Yad Vashem Studies

O stosunku ludności wiejskiej do Żydów podczas okupacji pisze Jan Grabowski.

Wide yad vashem studies

O stosunku ludności wiejskiej do Żydów podczas okupacji pisze Jan Grabowski w artykule Rural Society and the Jews in Hiding. Elders, Night Watches, Firefighters, Hostages and Manhunts w pierwszym tomie 40 rocznika „Yad Vashem Studies”. Na początku artykułu autor przypomina, że latem i jesienią 1942 r. Niemcy rozpoczęli likwidację gett i deportowanie Żydów do obozów zagłady. By uniknąć deportacji Żydzi zaczęli szukać schronienia wśród Polaków na tak zwanej aryjskiej stronie. Dało to początek okresu nazywanego „Judenjagd” i trwającego aż do końca okupacji. Pisał o nim Szymon Datner, że każda wioska, miasteczko i miasto w Generalnym Gubernatorstwie było świadkiem mordowania Żydów uciekających z gett lub transportów śmierci. Ofiary, które uniknęły śmierci w komorach gazowych i masowych egzekucjach, i które można zidentyfikować, zasługują na specjalną uwagę, ponieważ indywidualnie na swój sposób walczyły o przeżycie.

Nie było to łatwe szczególnie na terenach wiejskich, gdzie pozostawiając w zasadzie polską administrację, obciążono odpowiedzialnością za ujawnianie Żydów sołtysów, wójtów i organizowane przez nich grupy samoobrony i strażników. W wiejskim powiecie Dąbrowa Tarnowska, obejmującym przed wojną 101 wiosek i zgodnie ze spisem ludności z 1931 r., liczącym ok. 66 000 mieszkańców, w tym 4807 Żydów skupionych głównie w miasteczkach Dąbrowa Tarnowska i Żabno, już w styczniu 1940 r. Niemcy zorganizowali getta z Judenratami i policją porządkową (Ordungsdienst) a później wprowadzili liczne ograniczenia, zaś krwawe łapanki 1942 r. były wstępem do ostatecznego rozwiązania problemu żydowskiego. Uchodząc śmierci Żydzi szukali ratunku na „stronie aryjskiej”. Lecz jak pisze Christopher R. Browning wRemembering Survival: Inside a Nazi Slave-Labor Camp(New York: W. W. Norton, 2010) „a fear of denunciation by hostile Poles was one of the great deterrents to escape. Indeed, among those who escaped, many experienced not only denunciation but robbery and even murder”. Podobne zdanie wyraził Emanuel Ringelblum w książceStosunki polsko-żydowskie w czasie drugiej wojny światowejpisząc: „Ukrywanie Żydów na prowincji nastręcza dużo trudności, gdyż w małych miasteczkach, a zwłaszcza na wsi wszyscy się znają i obcy budzi ogólne zainteresowanie. Niemcy wiedzieli, że po każdej akcji przesiedleńczej na prowincji część Żydów ukrywała się u chrześcijańskich sąsiadów lub w najbliższej okolicy. Aby „oczyścić” okolicę od Żydów, Niemcy stosowali dwie metody: metodę nagród i metodę gróźb. Wyznaczono nagrody pieniężne i w naturze za głowę każdego złapanego Żyda, przy czym odzież i rzeczy złapanych należały również do łapaczy. W Małopolsce Zachodniej, np. w Borku Fałęckim, w Wieliczce, w Bochni i Swoszowicach dawano po 500 zł, 1 kg cukru za głowę złapanego Żyda. Rezultat tej akcji był bardzo pomyślny dla Niemców. Ludność miejscowa masowo wydawała Żydów w ręce Niemców, którzy takich „zbrodniarzy” rozstrzeliwali bez pardonu. [...] Obok nagród Niemcy stosowali system kar za ukrywanie Żydów. Zarządzenia o karze śmierci za taką „zbrodnię” ukazywały się każdorazowo po przystąpieniu do akcji likwidacyjnej Żydów w danej miejscowości”.

