Dawid pochodził z Jedwabnego...

Listy z Rosji, Ukrainy, Białorusi, zza wschodniej granicy Polski zawsze brzmią inaczej niż te z Ameryki, Australii lub nawet te z Polski.

Wide 00000319
Synagogue in Jedwabne

Dawid pochodził z Jedwabnego... Listy z Rosji, Ukrainy, Białorusi, zza wschodniej granicy Polski zawsze brzmią inaczej niż te z Ameryki, Australii lub nawet te z Polski. Odzywa się w nich „rosyjska dusza”, która nawet w najprostszych listach pozostawia ślad poezji. Jest w nich nie płacz po prostu, ale płacz rzewnymi łzami i nie smutek, a rozpacz i żal. To taki świat wyrażania uczuć, gdzie wdzięczność jest zawsze dozgonna. Nie dostajemy ich dużo. To inny świat, nieufny, rozumiejący, że świat Zachodu rządzi się innymi prawami. Dopiero ostatnio coraz częściej mieszkańcy wschodu zaczynają poszukiwać swoich korzeni tu, w Polsce. Są potomkami tych, którzy po wojnie nie wrócili. Założyli nowe rodziny. Na nowo ułożyli życie. W międzyczasie nie można się było kontaktować. Zresztą nie było czasu. Nauka, praca, dzieci. Po prostu normalne życie. Dawid pochodził z Jedwabnego. Rok przed wojną wyjechał na naukę do szkoły zawodowej w Grodnie. W 1940 jego szkołę ewakuowano na Ural, do Czelabińska. Po jej ukończeniu dostał pracę. Po wojnie próbował wprawdzie wrócić do domu, ale po drodze spotkał kogoś, kto opowiedział mu, co zdarzyło się w Jedwabnem i żeby nie wracał, bo tam nikogo już nie ma. Więc zrezygnował i został, założył rodzinę i po prostu żył dalej. Ze świadomością i ciężkim sercem, bo był jedynym, który przeżył. Rodzice, bracia i ich rodziny, sąsiedzi, koledzy, wszyscy zostali zamordowani. Domu w Jedwabnem już nie było. Przez lata pamiętał, że rodzina mamy wyjechała przed wojna do Argentyny. Nazwiska panieńskiego mamy wprawdzie nie mógł już odtworzyć w pamięci, ale to była jedyna nić łącząca go jeszcze z domem, który stracił. W 2004 roku zgłosił się do programu poszukującego rodziny w Rosji. Nic się nie wydarzyło, nikt się nie zgłosił, nikt niczego nie znalazł. Dawid zmarł w 2008 roku. Jego poszukiwania dotarły do nas przez kilku pośredników kilka lat później. Syn i wnuk Dawida zdecydowali się wysłać list ojca i dziadka, na portal internetowy rosyjskiej „Odnokłassniki” (Nasza klasa). Tam znalazła go pani, która znała Polaka, który zajmuje się genealogią i zna rosyjski, a on przysłał do nas, bo nie wiedział, jak się za takie poszukiwania zabrać. Rodzina Dawida jest znana. W ciągu kilku sekund można ją znaleźć w Internecie, wbijając ich nazwisko i miasto Jedwabne. To oni, dwaj bracia Dawida i żona jednego z nich zostali uratowani przez Antoninę W. Po wojnie wyjechali do Argentyny. Tam, gdzie żyła rodzina ich mamy. W dobie Internetu tak wiele jest możliwe. Chwilę później mamy już i adres i numer telefonu najmłodszego z braci — Dov’a, który w Polsce miał na imię Berek. Starszy brat Mosze zmarł wiele lat temu, zmarła też już jego żona. Syn Dawida nosi imię Borys, jak mówi potem, to imię nadał mu ojciec po bracie Berku. I znowu w naszym biurze mamy plątaninę języków. Borys posługuje się rosyjskim i ukraińskim. Dov tylko hiszpańskim. My polskim, angielskim, niemieckim, hebrajskim. Okazuje się, że wprawdzie Dov mówi po polsku, ale jest zdenerwowany i możemy się porozumieć tylko z wielkim trudem. Zwłaszcza, że informacja, którą przekazujemy jest wstrząsająca. Dov nie może uwierzyć w to co słyszy. „Jak to Dawid przeżył? Mój brat Dawid? Czemu Dawid nie wrócił do Polski? Czemu nie wrócił?” Obie rodziny, ta w Argentynie i ta w Rosji są wstrząśnięte. Powoli dociera do nich, że to prawda. Krążą zdjęcia, opowieści o długim życiu, które wydarzyło się między tymi strasznymi chwilami wojny, a dniem dzisiejszym. W tym już nie bierzemy udziału.

Serwis wykorzystuje pliki cookie do celów statystycznych. Jeśli się na to nie zgadzasz, wyłącz obsługę plików cookie w swojej przeglądarce internetowej. Rozumiem