasuwa się jeszcze wiele pytań, które można by zadać. Czy Kipnis mówił do zebranych? Czy utrwalił tego dnia na kliszach jeszcze więcej scen? Czy przysłał odbitkę komuś ze sportretowanych? A może posłał zdjęcie tylko do redakcji „Forwetsa”?

Serwis wykorzystuje pliki cookie do celów statystycznych. Jeśli się na to nie zgadzasz, wyłącz obsługę plików cookie w swojej przeglądarce internetowej. Rozumiem