Dziennik Maryli

Wsłuchani jesteśmy w te coraz bardziej się potęgujące odgłosy walki i strach paraliżuje nas wszystkich.

Wide 27 04

Wsłuchani jesteśmy w te coraz bardziej się potęgujące odgłosy walki i strach paraliżuje nas wszystkich, przestajemy być ludźmi zmieniając się w drgające kłębki nerwów, gotowych oszaleć. Zaszywamy się w ciszę i każdy najlżejszy szelest [x] dochodzący od wewnątrz odgłos szeptu, kaszlnięcie wydaje nam się huraganem, który gotów nam w każdej chwili sprowadzić wroga za sobą.

Nagle przerywa ciszę płacz dziecka. Perliste poty występują na mnie całą, ze wszech stron sypie się grad przekleństw na nieszczęsne, nieświadome niczego stworzenie. Ktoś mówi: Trzeba je udusić, bo nas wszystkich zdradzi. […]

Jakiś dziwny dźwięk jakby prutego muru rozlega się coraz bliżej, komendant schronu traci głowę, rzuca słowo, że ktoś odsunął wagonik, że słyszał kroki nad klapą, że już jesteśmy straceni. […] Zalewają mnie na przemian fale ciepłego i zimnego potu, czuję, że coraz trudniej chwycić mi powietrze, czuję, że napięcie nerwów przeszło u mnie swój kryzys i sięgam po swój luminal. Biorę kilka pastylek, gdy ktoś wytrąca mi go z ręki, jestem wściekła, rzucam dzikie słowa przekleństwa, na miły Bóg, już lepiej stracić życie, niż zwariować.

Maryla (nazwisko nieznane), 27 kwietnia, 1943, Warszawa

„Patrzyłam na usta… Dziennik z warszawskiego getta”, oprac. P. Weiser, Kraków 2008

Serwis wykorzystuje pliki cookie do celów statystycznych. Jeśli się na to nie zgadzasz, wyłącz obsługę plików cookie w swojej przeglądarce internetowej. Rozumiem