Porwana przez własną rodzinę

Jej rodzice zginęli w getcie na Polesiu. Tekla i Franciszek przyjęli ją do rodziny, by kilka lat później adoptowaną córkę stracić. Czy została porwana przy wsparciu ówczesnych władz?

Wide dsc01132 imp
From left to right: Tekla, Franciszek Jankowski, on his knees Kazimierz Martinczyk, behind them Alina Martinczyk, on the right side sits an unknown girl (probably one of the Jewish children who lived with Jankowskis during the war).

Gutmorgeni przed wojną mieszkali w Pułtusku, skąd pochodzili. Najprawdopodobniej uciekli przed Niemcami na wschód, na tereny zajęte przez Sowietów. Gdy jednak w 1941 roku rozpoczęła się niemiecka inwazja, większość rodziny trafiła do getta w Sarnach. Tam zginęli z rąk niemieckich żołnierzy, lub ukraińskich policjantów, którzy wspólnie zlikwidowali getto w 1942 roku. 8-letnia wówczas Ania była jednym z kilkorga żydowskich dzieci przygarniętych przez Teklę i Franciszka Jankowskich. Jej nastoletni brat walczył wówczas w partyzantce, co robiła siostra – która przeżyła wojnę i wyemigrowała do Izraela – nie wiadomo. Jankowscy po wojnie przenieśli się, wraz z Anią, na ziemie odzyskane, do wsi Henrykowo. Tam Annę wysłano do szkoły, z której – jak wspominał w swoim pamiętniku jej nauczyciel Henryk Leszczyński – kilka lat później ją porwano.

„H. (nauczyciel pisze o Ani per Hania – przyp. red.) nie chciała już wrócić do swojej krewnej i uciekała w obawie przed porwaniem przemocą. Raz skrycie uciekła do mnie i nocowała“ – wspomina w swoim pamiętniku nauczyciel nastoletniej Ani. Krewna, o której mowa, to najprawdopodobniej jej ciotka Guta Szynowłoga, urzędniczka. Guta kilkukrotnie przyjeżdżała do wsi próbując nakłonić swoją siostrzenicę i jej nowych rodziców, by Ania zamieszkała z nią. We wsi sytuacja ta była znana tak Leszczyńskiemu, jak i Ani kolegom ze szkoły. Wszyscy wiedzieli też, że Ania jest Żydówką.

Lata mijały, a Ania z dziecka stała się nastolatką. Nie znamy powodu, dla którego wolała mieszkać ze swoją polską rodziną. „(...)nie ma do nich zaufania“ – zapisał w notatce przedstawiciel Centralnego Komitetu Żydów Polskich, który wizytował Henrykowo. Z dokumentu tego wiemy, że Jankowscy byli skorzy oddać dziecko. „Jeżeli skomunikują się z nią (Teklą Jankowską – przyp. red.) krewni z Londynu czy też z Ameryki, którzy zechcą dziecko zabrać do siebie, to nie będzie stawiała przeszkód“ – czytamy. Nie wiemy czemu Guty nie było na tej liście, ale z dokumentów jasno wynika, że Anna nie chciała odejść z ciotką.

Dzięki pamiętnikowi nauczyciela Ani wiemy, że w decyzji o pozostaniu z Jankowskimi wspierali ją inni. „Raz przyjechali przed szkołę w czasie pobytu H. na lekcjach. Ciotka siedziała w samochodzie, a dwaj mężczyźni weszli do szkoły. H. skryła się do kancelarii. Jeden z nich okazał mi legitymację UB i chciał przemocą wejść i H. odnaleźć, a wtedy ostrzegłem go i wskazałem uczniów uzbrojonych“ – pisał pan Henryk. To jedyna bezpośrednia relacja, jaka pozostała z tamtych wydarzeń. Co niezwykłe, jej autor zdaje się nie zdawać sprawy z wyjątkowości postawy swojej i swoich uczniów. „Wstrzymał się od przemocy. Żyd odszedł ze mną za ścianę, wyjął plik banknotów i przekonywał mnie, że ja nie jestem bogaty, a on tylko za to, że ciotka porozmawia z H. da mi to, bo to dla niego niewiele znaczą te banknoty“ – pisał dalej pan Henryk, nauczyciel Ani, zaznaczając że oferty nie przyjął. Według jego relacji ubecy zrezygnowali i opuścili teren szkoły. Jakiś czas później Ania zniknęła. „Widzieli tylko jak przejeżdżał samochód, zatrzymał się i odjechał. Krążyły przypuszczenia, że za jej zniknięcie ktoś wziął pieniądze“ – zapisał Henryk Leszczyński.

Historię Ani Jankowskiej opowiedział nam Kamil Połeć, lokalny historyk z Czaplinka, który poszukuje informacji o dalszych losach Ani. Dokumenty i zdjęcia udostępniła krewna z rodziny Jankowskich. 

Serwis wykorzystuje pliki cookie do celów statystycznych. Jeśli się na to nie zgadzasz, wyłącz obsługę plików cookie w swojej przeglądarce internetowej. Rozumiem