Sobibór. Bunt przeciw śmierci

Powstanie w obozie zagłady

Wide  mgl3992
Makieta obozu wykonana przez Aleksandra Peczerskiego

Brama się otworzyła i ujrzeliśmy coś, co wyglądało jak ładna wioska – pisał Toivi Blatt – Przed nami ciągnęła się czarna droga obsadzana kwiatami. Po lewej stronie stał kolorowy dom, otoczony nienagannie utrzymanym trawnikiem, drzewami i rabatami. Ruszyliśmy przed siebie, mijając drogowskazy i drewniane figury, przedstawiające kelnera z półmiskiem i fryzjera z brzytwą. Czy tego rodzaju miejsce mogło być fabryką śmierci?

Na ogrodzonej drutem kolczastym polanie, tuż przy małej, położonej pośrodku lasu stacji kolejowej Niemcy urządzili jeden z najstraszniejszych w okupowanej Europie obozów zagłady – od maja 1942 roku do października roku następnego zamordowano tam ponad 250 tysięcy Żydów z Lubelszczyzny i Galicji oraz z różnych krajów Europy Zachodniej, z których najliczniejszą grupę stanowili Żydzi holenderscy. 14 października mija 70. rocznica wybuchu powstania w Sobiborze.

Zdecydowana większość z liczących tysiące ludzi transportów ginęła w komorach gazowych od pół, do półtorej godziny po przekroczeniu bramy obozu. Tylko nielicznym darowywano kilka dodatkowych miesięcy życia – grupa około 500, 600 Żydów pracowała przy rozbudowie obozu, różnych zajęciach konserwacyjnych oraz przy obsłudze komór gazowych i rusztów, na których palono ciała pomordowanych. Do jednego z takich „komand” trafił we wrześniu 1943 roku przyszły przywódca powstania, Aleksander „Sasza” Peczerski, przywieziony do Sobiboru z getta w Mińsku.

Peczerski był zawodowym żołnierzem, oficerem Armii Czerwonej. Dla starszych stażem więźniów, skupionych wokół Leona Feldhendlera, którzy myśleli o zorganizowaniu ucieczki, był to mocny impuls do działania – wreszcie znalazł się ktoś, kto dysponował odpowiednią wiedzą, charyzmą i umiał dowodzić ludźmi. Peczerski zgodził się objąć dowództwo. Zaraz też przystąpiono do opracowywania planu ucieczki. Obejmował on wszystkich więźniów, ale w obawie przed dekonspiracją znany był on tylko kilkunastu osobom. Na pozostałych, szansa wybawienia miała spaść znienacka.

Załogę obozu stanowiło około 20 SS-manów i ponad 100 służących w formacjach niemieckich strażników ukraińskich. Plan powstańców zakładał potajemną likwidację możliwie dużej liczby niemieckich oficerów, co miało wprowadzić chaos w działania strażników w momencie ucieczki więźniów. Do akcji przystąpiono 14 października, gdy trzech oficerów, w tym komendant Franz Reichleitner, znajdowało się poza obozem. Pozostałych Niemców ściągano pojedynczo pod różnymi pretekstami – przymiarki garnituru, butów czy obejrzenia robionych dla nich szaf – do obozowych warsztatów i tam zabijano za pomocą własnoręcznie zrobionej broni.

- Oberbandyta był w świetnym humorze – relacjonował Peczerski.

– Słoneczny dziś dzionek. Słonko fest grzeje – ględził. – No jak, buty gotowe?

– Proszę uprzejmie – podsunął mu buty Jakub – zechce pan przymierzyć.

– Słuchaj ty, Jakub – oznajmił Oberscharführer, przymierzając buty – za pięć dni jadę do Niemiec. Masz uszyć dla mojej żony parę pantofli, tylko pamiętaj...

– Spodziewam się, że pańska małżonka będzie zadowolona – odrzekł Jakub.

Tu Arkady [Weisspapier] walnął toporem. Trupa zawlekli za nogi do kąta, nakryli szmatą. Krew zasypali piaskiem. Już szedł po swoje zamówienie Oberscharführer Greischutz.

W ciągu godziny zabito w ten sposób 12 Niemców. Udało się też odciąć łączność telefoniczną obozu z innymi posterunkami niemieckimi. Na rozkaz Peczerskiego jeden z kapo na 15 minut przed właściwym czasem dał sygnał końca pracy. Więźniowie, zbierający się na apel zauważyli, że dzieje się coś niezwykłego. Peczerski, zdając sobie sprawę, że nie jest już w stanie opanować rozemocjonowanego tłumu, dał sygnał do otwartego powstania i ucieczki. Około 500 osób przedarło się przez wyłamaną bramę obozu i przecięte druty ogrodzenia. Do oddalonego o kilkaset metrów lasu dobiegło 300 powstańców. Reszta zginęła rażona kulami strzelających z wież wartowniczych wachmanów, albo rozerwana przez rozłożone wokół obozu miny. Końca wojny doczekało ponad 60 więźniów. Kilka dni po wybuchu powstania Niemcy zadecydowali o likwidacji obozu w Sobiborze. Trzy miesiące później, po ich zbrodniczej działalności nie został niemal żaden ślad. Świadectwa upamiętniające śmierć setek tysięcy Żydów zostawiło jednak wielu z pośród tych, którym udało się wyjść cało z sobiborskiej fabryki śmierci. Należy do nich cytowany przeze mnie Tomasz Toivi Blatt, przywieziony do Sobiboru z oddalonej o kilka kilometrów Izbicy, jeden z ostatnich żyjących powstańców. Swoje wspomnienia spisał także zmarły w 1990 roku w Rosji Aleksander Peczerski. 14 października jego relacja ukaże się nakładem Żydowskiego Instytutu Historycznego, po raz pierwszy w polskiej wersji językowej.

Zdjęcia i cytaty pochodzą z pierwszego polskiego wydania wspomnień Aleksandra Peczerskiego „Szturm w nieśmiertelność”.

Serwis wykorzystuje pliki cookie do celów statystycznych. Jeśli się na to nie zgadzasz, wyłącz obsługę plików cookie w swojej przeglądarce internetowej. Rozumiem