W kolejnych rozdziałach: Night Watches, Firefighters, Manshunt i Conclusion omówiono przedwojenne nastawienie ludności wiejskiej do żydowskich współmieszkańców, zadania postawione administracji powiatu przez Niemców oraz sposoby i przykłady ich realizacji. 

W pierwszym rozdziale wskazano na powszechną międzywojenną tradycję stosunku do Żydów, mechanizm wprowadzania w życie zarządzeń niemieckich oraz sposób ich realizacji (zdrada i doniesienia), które niewątpliwie przyczyniły się do śmierci większości ukrywających się Żydów. Lokalne działania spełniające niemieckie „życzenia” zapewniali w gminach wójtowie, zastępowani podczas okupacji Polski przez miejscowych Volksdeutschów lub bardziej lojalnych wobec Niemców Polaków, zatwierdzanych zazwyczaj przez starostów. Zadaniem wójta było między innymi oprócz określania wielkości obowiązkowych dostaw lub sprzedaży po ustalonych cenach (zboża, bydła itp.), zapewnienia wymaganej przez Niemców liczby chętnych do pracy w Niemczech, a także realizacji poleceń dotyczących mieszkańców gminy otrzymywanych od Kreishauptmannów (szefów niemieckiej administracji) kierujących się z kolei zaleceniami ze stolicy Generalgouvernement w Krakowie. Pomocą był też dwujęzyczny polsko-niemiecki „Biuletyn” zawierający dokładne instrukcje dla wójtów. Ci ostatni przekazywali je sołtysom. Na ogół Niemcy pozostawiali polskich sołtysów na ich stanowiskach, chyba że zamierzali obsadzić je Volksdeutschami. W razie wakatu wójt wyznaczał uzgodnionego z Niemcami nowego sołtysa. O ile z wójtami kontaktował się często Kreishauptmann, to Landkommissar wzywał sołtysów tylko od czasu do czasu. Gdy Niemcy wprowadzili karę śmierci za ich obrażanie lub pobicie, stracili oni kontakt z wyborcami, a gdy ogłoszono to z ambon, sołtysi stali się dyktatorami. W 1942 r. nałożono na nich obowiązek zabezpieczenia transportu Żydów powiatu do gett i obozów, a także mogli dysponować żydowskim ruchomym i nieruchomym mieniem. Mieszkaniec wsi Kozłów pisze, że największą plagą są tacy zdegenerowani Polacy, jeżeli w ogóle można ich nazwać Polakami.

Z czasem, a szczególnie po inwazji na Związek Radziecki i w miarę narastania podziemnych organizacji, starostom nakazano organizowanie samoobrony. Składali się na nią strażnicy nocni, członkowie Ochotniczej Straży Pożarnej, urzędnicy sołectwa, zastępcy sołtysa oraz tzw. dziesiętnicy, częściej pełniący służbę i wynagradzani. W Bolesławcu taka straż liczyła 30 ludzi ściągniętych z okolicznych wiosek. Straż dysponowała wioskową izbą zatrzymań. Straż, aprobowana przez starostę, żandarma i granatową policję, mającą prawo jej kontrolowania, wykonywała zadania ochrony obiektu lub wioski przed „bandytami, partyzantami i innymi niepożądanymi elementami”, szczególnie Żydami, którzy ocaleli z likwidowanych gett i jeńcami wojennymi zbiegłymi z obozów. Przynajmniej jeden ze strażników powinien posiadać broń palną, reszta miała widły, kije, pałki itp.

