Europejskie ruchy oporu wobec Zagłady

Sesja poświęcona europejskim ruchom oporu wobec Zagłady zamyka pierwszy dzień konferencji „Być świadkiem Zagłady”.

Wide  mgl1321

Sesja poświęcona europejskim ruchom oporu wobec Zagłady zamyka pierwszy dzień konferencji „Być świadkiem Zagłady”. W panelu głos zabrało wielu badaczy z kraju i zagranicy.

Sesja, której moderatorem był dr Krzysztof Persak, rozpoczęła się od wystąpienia Claire Zalc. Badaczka mówiła o różnych postawach przyjmowanych przez Żydów wobec prześladowań w okupowanej Francji. Referentka podzieliła się wynikami prowadzonych badań, które pozwoliły jej wyłonić zmienne – takie, jak pochodzenie społeczne, czas przebywania we Francji, płeć. Takie dane pozytywnie, bądź negatywnie wpływały na przyjęcie postawy aktywnego oporu wobec niemieckiego terroru. Zalc mówiła również o znaczeniu mikrohistorii dla badania mechanizmów Holokaustu.

Dr Adam Puławski podjął w swoim wystąpieniu problem stosunku Polskiego Państwa Podziemnego wobec Zagłady. Badacz stwierdził, że liderzy podziemia przekonani byli, że wystarczy nagłośnić niemieckie ludobójstwo Żydów, aby skutecznie wpłynąć na zmniejszenie jego skali. Zauważył jednak, że informacje o losie, który spotkał Żydów w Polsce podawano w depeszach do rządu w Londynie jakby mimochodem, nie uzupełniając suchych faktów opinią, co należy zrobić, ani nie prosząc o wskazówki dotyczące działań zapobiegawczych. Aż do września 1942 r. liczne oświadczenia i apele kierowane przez władze polskiego podziemia do Polaków dotyczyły tylko spraw polskich. Dopiero 17 września ukazało się pierwsze oświadczenie dotyczące eksterminacji ludności żydowskiej (prasa konspiracyjna pisała o eksterminacji ludności żydowskiej od drugiej połowy 1941 r.). Mocno wybrzmiało postawione przez dr. Puławskiego pytanie, czy milczenie rządu polskiego w Londynie na temat „Wielkiej akcji” w 1942 r, nie było elementem jego świadomej polityki. Zdaniem panelisty, obecny stan badań nie pozwala jednak odpowiedzieć jednoznacznie na to pytanie.

Tematem reakcji partyzantki ukraińskiej na Zagładę zajął się prof. Grzegorz Motyka. Podkreślał, że nadal jest to temat bardzo mocno upolityczniony, a stanowiska zajmowane przez badaczy ukraińskich i zachodnioeuropejskich bywają skrajnie odmienne. Dzieli ich m.in. podejście do zagadnienia Żydów wstępujących do Ukraińskiej Powstańczej Armii, którzy decydowali się na to w nadziei, że pozwoli im to uchronić się przed poczynaniami okupanta niemieckiego. Zdaniem historyków ukraińskich, gdy sytuacja wojenna się odmieniła – ich kraj ponownie zajęła Armia Czerwona, Żydów zwolniono z partyzantki i pozwolono im odejść bez szwanku. Oponenci twierdzą, że zdecydowana większość z nich została wówczas przez partyzantów UPA wymordowana. Prof. Motyka skłania się ku drugiej wersji wydarzeń podkreślając, że znanych jest tylko kilka przypadków, w którym żydowskim partyzantom udało się przeżyć.

Odmienny obraz sytuacji Żydów na Wschodzie wyłaniał się z referatu dr. Kirila Fefermana, który mówił o stosunku partyzantki sowieckiej wobec Żydów i Zagłady. Zdaniem Profesora, tereny kontrolowane przez partyzantów były jedynymi w miarę bezpiecznymi dla Żydów. Podkreślał jednak, że nie było to równoznaczne z roztoczeniem nad nimi humanitarnej opieki, gdyż ochrona ludności cywilnej nie należała do głównych zadań partyzantów. Udział Żydów w sowieckiej partyzantce odzwierciedlał mniej więcej ich procent w społeczeństwie. Funkcjonowały jednak także oddziały niemal wyłącznie złożone z Żydów. Centrala dowódcza akceptowała je i wspierała, jeśli brały czynny udział w walce zbrojnej. Obraz przedstawiony przez prof. Fefermana nie był jednoznacznie pozytywny. Dowódcy poszczególnych oddziałów cieszyli się bowiem sporą niezależnością, ale nie brakowało wśród nich takich, którzy byli pełni uprzedzeń wobec Żydów, co brutalnie uzewnętrzniali.

Dyskusję panelową zamknęło wystąpienie Michała Trębacza, który nakreślił sytuację partii politycznych w gettach warszawskim i łódzkim. Wskazując różnice w ich funkcjonowaniu, starał się wyjaśnić, dlaczego w Warszawie doszło do powstania ludności Żydowskiej przeciw Niemcom, a w Łodzi – nie. Do najważniejszych przyczyn zaliczyć należy słabość elit politycznych w łódzkim getcie, których spora część została wymordowana zaraz po utworzeniu dzielnicy zamkniętej. Duża część działaczy zdecydowała się też na ucieczkę na wschód. Słabość życia politycznego miała też wpływ na dużo mniejsze niż w Warszawie możliwości wydawania nielegalnej prasy. Problemy techniczne z drukiem swoich obwieszczeń miał nawet prezes łódzkiego Judenratu, Chaim Rumkowski. Trębacz zauważył przy tym, że Rumkowski z zaciętością torpedował rozwój działalności politycznej i organizacyjnej w getcie, gdyż bał się o swoją pozycję. Adam Czerniakow natomiast nie przejawiał podobnych ambicji.

Dziś kolejny dzień wystąpień badaczy w ramach konferencji „Być świadkiem Zagłady”.

Serwis wykorzystuje pliki cookie do celów statystycznych. Jeśli się na to nie zgadzasz, wyłącz obsługę plików cookie w swojej przeglądarce internetowej. Rozumiem