Pożegnanie Olgi Zienkiewicz

Spodziewaliśmy się Jej odejścia, nie powinniśmy być nim zaskoczeni, a jednak jesteśmy.

Wide  78b1461

Spodziewaliśmy się Jej odejścia, nie powinniśmy być nim zaskoczeni, a jednak jesteśmy. Przez kilka lat walczyła dzielnie z bezlitosną chorobą trawiącą jej organizm. Wiedzieliśmy, że cierpi i że jest coraz słabsza, ale mieliśmy nadzieję, że może jeszcze powróci do pracy. Była gdzieś obok nas, w swym starym domu w Józefowie, a Jej biurko w Instytucie czekało na nią.

Przez wiele lat pracowała w naszej instytutowej bibliotece, ale odnoszę wrażenie, że autentyczne spełnienie zawodowe dała Jej dopiero działalność promocyjna i organizacyjna, którą prowadziła w ostatnich latach życia. Nie bała się podejmowania tematów trudnych, czego najlepszym dowodem był panel „Judaizm a seksualność”, który odbył się w ramach Czwartków na Tłomackiem w styczniu 2010 r. Była jego organizatorką i współuczestniczką.

Była osobą stanowczą, często wręcz zasadniczą, ale warto było podejmować dyskusję z Nią, ponieważ z reguły kończyła się ona konstruktywnymi wnioskami na przyszłość. Dociekliwość i skrupulatność predestynowała Ją do roli tłumacza i redaktora. Była tłumaczem powieści, a przede wszystkim wielu publikacji naukowych i popularnonaukowych, takich jak „Azyl. Opowieść o Żydach ukrywanych w warszawskim zoo” Diane Ackerman,  „Encyklopedia tradycji i legend żydowskich” Alana Untermana, czy „Tajemnica i znaczenie zwojów znad Morza Martwego” Hershela Shanksa.

Muszę przyznać, że bardzo trudno było nawiązać z Nią kontakt na płaszczyźnie towarzyskiej. Udało mi się to dopiero pod koniec Jej życia, a płaszczyzną naszego porozumienia, może nawet zaczątków przyjaźni, był okrągły stolik w pokoju nr 16, naszym miejscu pracy. Siadaliśmy przy nim, by przy kawie lub herbacie, a czasem także domowym cieście, porozmawiać o pomysłach i planach, a także o mniej służbowych problemach, takich jak różnice między psią i kocią naturą.

Wystawa planszowa „Przybyli, odeszli … są. Żydzi polscy”, wspólne dzieło Jej i Roberta Lewandowskiego, od kilku lat krąży po polskich szkołach, muzeach i bibliotekach. To jedna z wielu wciąż żywych cząstek, utrwalonych iskierek myśli, które nam po sobie pozostawiła.

Paweł Fijałkowski

Serwis wykorzystuje pliki cookie do celów statystycznych. Jeśli się na to nie zgadzasz, wyłącz obsługę plików cookie w swojej przeglądarce internetowej. Rozumiem