W każdej wiosce starosta lub komendant policji wyznaczał na ograniczony czas osobę jak gdyby zakładnika osobiście odpowiedzialnego za właściwą realizację zadań stawianych przez Niemców, działania wioskowej ochrony (straży) i nałożony na nią obowiązek meldowania o stanie bezpieczeństwa. Niewywiązujących się zadowalająco z poleceń karano wysłaniem na ciężkie roboty do Arbeitserziehunglagru w Szebniach, Mielcu lub Pustkowie. Istniejący w archiwum w Jad Waszem dokument stwierdza, że Niemcy dwukrotnie wysyłali zakładnika Antoniego Wilka na dwutygodniowe roboty za nienależyte wywiązywanie się z obowiązków. Przykład funkcjonowania takich zakładników w gminie Tonia opisano w artykule. Często straż nocna przed przekazaniem zatrzymanych Żydów wyższej instancji prowadziła własne śledztwo. Przytoczono przykład Chaskiela Randa, dobrze usytuowanego Żyda z 9-letnim synem Izaakiem, zatrzymanych w grudniu 1943 r. w okolicy Wojnicza, tak pobitych przez strażników, że z trudem poznał ich Stanisław Kuk, który wiózł obu na posterunek policji. Podobnie torturowano zatrzymanego, dobrze sytuowanego Żyda z Mędrzechowa, od którego usiłowano się dowiedzieć, gdzie ukrył złoto i kosztowności. Przytoczono wiele innych przypadków znęcania się, a nawet zabijania przez nocne straże zatrzymanych Żydów, oparte na powojennych zeznaniach świadków (Polaków) przechowywanych w Archiwum Państwowym w Krakowie, Archiwum Instytutu Pamięci Narodowej i in.

Jak wspomniano, do straży nocnej wyznaczano członków Ochotniczej Straży Pożarnej; strażacy byli bardziej zdyscyplinowani, a ich komendant, wybierany przez wszystkich mieszkańców wioski, cieszył się większym respektem. Strażacy poruszali się swobodniej w terenie niż inni rolnicy i w ramach ćwiczeń Niemcy wyznaczali ich do poszukiwania ukrywających się Żydów. Tak na przykład w czerwcu 1944 r. polecono strażakom z Racławic sprawdzić gospodarstwo Wawrzyńca Pomiernego, w którym – jak mówiono – znajdowali się Żydzi. Rzeczywiście natrafiono na 6 Żydów (małżeństwo Lewkowiczów i czworo dzieci). Strażacy wszystkich związali, a sołtys wyznaczył podwody, by zawieźć Żydów na posterunek granatowej policji w Sułoszowej. Aresztowani trafili w końcu do żandarmerii w Wolbromiu i zostali zastrzeleni. Nie wszyscy strażacy byli antysemitami, lecz obawiali się Niemców i kolegów-antysemitów. Podobne jak w Racławicach akcje odbywały się w innych miejscowościach Generalnego Gubernatorstwa. „Biuletyn Informacyjny Armii Krajowej” pisał (22 X 1942 r.), że Żydów mordowano i deportowano z Wołomina, Stoczka, Węgrowa, Radzymina, Jadowa, Siedlec. Strażacy z Wołomina, motłoch ze Stoczka uczestniczyli w likwidacji i rabowaniu ukrywających się Żydów, co ich hańbi. W rozdziale przytoczono kilka innych przykładów wykorzystania strażaków w niemieckich akcjach (wysiedlania, pojmania ukrywających się Żydów, eskortowania, kopania mogił itp.).

