Dziennik Racheli Auerbach

Będzie już temu z miesiąc, jak szłam ulicą Gęsią. Minęłam strefę przeniesionej tu „Wołówki” (obecnie „Gęsiówki”), miejsca sprzedaży używanych rzeczy.

Wide 16 04

Będzie już temu z miesiąc, jak szłam ulicą Gęsią. Minęłam strefę przeniesionej tu „Wołówki” (obecnie „Gęsiówki”), miejsca sprzedaży używanych rzeczy. […] Strzępy rzeczy i ludzi, co za żałosny widok ręcznie haftowanych i ręcznie cerowanych firanek, dziecinne zaprane majteczki, ostatni ręcznik wymieniony „na tołczok” [ros. bazar], często ludzie wypruwają podszewki spod palt i sprzedają na ćwiartkę chleba, na lekarstwo w nagłej chorobie, a żołądek potwór, otchłań bez dna […]. Czasem widzi się na ulicy osoby ubrane a la Ghandi, jedynie w płachtę na gołym grzbiecie. Podobno rzeczy z żywych mają wyższy kurs, bo bardzo wielki procent rzeczy pochodzi oczywiście z umarłych. Specjalne „drużyny” hien obłupują z odzieży tych co padają na ulicy. Z rana trupy leżą całkowicie nagie.

Rachela Auerbach, 16 kwietnia 1942, Warszawa


R. Auerbach, „Dziennik” w: „Archiwum Ringelbluma”, t. 7, Warszawa 2012; tłumaczyła: Anna Ciałowicz. Dziennik ze zbiorów ŻIH


Serwis wykorzystuje pliki cookie do celów statystycznych. Jeśli się na to nie zgadzasz, wyłącz obsługę plików cookie w swojej przeglądarce internetowej. Rozumiem