Dziennik Dawida Rubinowicza

Tatuś przyjechał [z obozu pracy] ze zranioną ręką, bo o to go puścili…

Wide 1 06

Tatuś przyjechał [z obozu pracy] ze zranioną ręką, bo o to go puścili… Z początku zląkłem się, bo myślałem, że jest bardzo zraniony. Bardzo trudno mi opisać te wszystkie opowiadania tatusia. Zacznę od początku opowiadania, najgorzej było pierwszy tydzień zaczem się przyzwyczaił, praca nie jest tak okropna, tylko dyscyplina jest okropna, jak kto nie dobrze śpiewa lub maszeruje dostaje baty. Pobudka jest o 4-tej rano, a przestają pracować o 5 pp. 13 godzin nie można sobie siąść na minutę, kto sobie siądzie to dostaje okropnie. Opowiadania nie miały końca, siedzieliśmy do 2-giej w nocy, to niemożliwe to opisać. […]

Dzisiaj rano wyszły dwie Żydówki na wieś, były to matka i córka. Jak na nieszczęście jechali Niemcy z Rudek po kartofle, tu do Bodzentyna, i spotkali te 2 Żydówki. Gdy one zobaczyły Niemców to zaczęły uciekać ale dogonili i złapali ich. Chcieli ich zastrzelić zaraz na wsi, ale sołtys nie pozwolił, to poszli koło lasu i tam ich zastrzelili. Żydowska policja pojechała zaraz po nich, żeby pochować ich na cmentarzu. Gdy fura przyjechała to była bardzo zakrwawiona.

Dawid Rubinowicz, lat 14, 1 czerwca 1942, Bodzentyn.


„Pamiętnik Dawida Rubinowicza”, Warszawa 2005.

Serwis wykorzystuje pliki cookie do celów statystycznych. Jeśli się na to nie zgadzasz, wyłącz obsługę plików cookie w swojej przeglądarce internetowej. Rozumiem