Na podstawie wielu powojennych zeznań Polaków, zapisanych w aktach Sądu Apelacyjnego w Krakowie i przechowywanych w tamtejszym Archiwum Państwowym, pokazano w rozdzialeManhunts, że najgroźniejsze dla ukrywających się Żydów nie były działania straży wioskowych bądź członków Ochotniczej Straży Pożarnej, lecz organizowane przez władze niemieckie lub samorzutnie przez ludność miejscową polowania na Żydów. W początkowym okresie, podczas likwidacji lokalnych gett, były one dobrze zorganizowane, z udziałem znaczących sił niemieckich oraz granatowej policji. Część wieśniaków brała w nich udział nie chcąc narażać się Niemcom, lecz większość liczyła na łupy, najczęściej na odzież ofiar. Polecenia zorganizowania polowania na Żydów przekazywała niemiecka policja wójtom, a ci sołtysom. Przytoczono pismo Franciszka Rusina, wójta Kośmic Wielkich do sołtysa w Janowicach z 28 VIII 1942 r., w którym powołując się na zalecenia niemieckiej administracji powiatu z 14 VIII 1942 r. zawiadamia sołtysa, że w związku z deportacją Żydów powinien on zapewnić, iż ani jeden Żyd, Żydówka ani dziecko żydowskie nie pozostało we wiosce. Wykrytych należy wysłać do najbliższego posterunku policji polskiej. Przypomniał też, że ukrywanie Żydów karze się śmiercią, a sołtysi odpowiadają własnym życiem za opieszałość w wykonywaniu zadania. Często obławy na ukrywających się Żydów organizowali sami mieszkańcy wiosek, nie czekając na polecenia policji lub bez jej wiedzy. W marcu 1943 r. Mieczysław Soja w drodze do Mędrzechowa, przejeżdżając przez Radwan do Wólki Mędrzechowskiej poinformował sołtysa Wólki, że dostrzegł ukrywających się w zaroślach pięciu Żydów (matkę z trzema synami i Żyda Fałka), a po dotarciu do Mędrzechowa zawiadomił także żandarmów. Sołtys Trzepaczek zwołał natychmiast wszystkich dorosłych mieszkańców wioski, i zanim żandarmi zdążyli przybyć, rozpoczęto obławę. Żydów schwytano, dostarczono żandarmom i zabito. Podobną akcję opisał 10-letni wówczas (1943 r.) Dawid Wasserstrum. Polowania na Żydów organizowali bezpośrednio Niemcy, o innych decydowali żandarmi, a czasami granatowa policja. Przytoczono przykłady polowań na Żydów organizowanych przez policję. Mądry, komendant granatowej policji w Otfinowie, zawiadomiony przez strażnika z Kars wysłał dwóch policjantów (Lewandowicza i Niechciała) do rejonu, gdzie dostrzeżono Żydów, z zadaniem doprowadzenia ich na posterunek. Znaleźli pusty bunkier, lecz dowiedzieli się, iż dwu Żydów widziano koło przeprawy promowej. Zatrzymanych zastrzelono na miejscu. W innym, opisanym przez Helenę Aussenberg przypadku, granatowi policjanci otoczyli bunkier, w którym schronili się Żydzi (razem 13 osób). Wychodzących pojedynczo zabijali. Opisano też przypadek, gdy dwu członków Sonderdienstu wezwało młodzież okolic Dulczy do pomocy w polowaniu. Wspomniana Aussenberg napisała, że młodzi wskoczyli na konie i pognali do lasu polować na Żydów. Polowano nie tylko na Żydów. Opisano także przypadek, gdy Andrzej Gawron, sołtys w Dąbrówce Szczepanowskiej, chcąc wykonać rozkaz wysłania 5 ludzi do pracy w Niemczech zastąpił ich Romami (jednego w czasie akcji zastrzelono). Jan Szewczyk, granatowy policjant w Otfinowie, zeznawał, że w 1942 r. uczestniczył w wiosce Kłyż w zorganizowanej przez żandarmów i wspieranej przez policjantów z Otfinowa akcji łapania Polaków uchylających się od pracy w Rzeszy lub uciekających z niej. Złapanych odsyłano do Arbeitsamtu w Dąbrowie Tarnowskiej, skąd trafiali do Niemiec. Wspomniano też, że zimą 1943 r. pociągi ze Szczucina do Tarnowa często zatrzymywano na stacji Dąbrowa Tarnowska, po czym żandarmi szukali szmuglerów i ludzi uchylających się od pracy w Niemczech.

We wnioskach autor artykułu zauważa, że polowanie na Żydów nie wywoływało negatywnych emocji lub moralnych problemów ludności wiejskiej, a niektórzy historycy obciążają wyłącznie okupanta, choć udział w Judenjagd zależał od gorliwości i chęci uczestników. Niektóre elementy społeczeństwa, różne organizacje i socjalne struktury świadomie współdziałały zarówno przy likwidacji gett jak i łapaniu Żydów szukających ratunku na stronie aryjskiej.

W artykule An AL Unit Its Attitude Towards Jews: The Trial of Tadeusz Maj, Joanna Tokarska-Bakir nawiązała do książki Christophera R. BrowningaRemembering Survival: Inside a Nazi Slave-Labor Camp (New York, W. W. Norton, 2010) o obozie pracy w Starachowicach, który pisze, że dla ukrywających się w lasach Żydów zagrożeniem były grupy Armii Krajowej i Narodowych Sił Zbrojnych, podczas gdy lewicowe grupy Gwardii Ludowej i Armii Ludowej zajmowały wobec nich w zasadzie przyjazne stanowisko. Prócz tytułów reprezentujących wspomnianą tezę, jak dwa tomy Żydzi w walce. Opór i walka z faszyzmem w latach 1939–1945, pod red. Jerzego Diatłowickiego (Żydowski Instytut Historyczny 2009–2010), są inne, jak Piotra Gontarczyka z Instytutu Pamięci Narodowej Z genealogii elit politycznych PZPR. Przypadek Stefana Kiljanowicza vel Grzegorza Korczyńskiego („Glaukopis”, nr 1, 2003), oskarżające o zabijanie Żydów m.in. T. Maja oraz grupę „Świt”. Żydzi zbiegli z obozu pracy w Starachowicach w swoich relacjach stwierdzali, że w lasach napotykali oddziały partyzantów Armii Krajowej, Narodowych Sił Zbrojnych i Armii Ludowej, którzy ich rabowali lub mordowali. Wspominali również lewicowe grupy partyzanckie, które ich akceptowały. Autorka zauważa, iż zjawisko antysemityzmu podzieliło społeczeństwo już wcześniej niż w okresie post-stalinowskim.

W pierwszym rozdziale zatytułowanym The Trial ́s Political Context przypomina się historię Tadeusza Maja, dowódcy plutonu Związku Walki Zbrojnej w Rzeczniowie, który przeszedł w 1944 r. do Armii Ludowej i dowodził oddziałem partyzanckim „Świt” (używał pseudonimów „Rózga” i „Łokietek”) a po wojnie był zastępcą dowódcy Brygady Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego (KBW) w Lublinie. Między 1946 i 1949 r. przewodniczył w Kielcach Komisji Specjalnej, między innymi do zwalczania spekulantów. Od 1950 r. do czasu aresztowania w maju 1951 r. działał jako oskarżyciel w Łodzi, choć nigdy nie studiował prawa. W dalszej części rozdziału przedstawiono akta świadczące o zainteresowaniu ówczesnych władz już w 1945 r. niechlubną działalnością Maja i partyzantów grupy „Świt”. Walka polityczna między Władysławem Gomułką i Mieczysławem Moczarem doprowadziła do ujawnienia zarzutów: obrabowania i zamordowania 12 Żydów nad rzeką Kotyska, zabicia czterech Żydów w leśniczówce Lipie, wrogiego stosunku do nieznanego z nazwiska lekarza dr. Adama i jego żony dr Irki, który zmusił ich do opuszczenia „Świtu”. Oboje zginęli pod Baranowem, próbując przedostać się przez linię frontu na wschód.

W dalszej części rozdziału oraz w dwu rozdziałach The Trial of Tadeusz Maj: The Świt Unit ́s Ideology As Reflection in Witness Testimonies i Świt, its Composition and Stationing wykorzystując dokumenty przechowywane w Archiwum Akt Nowych i Archiwum Instytutu Pamięci Narodowej przedstawiono działalność osób zajmujących się wyjaśnianiem tytułowego problemu jak Grzegorza Korczyńskiego, Mieczysława Moczara, Romana Romkowskiego, Józefa Światło, Anatola Fejgina i innych.

W kolejnych rozdziałach The Kotyska River, Piotrowe Pole, Lipie oraz Ząbek ́s Case przytoczono zeznania Maja i świadków o zamordowaniu kilku Żydów w Piotrowym Polu przez partyzantów oddziału „Świt” o czym Maj dowiedział się później, oraz grupy Żydów w pobliżu leśniczówki Lipie koło Wierzbnika przez partyzantów „Świtu”. Wspomniano też o likwidacji partyzanta Ząbka, który według niektórych zamordował Żydów samowolnie, a zdaniem Maja – eskortując ich do dowództwa. Przytoczono też rozmaite zeznania partyzantów „Świtu” na temat mordowania Żydów (rozdział Men and Women) oraz omówiono działalność partyzantów z oddziałów Eugeniusza Wiślicz-Iwańczyka i Władysława Sobczyńskiego w rozdzialeWiślicz and Sobczyński.

W rozdziale How Did the Defendant Maj Understand His Own Behaviour opisano wyjaśnienia Maja. Tłumaczył on, że wykonywał rozkazy przełożonych i że był pod wpływem przedwojennej sanacyjnej propagandy określającej Żydów jako spekulantów i wyzyskiwaczy; był też przekonany, że nie ma dla nich miejsca w nowej Polsce, a mordowanie bez wahania na rozkaz Sobczyńskiego było wynikiem antysemickich i nacjonalistycznych wpływów otoczenia, w którym znalazł się podczas wojny. W kolejnych zeznaniach stwierdził, iż słyszał, że Niemcy zorganizowali dywersyjną grupę włączając do niej Żydów i nie był pewny, czy Żydzi którzy uciekli z gett do niej nie należą. Podobną linię obrony zastosowali inni „świtowcy” sądzeni za zabicie Żydów.

30 III 1954 r. sąd skazał T. Maja na 8 lat więzienia i 3 lata pozbawienia praw obywatelskich, stwierdzając w wyrorku, że z wyjątkiem małych grup zdrajców naród polski walczył o wolność wszystkich obywateli.

W artykule The Anatomy of Rescue: The Wartime Diary of Aurelia Wyleżyńska, 1939 — 1944, Rachela Feldhay Brenner przedstawiła życiorys tytułowej pisarki, opinie innych pisarzy i historyków o prowadzonym przez nią dzienniku i jego fragment. Aurelia Wyleżyńska urodziłą się w 1881 r. w guberni podolskiej, między 1907 i 1911 r. studiowała filozofię na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie, publikowała eseje i artykuły w czasopismach. Po zakończeniu I wojny światowej, którą spędziła w Rosji, osiedliła się we Lwowie i aktywnie działała w Związku Zawodowym Pisarzy Polskich. Po wyjeździe do Paryża działała w organizacji Les Amis de la Pologne. W 1937 r. powróciła do Polski, zamieszkała w Warszawie i zaangażowała się w pomoc dla Żydów. Raniona w dniu wybuchu powstania warszawskiego, zmarła 3 VIII 1944 roku. Dziennik zaczęła pisać 27 IX 1939 r., a ostatni zapis nosi datę 29 VIII 1943 roku. Rękopis przechowała jej siostra Fela i przekazała Bibliotece Narodowej. W dzienniku autorka pokazuje demoralizację Polaków pod wpływem niemieckiej okupacji. W sześciu rozdziałach (The Diary As Testament, The Diary-As Unintended Novel, Autonomy, Altruism, and Happiness, The Complexities of Rescue, The Limits of Humanities in a Time of Genocide oraz The Need of New Ethics in the Reality of Genocide) autorka omówienia pokazała, że niedostatek humanistycznego podejścia do problemu żydowskiego rzutował na stosunek społeczeństwa do Żydów.

Notatki pisane ręcznie i przepisywane na maszynie Wyleżyńska traktowała jak testament, miały być opublikowane po jej śmierci bez jakichkolwiek zmian czy uzupełnień jako świadectwo dla pozostałych. Dziennik miał pokazać nieuznawany za rzeczywistość antysemityzm opisywanego okresu. W drugim rozdziale zamierzała notatki swe nazwać „powieścią mimo woli” i traktować je jako „dokument epoki” (5 V 1943). Dostrzegała też, że nienawiść do Niemców w części społeczeństwa zmniejszyła antypatię do Żydów, lecz nie objęło to wszystkich. 28 IV 1943 r., gdy płonęło getto w Warszawie i dym „terroryzował słońce”, ludzie mówili o codziennych sprawach. 30 IV 1943 r. wspomina karuzelę na Placu Krasińskich pisząc, że „wszyscy jesteśmy bez serca. Podczas świąt bardziej martwimy się posiłkami niż ginącymi”. Wyleżyńska w przeciwieństwie do bezdusznego ogółu kierowała się altruistycznym poczuciem powinności. Miała wielu przyjaciół Żydów. Ukrywana przez Wyleżyńską w mieszkaniu przy ulicy Lipowej Zuzanna Rabska16(1888–1966) prozaik i poetka, córka Aleksandra Kraushara napisała, że Aurelia była demokratką, nie bała się pułapek Gestapo, wchodziła do getta i była odważna. W kolejnych rozdziałach autorka artykułu opierając się o zapiski w dzienniku przedstawiła nieznane z nazwiska osoby, którym narażając życie pomagała Aurelia.

Załącznik do artykułu pod tytułem Excerpts from Aurelia Wyleżyńska ́s Diary obejmuje notatki z 3 III, 17 V, 27 V, 25 VI i 11 VIII 1943 roku.

Ponadto opublikowano artykuł László Karsai, The „Jewish Policy” of the Szálasi Regime z rozdziałami: Jews in Budapest in 1944, The International Ghetto and Zionist Resistance, Organizing the Large Ghetto and The Jewish Council, The Arrow Cross Terror in Budapest Epilogue; Ronit Fisher, Between Ethnic Cleansing and Genocide: An Alternative Analysis of the Holocaust of Romanian Jewry z siedmioma rozdziałami: A Demographic Historical Review, The Development of Romanian Nationalist Violence. Social Theories for Analysis of Ethnic Violence and Ethnic Cleansing, The Deportations to Transnistria, Between Individual and Establishment, Between Center and Periphery, Summary and Conclusions; Susan Urban,„Unknown Dead” Unsettling Finds from the Archive of the International Tracing Service, w którym znalazło się wiele szczegółów o deportacji z Polski i kilka załączników-dokumentów z figurującymi w nich nazwiskami obywateli polskich, także Żydów, przybyłych do obozów marszami śmierci, zmarłych i innych. W numerze zamieszczono dwa artykuły recenzyjne, W pierwszym, zatytułowanym Who Will Edit Their History? The Jewish Historical Institute in Warsaw and The Ringelblum Archives Stephan Lehnstaedt omówił trzy tytuły: Magdalena Tarnowska (ed.), Życie i twórczość Geli Seksztajn, Katarzyna Person (ed.), Getto Warszawskie, Życie codzienne i Tadeusz Epstein (ed.), Inwentarz Archiwum Ringelbluma. W recenzji pod tytułem Grappling with an Uncomfortable Past: Recent Scholarship on the Holocaust in Poland and Lithuania Theodore R. Weeks omówił książki Adama Puławskiego, W obliczu zagłady: Rząd RP na uchodźstwie, Delegatura Rządu RP na Kraj, ZWZ-AK wobec deportacji Żydów do obozów zagłady, 1941–1942 (Lublin, IPN, 2009) i Roberta van Vorena, Undigested Past: The Holocaust in Lithuania (Amsterdam – New York: Rodopi, 2011). Zamieszczono także artykuły recenzyjne: Omer Bartow, „Sitrah Akhrah” (The Other Side): What is the purpose of Holocaust Fiction? Reflection in the Wake of Two Historical Novels by Jonathan Littell and Steve Sem-Sandberg i Dimitry Shumsky, The Crack in the Wall: Towards a Neo-crisis Paradigm of Jewish Historiography? (omówienie książki Davida Engela Historians of the Jews and the Holocaust). Ponadto Raphael Vago opublikowałWspomnienie o dr. Leonie Volovici (1938–2011). 

Serwis wykorzystuje pliki cookie do celów statystycznych. Jeśli się na to nie zgadzasz, wyłącz obsługę plików cookie w swojej przeglądarce internetowej. Rozumiem